Kuba Szymański / naszosie.pl

Przez fakt, że trzeci etap Wyścigu Szlakiem Walk Majora Hubala został odwołany mogliśmy spędzić z kolarzami więcej czasu. Zapraszamy na rozmowę z zawodnikiem brytyjskiej ekipy One Pro Cycling – Kamilem Gradkiem.

Zaskoczony wynikami czasówki?

Troszkę. Jednak nie obstawiałem Kamila [Zielińskiego] jako faworyta czasówki. Kiedy przyjechałem na metę to mogę się przyznać, że Kamila pierwszego uznałem za zawodnika który na pewno mnie nie wyprzedzi. Wyszło inaczej, taki jest sport, takie jest kolarstwo – nieprzewidywalne i to jest piękne w tej dyscyplinie.

Wszyscy stawiali Ciebie w roli murowanego faworyta do zwycięstwa.

Myślałem, że Maciek Paterski pojedzie dobrze, Marek Rutkiewicz też jest w wysokiej formie. Dużo się nie pomyliliśmy, ale Kamil jest na pewno dużym zaskoczeniem dla wielu.

Jak ocenisz fakt, że zarówno na Hubalu, jak i wcześniej na Grodach odbyły się etapy z metą na szczycie? Było wiele opinii, że trudno w Polsce o etap z metą na ciężkim podjeździe.

Nie jest tak, że nie można, ale myślę, że gdyby był tutaj WorldTourowy peleton to zapewne na Świętym Krzyżu oglądalibyśmy walkę sprinterów. Było 2800 metrów przewyższenia, ale wiele klasyków ma podobne przewyższenia. Tutaj rzeczywiście było sporo pagórków, także mocno wiało i myślę, że to też odegrało dużą rolę. Na ostatnim podjeździe faworyci się pilnowali, ja sam walczyłem o to by stracić jak najmniej i jednak nie jestem do końca zadowolony z tego rezultatu.

Czyli można powiedzieć, że taki był Twój plan na ten wyścig – nie stracić w górach i walczyć na czasówce?

Tak ja, jak i Karol mieliśmy podobne założenia. Karol jest 3. w generalce, ja jestem siódmy. Patrząc na kolejne etapy to będzie już łatwiej, ale cały czas dość mocno wieje, w końcówkach są rundy i będzie trzeba cały czas być z przodu, żeby nie przegrać.

A ciężej było tutaj czy na Srebrnej Górze podczas Grodów?

Chyba jednak na Grodach, podjazd był dużo cięższy i sztywniejszy. Teraz jednak jestem w dużo lepszej dyspozycji, a wtedy było jednak więcej trudniejszych podjazdów.

Mieliście pecha na etapie do Świętego Krzyża – wyszliście całą drużyną na przód peletonu w kluczowym momencie, a trzech waszych zawodników “wysypało” się na jednym z zakrętów.

Pete Williams musiał wrócić z ucieczki ze względu na problemy żołądkowe, ale wciąż mieliśmy siedmiu zawodników i zadania do zrealizowania i na jednym z zakrętów trzech naszych “poleciało”. Steele [von Hoff] był wściekły na siebie – sam mówił, że to chyba pierwszy raz od 11 lat przewrócił się z własnej winy w zakręcie. Wyszło ogólnie nie najgorzej, ale na pewno chcieliśmy osiągnąć więcej. Sobotni etap ma prawie 180 km i może się dużo wydarzyć.

Czasówkę jako drużyna pojechaliście świetnie i widać, że jesteście bardzo dobrze przygotowani.

Myślę, że na dzień dzisiejszy mamy tutaj optymalny skład i są tu wszyscy najmocniejsi zawodnicy. Chcemy powalczyć, mamy trzecie miejsce, strat wielkich nie ma, ale wiadomo, że faworyci będą się pilnować. Może też zdarzyć się tak, że będą dwa wyścigi – każdy chce ugrać coś dla siebie. Voster ma 4. miejsce i tylko 3 sekundy straty więc będą chcieli nas zaatakować.

Robi wam różnicę, że peleton jest dość mały na tym wyścigu?

Było dla nas sporym zaskoczeniem, że jest nas tak mało, bo liczyliśmy, że będzie inaczej. Część tego peletonu to mocni zawodnicy i to nie grałoby roli czy jechałoby tutaj 180 kolarzy czy mniej. Jest jednak jak jest, stajemy na starcie i jedziemy z myślą o zwycięstwie. Mamy tutaj jednego z najszybszych sprinterów i chcemy powalczyć w końcówkach o zwycięstwo etapowe.

Czym się różni ściganie w Polsce od ścigania na Wyspach Brytyjskich?

Może mnie ktoś za to skrytykuje, ale brytyjskie ekipy są lepiej zorganizowane. W Polsce trudno o sponsorów i być może stąd wynikają niektóre problemy. Jeżeli chodzi o sam poziom to jest podobny styl ścigania, jest dużo skoków, nie ma takiej kontroli nad wyścigiem. Na pewno kolarstwo w Anglii jest bardziej popularne i przy trasach, na starcie czy na mecie, jest dużo więcej kibiców, jak chociażby na Tour de Yorkshire.

Jak z Twojej perspektywy wyglądał rozpad ekipy Verva Activejet?

Piotr Kosmala starał się do końca obronić ten zespół. Było ciężko i niestety się nie udało. Zobaczymy co czas pokaże i może uda się reaktywować ten projekt. Ja jestem zadowolony z tego jak to się potoczyło, bo udało mi się znaleźć ekipę. Do końca czekaliśmy i wierzyliśmy, że Verva pozostanie w peletonie. Udało się na tyle, że każdy z nas znalazł, lepszą czy gorszą, ekipę.

Mocno jest odczuwalny spadek do niższej dywizji?

One Pro Cycling też spadło z Pro Continental do Continental ze względu na problemy finansowe. Ciężko jest utrzymać ekipę na wysokim poziomie bez odpowiedniego wsparcia finansowego na kilka lat do przodu, a to jest gwarancją rozwoju kolarzy. Chłopaki z Vervy trenowali przez zimę w nadziei, że ekipa zostanie. Potem to się posypało, morale poleciało w dół. W One Pro Cycling kalendarz może nie jest rewelacyjny, ale jest w Anglii dużo prestiżowych wyścigów, które może nie mają kategorii UCI, ale to wciąż dobre starty. W Polsce podobnie mamy wyścigi w Sobótce czy Hellena Tour, które nie mają kategorii UCI, a niewiele różnią się od pozostałych wyścigów, które taką kategorię mają. Każdy chciałby startować w Tour de France, ale czasami trzeba zrobić krok w tył, by wykonać kolejne w przód.

Starty brytyjskiej ekipy w Polsce to ukłon w waszą stronę czy sponsorskie interesy?

Szukaliśmy wyścigów do kalendarza, a z racji tego, że mamy dwóch Polaków w składzie dla ekipy lepiej było wystartować w Polsce niż na przykład jechać do Belgii czy Hiszpanii. My jesteśmy stąd, znamy ten peleton i łatwiej było o dostęp na wyścigi. Dobra ekipa oczywiście zawsze się przebije.

Dziękujemy za rozmowę!

W Spale rozmawiali Aleksandra Górska i Kuba Szymański.