Fot. Team Sky

Team Sky podczas szóstego etapu wyścigu Volta a Catalunya poniósł rzadko spotykane straty w klasyfikacji generalnej. Wicelider przed tym odcinkiem, Chris Froome, stracił do etapowego zwycięzcy Daryla Impeya (Orica-Scott) ponad dwadzieścia sześć minut i spadł do czwartej dziesiątki klasyfikacji generalnej.

Trzykrotny zwycięzca Tour de France i spółka nie byli odpowiednio czujni na szybkim zjeździe z pierwszej premii górskiej Alt de Bot. Pozwolili odłączyć się pięćdziesięciosobowej grupie z liderem wyścigu Alejandro Valverde (Movistar) i groźnym dla pozycji Froome`a Alberto Contadorem.

„Po prostu nas przechytrzyli. Nie spodziewaliśmy się tego, że peleton podzieli się w tym momencie.

Jeden z kolarzy jadących przede mną zrobił małą przerwę i od tego wszystko się zaczęło. Na tak technicznym zjeździe nie było możliwości zniwelowania straty. Przez około pięćdziesiąt kilometrów goniliśmy z całych sił, ale strata tylko się powiększała, więc musieliśmy uznać naszą porażkę.

Przyjeżdżając na ten wyścig powiedziałem, że będę cierpiał i tak rzeczywiście było. Osobiście cieszę się, że podczas piątego etapu utrzymałem się z najlepszymi, co jest pozytywnym sygnałem we wczesnej fazie sezonu. Nie ulega wątpliwości, że takie dni jak te są bardzo trudne, ale musimy wyciągnąć z tego lekcję i iść do przodu”, powiedział Chris Froome oficjalnej stronie internetowej Team Sky.

Współodpowiedzialnym za porażkę jest dyrektor sportowy, Nicolas Portal, który tłumacząc wydarzenia na etapie do Reus, nie szukał wymówek, ani nie obarczał winą innych.

„Popełniliśmy bardzo duży błąd i nie mam nawet zamiaru szukać wymówek, bo nie ma żadnych wymówek wobec tego, co się stało.

Chłopcy jechali do tego momentu wspaniale. Przyczyną naszej porażki jest niewłaściwe pozycjonowanie. Nie jechaliśmy na czołowych miejscach na pierwszym zjeździe i dlatego tak się stało.

Przypomniało to nam, że coś takiego może przydarzyć się każdemu. Nigdy nie jest dobrze, gdy traci się wyścig w taki sposób, ale może lepiej, że stało się to tutaj niż miałoby wydarzyć się w jakimś innym, jeszcze ważniejszym wyścigu”, powiedział Nicolas Portal.

Niepomyślnie potoczył się dla „niebiańskich” także trzeci etap włoskiej „etapówki” Coppi e Bartali. Kraksy i boczny wiatr podzielił peleton, w związku z czym w drugiej grupie został Elia Viviani. Kenny Elissonde próbował bezskutecznie odrobić stratę, zatem w czołówce finiszował tylko Ian Boswell, który awansował na szóste miejsce w klasyfikacji generalnej.