Record Bank E3 Harelbeke 2017 / Tim De Waele / Quick-Step Floors

Za czasów juniorskich nikt nie stawiał na niego złamanego grosza. Studentem też nie był wybitnym, dlatego karierę uniwersytecką zakończył już na trzecim roku, by zacząć zarabiać “rozwożąc różne gówna” samochodem dostawczym i jednocześnie ścigać się w barwach belgijskiej ekipy poziomu kontynentalnego. Szybko jednak zorientował się, że nie tak miało wyglądać jego życie. Oliver Naesen twardo stąpa po ziemi i niewiele jest rzeczy, których się obawia. Na pewno nie bał się ścigać swoich marzeń by teraz, po zaledwie dwóch latach w gronie zawodowców, być jedną z najjaśniejszych gwiazd wiosennej kampanii wyścigów klasycznych.

Chociaż podobnie jak większość swoich rodaków pierwszy profesjonalny kontrakt podpisał z trudniącą się szlifowaniem belgijskich diamentów ekipą Topsport Vlaanderen-Baloise, jego droga do zawodowego peletonu należała do krętych i wyboistych. Wystarczy powiedzieć, że debiutując miał już ukończone 24 lata – a więc rozpoczynał swoją przygodę w wieku, w którym większość zawodników tego typu wylęgarnie młodych talentów opuszcza, a na jego résumé składały się nieudana kariera juniorska, uniwersytecka i mało satysfakcjonująca praca w charakterze kierowcy samochodu dostawczego.

“Nigdy nie myślałem o kolarstwie w profesjonalnym wydaniu jako opcji, która byłaby w moim zasięgu,”

– powiedział w wywiadzie udzielonym Cyclingnews Naesen dodając, że jako junior nie był wart złamanego grosza.

“Nie byłem najlepszym studentem. Przeszedłem małe załamanie psychiczne, wskutek którego zakończyłem edukację i zacząłem pracować. Jeździłem samochodem dostawczym i rozwoziłem różne gówna. Po roku nagle uderzyła mnie myśl, ‘k***a, nie tak miało wyglądać moje życie’,”

– wyjaśnił nagły zwrot 26-latek.

“Podpisałem pierwszy profesjonalny kontrakt w wieku 24 lat, widziałem w życiu trochę więcej, niż 19-letni debiutant. Niewiele jest rzeczy, które mnie przerażają.”

Doszło więc do małej rewolucji, a wyniki uzyskiwane w kolejnych wyścigach zaczęły stopniowo się poprawiać. Zwróciło to uwagę najpierw Lotto Soudal, w którym Naesen odbył staż, a następnie Topsport Vlaanderen i IAM Cycling. Chociaż rozwiązanie ostatniej z wymienionych ekip zmusiło go do poszukiwania drużyny po raz trzeci w ciągu zaledwie trzech lat, po obiecujących występach w wiosennych klasykach zainteresowane podpisaniem kontraktu z pochodzącym z Ostendy kolarzem były największe ekipy WorldTouru. Ten jednak, przynajmniej w perspektywie najbliższych dwóch lat, zdecydował się być dużą rybą w małym stawie.

“Ag2r było naprawdę zdeterminowane, by podpisać ze mną kontrakt. To zupełnie inne uczucie kiedy wiesz, że drużynie na tobie zależy, zamiast słyszeć ‘może porozmawiamy po zakończeniu Tour de France, bla bla bla’. To ogromna różnica.”

“Kiedy przeglądałem listę ekip WorldTouru, niewiele było takich, które nie posiadałyby lidera na wyścigi klasyczne. Ag2r było jedną z nich, A ponieważ byli tak zdeterminowani by podpisać ze mną kontrakt, zrobiliśmy to jeszcze przez rozpoczęciem Wielkiej Pętli.”

“W Quick-Stepie czy BMC zajęcie 5. miejsca, które z perspektywy mojej i Stijna [Vandenbergha] byłoby we Flandrii dobrym wynikiem, byłoby uznane za porażkę. W drużynie kalibru Ag2r miejsca w czołowej piątce czy nawet dziesiątce największych klasyków są realistycznie stawianym celem. Stijn i ja jesteśmy w stanie osiągać takie rezultaty,”

– powiedział w listopadzie zeszłego roku Naesen, i jak dotąd dotrzymuje słowa.

Chociaż w tym sezonie nie odniósł jeszcze zwycięstwa, miejsca w czołowej dziesiątce Omloop Het Nieuwsblad, Kuurne-Bruxelles-Kuurne i Dwars door Vlaanderen oraz podium E3 Harelbeke zapewniły mu status jednej z najjaśniejszych gwiazd tegorocznej wiosennej kampanii oraz zastrzyk pewności siebie przed dwoma najważniejszymi celami sezonu.

Jak zdradza 26-latek, Ronde van Vlaanderen z oczywistych przyczyn jest bliższe jego sercu, ale Paris-Roubaix zdaje się lepiej odpowiadać jego predyspozycjom. Piekło? Jakie piekło?

“Każdy po ukończeniu Roubaix powtarza, że jest wypompowany, całkowicie wykończony, ale ja nigdy nie miałem podobnych odczuć.”

“Po Amstel [Gold Race] i innych wyścigach jestem naprawdę wykończony. Flandria – wolę ją, ponieważ jest rozgrywana w moich rodzinnych stronach, jednak jest dla mnie trudniejszym wyścigiem. Ostatnie Roubaix ukończyłem na 13. miejscu i byłem tym wynikiem nieusatysfakcjonowany, podczas gdy po ukończeniu Flandrii na 22. pozycji miałem pusty bak. To dziwne, jednak wydaje mi się, że Roubaix naprawdę mi odpowiada.”

Najbliższym celem pozostaje jednak De Ronde, podczas którego najprawdopodobniej ponownie przyjdzie mu się zmierzyć z Philippe Gilbertem, Peterem Saganem i jego partnerem treningowym – Gregiem Van Avermaetem.

“Miałem w Gent-Wevelgem świetną nogę, ale ostateczny rezultat tego nie odzwierciedlił. mimo tego jestem usatysfakcjonowany tym, co udało mi się osiągnąć w ciągu minionych kilku tygodni, szczególnie w odniesieniu do Record Bank E3 Harelbeke, który udało mi się ukończyć na podium.”

“Mam wrażenie, że udało mi się przeskoczyć o poziom wyżej. Na początku sezonu jedynie marzyłem, by go osiągnąć. Jestem gotowy na Ronde van Vlaanderen, znam te drogi na pamięć i dysponuję świetną formą. To będzie długi dzień, ponad sześć godzin na rowerze, a nieustająca walka o pozycję będzie trwała do samego końca.”

Jak sam przyznaje, jeszcze nigdy nie pokonał Van Avermaeta w sprincie, jednak możemy mieć pewność, że tanio skóry nie sprzeda. Oliver Naesen wie, jak walczyć o swoje marzenia.