Dwars Door Vlaanderen / ddvl.eu

Chociaż sama nazwa zwodniczo sugeruje nieskomplikowaną podróż z punktu “A” do punktu “B”, w istocie jego trasa kreśli pętle i zygzaki jak przystało na każdy rozgrywany w tej części Europy klasyk. Dwars door Vlaanderen jest pierwszym ogniwem łańcucha następujących po sobie ekscytujących wyścigów jednodniowych, których zwieńczeniem będą rozgrywane odpowiednio za dwa i trzy tygodnie De Ronde i Paris-Roubaix. I nawet jeśli wyniesienie go do rangi imprezy WorldTouru nie wystarczy, by przestał pełnić rolę przystawki przed daniami głównymi, warto dla niego zarwać środowe popołudnie. Chociażby dlatego, że Dwars jest przystawką bardzo unikalną, wymykającą się standardowym klasyfikacjom.

Na poparcie hipotezy mówiącej, że Belgia jest krajem wyjątkowym, znajdzie się dostatecznie dużo argumentów. Niech za kolejny posłuży fakt, że podczas gdy pamiętny rok 1945 był dla Europy i sporej części świata okresem powstawania z gruzów i popiołów, mieszkańcy tego maleńkiego kraju błyskawicznie powrócili do kultywowania najukochańszej ze swoich rozrywek. Jak? Powołując do życia nie jeden, ale cztery wyścigi, które rozgrywane są po dziś dzień: Omloop Het Volk, Kuurne-Bruxelles-Kuurne, Gent-Wevelgem i właśnie Dwars door Vlaanderen.

Wszystkie one niezliczoną ilość razy przecinają te same drogi i bergi Flandrii, tworząc jedyny w swoim rodzaju labirynt, tradycyjnie można jednak dokonać zatwierdzonego przez kolarską społeczność podziału. Kuurne-Bruxelles-Kuurne, Gent-Wevelgem i Scheldeprijs stanowią najbardziej realistyczne cele wiosennej kampanii dla sprinterów, są relatywnie łatwe do kontrolowania i zazwyczaj przebiegają wedle z góry ustalonego scenariusza. Omloop Het Nieuwsblad, E3 Harelbeke i Ronde van Vlaanderen są natomiast PRAWDZIWYMI klasykami dedykowanymi najtwardszym z mężczyzn. Jak w tym wszystkim odnajduje się Dwars door Vlaanderen?

Moja nieskrywana sympatia do tego wyścigu wynika między innymi z faktu, że znajduje się on niejako w szarej strefie, sprytnie wymykając się ogólnie przyjętym klasyfikacjom. Jest konieczną dla zachowania odpowiedniej równowagi szczyptą chaosu w ogólnie przyjętym porządku. Analiza trasy Dwars, kreślącej zygzaki między Waregem i Ardenami, każe umieścić środowy semi-klasyk w tej drugiej kategorii. Czym innym są jednak wyrysowane na papierze profile, a czym innym rzeczywistość, w której o wejściu w życie jednego z wielu równie prawdopodobnych scenariuszy często decydowały warunki atmosferyczne. Co prawda organizatorzy imprezy dołożyli w ostatnich latach wielu starań, by uczynić wyścig nieco cięższym i (jeszcze) bardziej ekscytującym, ale słoneczna pogoda i brak innych niesprzyjających okoliczności ciągle okazjonalnie przechyla szalę zwycięstwa na korzyść bardziej wytrzymałych sprinterów.

To E3 nazywane jest małym De Ronde i traktowane jako najważniejszy sprawdzian przed Flandryjską Pięknością, jednak jego pozycja wydaje się poważnie zagrożona. Ostatni podjazd na trasie Draws door Vlaanderen znajduje się zaledwie 9 kilometrów od linii mety w Waregem, co czyni jego końcówkę na tyle podobną do drugiego monumentu sezonu, na ile pozwala przyzwoitość, a jednocześnie wyróżnia go na tle rozczarowująco ubogiego w atrakcje finału swojego konkurenta. Co prawda lista ostatnich zwycięzców z Jelle Wallaysem, Oscarem Gatto czy Mattim Breschelem nie przyprawia o zawrót głowy, ale awans w szeregi WorldTouru zapewni Dwars obsadę, na którą od dawna zasługiwał i przemieni go w widowisko najwyższych lotów.

W przeszłości wyścig wieńczyły rundy wokół położonego w sercu Flandrii Waregem, czyniąc go bardziej przyjaznym sprinterom, jednak w ostatnich latach organizatorom udało się nieco zrewolucjonizować decydującą część trasy, nadając imprezie bardziej dynamiczny i nieprzewidywalny charakter.

