RCS Sport / La Presse - Massimo Paolone

Etap na Sycylii miał dwóch bohaterów – zwyciężającego po dwóch latach na trasie Giro Jana Polanca oraz wracającego po roku przerwy do maglia rosa – Boba Jungelsa. Co po czwartym odcinku mieli do powiedzenia główni zainteresowani?

Bob Jungels (Quick Step Floors)

Dwa dni temu nasza akcja na mocnym wietrze była zamierzona, ale nie zaplanowana. Dziś rano także zakładaliśmy, że mogę zdobyć koszulkę lidera. W końcówce bardzo mocno wiało, ciężko było wstać z siodełka, a tak długi podjazd to zawsze spore ryzyko. Walczyłem o dotarcie na czoło grupy, ale na szczęście jechałem w pełni spokojny i skupiony na swoim zadaniu. Do czasu aż Davide Bramati krzyknął mi do słuchawek “jedź po różową koszulkę” nie zastanawiałem się za bardzo nad tym jak może potoczyć się etap. Udało się ją jednak zdobyć i jestem bardzo szczęśliwy. Zmieniam więc koszulkę mistrza Luksemburga na różową, a tegoroczne Giro to wielki krok naprzód w mojej karierze. Chcę więcej, ale jestem także realistą. Na podjeździe pod Blockhaus Quintana i inni lżejsi kolarze będą mieć nade mną przewagę.

Jan Polanc (UAE Team Emirates)

Było nas tylko czterech w ucieczce, a dwójka zawodników już na początku podjazdu jechała resztkami sił, a to znacznie ułatwiło zgubienie ich. Trudniejsze było utrzymanie przewagi nad peletonem, a ostatnie kilkaset metrów musiałem pojechać bardzo, bardzo mocno, bo wiedziałem, że liderzy będą gonić. Myślałem o tym etapie od czasu obozu przygotowawczego i wiedziałem także, że jeśli by nas dogonili to będę w czubie i będę mógł pracować dla naszego lidera.

Dziś było trudniej wygrać niż przed dwoma laty w Abetone. Etna to dużo trudniejszy podjazd, sztywniejszy, a do tego bardzo mocno wiało.