fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Tour de France 2017 był ostatnim w bogatej karierze Thomasa Voecklera, jednego z „najdzielniejszych Francuzów”, bohatera dziesiątek ucieczek i triumfatora czterech etapów Wielkiej Pętli.

Około 50 tysięcy kibiców oklaskiwało start Voecklera na stadionie Orange Velodrome podczas czasówki w Marsylii, a gdy nieco ponad pół godziny później Francuz wrócił na metę trybuny głośno skandowały „Thomas, Thomas”.

Czasami mówimy, że górskie etapy są jak stadion piłkarski, tak staramy się to sobie tłumaczyć, ale w Marsylii atmosfera była trochę inna.

-opowiadał Voeckler, którego oczy były zalane łzami po zdjęciu okularów.

Francuz przez 17 lat zawodowej kariery jeździł tylko w grupach prowadzonych przez Jeana – Rene Bernaudeau i na starcie w Montgeron przypiął po raz ostatni numer startowy w Tour de France. Jeszcze w Marsylii mówił:

To mój ostatni Tour, moja ostatnia czasówka. Nie mogę ukrywać, że to nie jest bardzo emocjonalny moment, to byłoby nieludzkie. Koniec kariery jednak jest już blisko.

O emocje francuskich kibiców zadbali w tym roku Romain Bardet czy Warren Barguil, ale Voeckler aż do samych Champs Elysees czuł wsparcie kibiców.

Przez cały wyścig słyszałem moich kibiców, tak samo głośno jak przez ostatnie 15 lat. Miałem wrażenie, że cała francuska publiczność mnie wspiera. Zawsze to mówię, ale to prawda, więc powtórzę raz jeszcze – to była niesamowita przyjemność.

Pierwszy raz Voeckler wystartował w Wielkiej Pętli w 2003 roku, a już sezon później został niemalże bohaterem narodowym. Na piątym etapie do Chartres przyjechał w ucieczce z przewagą ponad 12 minut i zdobył żółtą koszulkę, którą we wspaniałym stylu bronił aż przez 10 dni. Dopiero na 15. odcinku musiał się poddać i oddać prowadzenie na rzecz Lance’a Armstronga.

Podobna historia miała miejsce w 2011 roku, kiedy także przez 10 dni Voeckler był liderem i poległ dopiero na 19. etapie z metą na Alpe d’Huez. Podobnie jak w 2004 roku Francuz heroicznie walczył na górskich wspinaczkach, a żółta koszulka dodawała mu sił i odwagi, by walczyć z dużo mocniejszymi zawodnikami.

W Tour de France zawodnik Direct Energie wygrał cztery etapy oraz triumfował w klasyfikacji na najlepszego górala w 2012 roku. Sam zainteresowany uważa jednak, że jego najpiękniejsze zwycięstwo wcale nie miało miejsca podczas Wielkiej Pętli.

Oczywiście Tour jest czymś specjalnym, jest mnóstwo różnych emocji. Jednak moim najważniejszym triumfem jest mistrzostwo kraju w 2010 roku. Jeśli ludzie zapamiętają mnie jako zawodnika który zawsze walczył ze swoimi słabościami i nigdy nie załamywał rąk to będę bardzo szczęśliwy.

Mimo tego, że w tym roku Voecklerowi nie udało się w żaden szczególny sposób wyróżnić podczas wyścigu to organizatorzy nie zapomnieli o idolu francuskiej publiczności. „Ti-Blanc”, jak nazywany jest Voeckler, został uhonorowany na podium przed dekoracją najlepszych kolarzy wyścigu. Plotkuje się również, że w związku z tym, że Francuz nie zadecydował co będzie robić na sportowej emeryturze, całkiem możliwe jest, że zostanie ambasadorem wyścigu w miejsce Bernarda Hinault.

Każdy kończy karierę na swój sposób. Podobało mi się jak to zrobił Tom Boonen, wieńcząc karierę podczas Paris-Roubaix, swojego ulubionego wyścigu. Dla mnie to było oczywiste, że zakończę karierę na Polach Elizejskich. Miałem niesamowite szczęście, że mogłem wybrać czas i miejsce, gdzie zakończę zawodowe ściganie. Nie wiem jeszcze co będę robił później. 38 lat to sporo jak na kolarza, ale nie jestem emerytem. Teraz przede mną drugie zawodowe życie.

-zakończył Voeckler.