Podobnie jak większość rozgrywanych w tym regionie wyścigów jednodniowych, również Dwars door Flaanderen otwiera płaski i pozbawiony większych niedogodności odcinek (dokładnie 90,7km), dzielące położone na zachód od Waregem Roeselaere od Ardenów. Drugą fazę wyścigu otworzy Nieuwe Kwaremont (2000 m, 4,2%, max. 8%), po którym w pozwalających jeszcze zaczerpnąć oddechu interwałach pokonane zostaną odpowiednio Kattenberg (740 m, 5,9%, max. 8,2%), Leberg (700 m, 6,1%, max. 14%), Berendries (900 m, 7,2%, max. 14%) i Valkenberg (540 m, 8,1%, max. 12,8%).

Moment, w którym akcja zaczyna się zagęszczać tradycyjnie naznacza znajdujący się na 144. kilometrze Eikenberg (1250 m, 5,8%, max. 10%), jednak nawet pod nieobecność Toma Boonena następujący po nim Taaienberg (530 m, 6,6%, max. 15,8%) można w ciemno obstawiać jako miejsce, w którym wykrystalizuje się klarowna grupa faworytów. Jej członkowie bardzo szybko będą mieli okazję sprawdzić nogę swoich rywali na doskonale znanej z finału Ronde van Vlaanderen sekwencji Oude Kwaremontu (1500 m, 4%, max. 11,6%) i Paterbergu (365 m, 12,9%, max. 20,3%), po których pokonane zostaną jeszcze Vossenhol (1400 m, 6,5%, max. 9%), Holstraat (1000 m, 5,2%, max. 12%) i znajdujący się zaledwie 9,4 kilometra od linii mety Nokereberg (500 m, 5,7%, max. 6,7%).

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o belgijskich hellingen, gorąco polecam lekturę pierwszej części opracowania na temat najpopularniejszych wzniesień Flandrii.

Trasa

Mam dla państwa dobrą i złą wiadomość. Zła jest taka, że pogoda w Waregem i okolicach najprawdopodobniej będzie w środę znakomita. Co prawda nie przeszkadza to w rozegraniu znakomitego wyścigu, ale zdecydowanie utrudnia przeobrażenie go w epicką rzeźnię, na którą zawsze liczymy.

Kiedy teraz o tym myślę, zła wiadomość jest jednocześnie dobrą wiadomością. Korzystne warunki atmosferyczne powinny bowiem sprawić, że wyścig pozostanie otwarty na wszelkie mieszczące się w granicach prawdopodobieństwa scenariusze i niczyje szanse nie zostaną przedwcześnie skreślone.

Zetrą się zatem ze sobą dwie przeciwstawne frakcje. Pierwszą z nich można zdefiniować jako prawdziwych belgijskich specjalistów od wyścigów klasycznych (i tych którzy potrafią jeździć jak Belgowie), których reprezentować będą przede wszystkim Tiesj Benoot (Lotto-Soudal), Sep Vanmarcke (Cannondale-Drapac), Niki Terpstra, Zdenek Stybar, Philippe Gilbert (Quick-Step Floors), Lars Boom (Team LottoNL-Jumbo) czy Oliver Naesen (Ag2r-La Mondiale).

Na liście zamierzających dzielnie walczyć o życie sprinterów nie dziwi obecność Dylana Groenewegena (Team LottoNL-Jumbo), Fernando Gavirii (Quick-Step Floors), Arnaud Demare’a (FDJ), Fabio Felline, Edwarda Theunsa (Trek-Segafredo), Jensa Debusschere’a czy Sonny’ego Colbrellego (Team Bahrain-Merida), ale już pojawienie się takich nazwisk jak Caleb Ewan (Orica-Scott) czy Sasha Modolo (UAE Team Emirates) zmusza do uniesienia brwi.

W ramach ciekawostek, w roli lidera Movistaru na Dwars door Vlaanderen wystąpi Carlos Betancur. Nie figurują na liście startowej w porządku alfabetycznym – sprawdziłam. Nie wiem, co na ten temat sądzić, ale skoro zdołał ukończyć Milano-Sanremo, musi być w lepszej formie niż autorka tego artykułu. Może wystarczy…

Możliwy byłby jeszcze alternatywny podział na Quick-Step Floors i resztę świata, jednak piekielnie mocny skład ekipy Patricka Lefevere’a pozwala mieć graniczące z pewnością przeczucie, że coś pójdzie nie tak.

72. edycja Dwars door Vlaanderen rozegrana zostanie w środę, 22 marca.

Relacja na żywo z wyścigu rozpocznie się o godz. 14:30 na antenie Eurosportu 2.