fot. Giro d'Italia

Ostatni tydzień jubileuszowej edycji Giro d’Italia rozpoczynamy wspinaczką na jego ośnieżony dach, legendarne Passo dello Stelvio. Pretendentów do upragnionego tytułu czeka najdłuższy dzień na rowerze i pierwsza prawdziwa próba w najwyższych górach, jednak nam wszystkim podczas tego spaceru w chmurach towarzyszyć będzie duch zawsze uśmiechniętego Włocha, wspomnienie szalonej papugi i zapierające dech widoki najpiękniejszej z Alpejskich przełęczy. Bliżej nieba już się nie znajdziemy, dlatego Cima Coppi to w tym roku Cima Scarponi.

Rozwiązywanie łamigłówki, jaką jest 100. edycja La Corsa Rosa przynosiło jak dotąd jeśli nie sensacyjne, to co najmniej nieoczekiwane rezultaty. Poznaliśmy już najszybszego ze sprinterów, możemy również z dużym prawdopodobieństwem domniemywać, kto jest najbardziej wszechstronnym z uczestników wyścigu. Przestrzegam jednak przed wyciąganiem pochopnych wniosków. Przed nami przyprawiający o mdłości i spędzający sen z powiek ostatni tydzień wielkiego touru, chimeryczny autor najbardziej pokręconych scenariuszy i zwrotów akcji.

Od finałowej jazdy indywidualnej na czas, która jako akt wieńczący rywalizację ostatni raz zatrzęsie pozornie stabilnymi fundamentami klasyfikacji generalnej, dzieli nas zaledwie sześć dni. Zapewniam jednak, że ilość skompresowanych na tych odcinkach atrakcji z nawiązką zrekompensuje nam odchodzącą już w niepamięć procesję przez pogrążone w zimowym śnie Sardynię i Kalabrię. W drodze do Mediolanu czeka nas Mortirolo, Stelvio, Passo Pordoi, Passo Valparola, Passo Gardena, Piancavallo i tylko z pozoru niewinny etap do Asiago. Jak dotąd wszyscy bawili się świetnie, teraz nadchodzi czas na prawdziwą walkę bez sentymentów.

Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy, dlatego warto zapytać, czy majestatyczne Stelvio drugi raz może okryć Nairo Quintanę zasłoną mgły, by wypłynął z niej wśród morza szampana i roju różowego confetti? Czy dumnie noszący maglia rosa Holender drugi rok z rzędu może zostać odarty z marzeń wśród śniegów Alp? A może karma zawsze triumfuje?

Oto, co na temat 6. etapu 100. edycji wyścigu Giro d’Italia mieliśmy do powiedzenia jeszcze przed rozpoczęciem imprezy:

Etap 16, 23 maja: Rovetta > Bormio (222 km, *****)

Monumentalny dach 100. edycji Giro d’Italia, a być może również królewski etap wyścigu. W menu dnia znajdują się dedykowane Michele Scarponiemu Passo del Mortirolo i legendarny Passo dello Stelvio (Cima Coppi) pokonywany niemal dwukrotnie – za drugim razem poprzez szwajcarską przełęcz Umbrailpass. Do linii mety zlokalizowanej w znanym kurorcie narciarskim Bormio prowadzi długi zjazd.

Mortirolo (12.6 km, 7.6%) w kagańcu, bo pokonywane od nieco łatwiejszej strony, ale i w tej wersji stanowić będzie całkiem solidną rozgrzewkę. Również w odniesieniu do Stelvio (21.7 km, 7.1%) organizatorzy postanowili obejść się z uczestnikami wyścigu relatywnie łagodnie, oszczędzając im wspinaczki od szwajcarskiej strony przez słynne 48 serpentyn – zamiast tego będą zmuszeni oni będą tą trasą zjeżdżać, z ja już dzisiaj zaczynam trzymać kciuki za Stevena Kruijswijka i Ilnura Zakarina. Drugi podjazd pod Stelvio wieść będzie przez Umbrailpass (13.4 km, 8.4%), a rywalizacja zakończy się 20-kilometrowym zjazdem do Bormio.

Całkiem niedawno napisałam, że Alejandro Valverde i Mur de Huy to match made in heaven, jednak już jutro może się okazać, że nie on jeden ma swoją górę. Wspomnienia Nairo Quintany (Movistar) z ostatniej wizyty na Passo dello Stelvio, nawet jeśli mgliste, muszą być co najmniej pozytywne i wydaje się znamienne, że bój o swój drugi tytuł w Giro d’Italia przyjdzie mu toczyć na tej samej górze. Jeśli lider Movistaru ma dowieść swojej dominacji w górach i odrobić straty do Toma Dumoulina, solidną część tej pracy musi wykonać już we wtorek.

Tom Dumoulin (Team Sunweb) jako jedyny z pretendentów do triumfu w klasyfikacji generalnej nie miał jeszcze dnia ewidentnej słabości, nawet jeśli podczas niedzielnego sprintu w Bergamo wyraźnie brakowało mu pary. Wszyscy jednak doskonale zdajemy sobie sprawę, że prawdziwy okres próby przychodzi na niego dopiero teraz. Jak rosły Holender poradzi sobie w najwyższych górach? Czy jego rola na najbliższych etapach sprowadzi się wyłącznie do minimalizowania strat przed finałową jazdą indywidualną na czas? A może fascynująca transformacja Dumoulina zaszła już znacznie dalej, niż jeszcze dziś pozwalamy sobie wierzyć i ponownie nas zaskoczy?

Ciekawi mnie również, czy kolejny raz w ostatnim tygodniu rywalizacji nadludzkie siły zdoła z siebie wykrzesać Vincenzo Nibali (Bahrain-Merida). Jego postawa jak dotąd nie przekonywała, jednak bez żadnej przesady można powiedzieć, że na tym samym etapie walki o tytuł w zeszłorocznej edycji wyścigu jego szanse przedstawiały się jeszcze gorzej. Ewentualny triumf Rekina z Mesyny wydaje się mało prawdopodobny, ale od tego przecież jest Giro…

Kandydatami do odniesienia etapowego triumfu będą również Adam Yates (Orica-Scott), Mikel Landa (Team Sky), Thibaut Pinot (FDJ), Pierre Rolland (Cannondale-Drapac), Steven Kruijswijk (Team LottoNL-Jumbo) czy Ilnur Zakarin (Team Katusha-Alpecin), a w składzie silnego odjazdu dnia należy spodziewać się przede wszystkim”stacji przekaźnikowych”.

 

Pełną zapowiedź 100. edycji Giro d’Italia można znaleźć > tutaj.

Mapy i profile tutaj

Lista startowa tutaj

Plan transmisji TV > tutaj