Pau to zachwycająca panorama i trzecie najczęściej odwiedzane przez Wielką Pętlę miasto po Bordeaux i Paryżu. Triumfowali w nim harcownicy i na podbój pirenejskich przełęczy wyruszali z niego górale, jednak dzisiaj stanie się areną jeszcze jednej batalii sprinterów. Czy raczej próby udowodnienia, że ktokolwiek poza Marcelem Kittelem zasługuje na to miano. Wiemy, jak to wszystko się zakończy, dlatego oczekiwanie na jedyny słuszny finał tego widowiska proponuję umilić sobie lampką lokalnego armaniaku. 

Jeszcze przed dwoma dniami można było się zastanawiać, czy niekwestionowana dominacja niemieckiego sprintera nie doprowadzi do zmiany taktyki przez pozostałe ekipy zainteresowane rozgrywaniem końcówek z peletonu i zrzucenie całej pracy na barki Quick-Stepu. Współpraca jednak nie tylko nadal kwitnie, ale w mediach społecznościowych zaczęły krążyć zabawne plotki sugerujące, jakoby Lotto Soudal kasowało wszystkie próby odjazdu zawodników zdolnych do stawienia oporu rozpędzonej grupie na ostatnich kilometrach etapu informując ich bezpośrednio, że są za mocni.

Pocieszenie może w tym znaleźć Yoann Offredo wiedząc, że trudności ze znalezieniem partnera do wczorajszych harców nie miały związku z jego niskimi umiejętnościami społecznymi, choć jako kolarzowi wystawia mu to nie najlepszą ocenę. Z tego samego powodu dwukrotnie w ciągu doby nagłówki zdobiło nazwisko najmłodszego uczestnika tegorocznej Wielkiej Pętli, Eliego Gesberta, który rolę niedoszłego hotelowego podpalacza płynnie zamienił na czerwony numer najwaleczniejszego zawodnika etapu.

Zaplanowana na środę trasa to nieco ponad 200 kilometrów z jedną górską premią najniższej kategorii i czterema rondami w końcówce, dzięki którym zaliczyć ją można do kategorii średnio trudnych.

Ponieważ wszystko zmierzać będzie do jedynego słusznego finału, skoncentrować się można na regionalnych smaczkach, do których tym razem należeć będzie przede wszystkim armagnac, czyli najstarsza francuska i europejska wódka z winogron. Mocna i droga, może stanowić hipsterską odpowiedź na bardziej mainstreamowy koniak. Peleton minie również dedykowaną kolarzom kapliczkę Notre Dame des Cyclistes i dom, w którym mieszkał sam Luis Ocaña.

Oto, co na temat 11. etapu 104. edycji wyścigu Tour de France mieliśmy do powiedzenia jeszcze przed rozpoczęciem imprezy:

12 lipca 2017 – Etap 11: Eymet › Pau 202 km

Pau to taki pirenejski odpowiednik Gap. Z rzadka odgrywa pierwszoplanową rolę, jednak na mapie Tour de France zawsze zwiastuje nadejście mniejszego lub większego trzęsienia ziemi. W podnóża Pirenejów kolejny raz powalczą najszybsi kolarze peletonu, jednak kolejne dni należeć będą do górali.

Kto zwycięży? Marcel Kittel (Quick-Step Floors). Nie ten, który siłą i przyspieszeniem miażdżył rywali, bezpiecznie eskortowany przez swoją drużynę aż do ostatnich 300 metrów etapu. Jego najnowsza i najlepsza w historii wersja nie potrzebuje już tego typu wsparcia, samodzielnie walcząc o pozycję i niewiele sobie robiąc z jej utraty. Na jego tle pozostali sprinterzy wyglądają, jakby zainspirowani zdumiewającym wyczynem Rigoberto Urana (tak dobrego, że nazwano go dwa razy) próbowali rozgrywać finisz na ostrym kole.

Szybka końcówka w Pau wymagać będzie jednak pokonania aż czterech rond, a na każdym z nich wydarzyć się może mała katastrofa. Nie wydaje się, aby rywale w uczciwej walce byli w stanie pokonać lub chociażby zbliżyć się do Kittela, jeśli jednak zrobi to incydent wyścigowy lub architektura drogowa, otworzy to szansę dla Dylana Groenewegena (LottoNL-Jumbo), Nacera Bouhanniego (Cofidis) i Andre Greipela (Lotto Soudal). W czołowej 10 powinni się również zameldować Edvald Boasson Hagen (Dimension Data), John Degenkolb (Trek-Segafredo), Michael Matthews (Team Sunweb) i dobrze wykorzystujący swoją szansę Rudiger Selig (Bora-hansgrohe).

 

Pełną zapowiedź 104. edycji Tour de France można znaleźć > tutaj.

Mapy i profile tutaj

Lista startowa tutaj

Plan transmisji TV > tutaj