fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Po serii miejsc na podium, Edward Theuns zdołał zgarnąć coś dla siebie i wygrać ostatni etap Tour of Turkey 2017. Belg nie krył zadowolenia i z przyjemnością opowiadał o swoich odczuciach.

Na finałowej konferencji prasowej, Belg tryskał humorem i przyznał, że w końcu zeszło z niego ciśnienie.

To było świetne zwycięstwo. Jak zawsze, ekipa wykonała dziś genialną robotę. W poprzednich dniach ciągle czegoś mi brakowało, co wykorzystywał “Sammy”. Wszyscy mówili, że jest on po prostu szybszy, ale wiedziałem, że to ja popełniam błędy. Szczególnie wczoraj totalnie pogubiłem się w końcówce, przez co przegrałem na własne życzenie. Nie ukrywam, że wieczorem byłem rozczarowany. Przed wyścigiem postawiłem sobie jasny cel, jakim było wygranie etapu i ostatecznie udało mi się to. Jestem jednak zaskoczony faktem zdobycia zielonej koszulki. W końcu to Sam wygrał 4 etapy, ale punktacja jest nieubłagana

– powiedział.

Kolarz Trek – Segafredo przyznał również, że nie zastanawiał się długo nad przyjazdem do Turcji w celu solidnego zakończenia sezonu.

Turcja to piękny kraj, bardzo lubię się tu ścigać. Było ciepło, wesoło i przyjemnie. Muszę przyznać, że prawdziwie cieszyłem się jazdą. Jedynie ostatnia noc była trudnejsza ze wzgędu na transfer. Dziś wieczorem dane nam jednak będzie idealnie podsumować wyścig i sezon

– przyznał Belg, nastawiony na dobrą zabawę na powyścigowym bankiecie.

Theuns przyznał również, że nie można porównywać pojedynczych etapów do wyścigów jednodniowych. W jego mniemaniu, są to dwie zupełnie różne bajki.

Nie można porównywać dzisiejszego etapu do belgijskich klasyków. To zupełnie inne wyścigi, choć profil końcówki mógł się wydawać podobny. Na pewno z radością będę czekał na zbliżającą się wiosnę i możliwość jazdy w jednodniówkach, które kocham najbardziej

– dodał.

Lider Trek – Segafredo opowiedział też o współpracy ze swoimi kolegami, którzy każdego dnia dawali z siebie 100%.

W końcówce wiedziałem, że mogę zaufać swoim rozprowadzającym, którzy są przecież świetnymi kolarzami. Już u samego podnóża podjazdu, dzięki nim, znalazłem się w odpowiednim miejscu. Byłem nieco zaskoczony, że Bennett jest razem ze mną, lecz tym razem jego szybkość nieco go zaskozyła

– powiedział Theuns.

Na koniec, dzisiejszy zwycięzca etapowy opowiedział o swoim charakterze, który nie pozwala mu przechodzić obojętnie obok porażek.

Kiedy przegrywam, jestem bardzo sfrustrowany. Dzisiaj dało mi to sporo dodatkowej mocy. Po wczorajszych perturbacjach nie czułem się najlepiej, ale w końcówce zawsze zaliczam skok adrenaliny, który pozwala mi pojechać na 200 procent. Co prawda Bennet znów był obok, ale tym razem “problem” rozwiązał się sam. Teraz nerwy już mnie opuściły

– zakończył.

Ze Stambułu, Dawid Gruntkowski