Na dzisiejszym spotkaniu organizacyjnym w Mediolanie, organizatorzy Tour of the Alps przedstawili trasę tegorocznego wyścigu.

Tour of the Alps jest odświeżoną wersją Giro del Trentino, wynikającą z pogłębienia współpracy włosko-austriackiej. Jednocześnie impreza nie zmieni swoich założeń – nadal będzie to jeden z ostatnich sprawdzianów przed majowym Giro d’Italia. W tym roku zabawa zacznie się 17 kwietnia, a zakończy 21 kwietnia.

Nieco wcześniej, bowiem 16 kwietnia, zespoły pojawią się na prezentacji w Innsbrucku. Jest to pierwsza z trzech regionalnych stolic, która zostanie odwiedzona przez kolumnę wyścigu (następne będą Bolzano i Trydent). Samo ściganie rozpocznie się w Kufstein. Pierwszy etap będzie liczył nieco ponad 142 kilometry i zakończy się na wzgórzu Hungerburg pod Innsbruckiem, gdzie rozegrane zostaną przyszłoroczne mistrzostwa świata. Tam mogą powstać pierwsze, niewielkie różnice czasowe.

Drugi etap będzie całkiem niezłą szansą dla uciekinierów. Zabawa rozpocznie się w Innsbrucku, a zakończy niewielkim podjazdem w Innervillgraten. Po drodze do pokonania będzie jedna premia górska – St. Justina, licząca niecałe 5 kilometrów, o średnim nachyleniu przekraczającym 11%.

Trzeciego dnia rywalizacji peleton przeniesie się już do Włoch, by rozstrzygnąć losy wyścigu. 19 kwietnia stanie pod znakiem trzech trudnych podjazdów, w tym jednego prowadzącego do mety w Funes. Dodatkowo etap będzie liczył nieco ponad 140 kilometrów, co zapowiada spory dynamizm. W sumie kolarze pokonają Passo delle Erbe (15 km; 8,6%), Alpe di Rodengo (10,7 km; 9,6%, maks 18%) i finałową wspinaczkę do Funes, liczącą 10 km o średnim nachyleniu przekraczającym 6%.

Czwarty etap może być kolejną szansą dla kolarzy szukających zwycięstwa etapowego. Meta usytuowana będzie bowiem w Cles, Prawie 35 kilometrów za szczytem ostatniej wspinaczki. Nie będzie to jednak bardzo prosta przeprawa. Na kolarzy czekać będzie Passo Mendola (15 km; 6,5%) i Forcella di Brez (5,9 km; 10%, maks 14,2%).

Ostatni dzień rywalizacji stanie pod znakiem szalonych ataków na ostatnim wzniesieniu. Co prawda meta w Trydencie także jest usytuowana daleko od szczytu ostatniego wzniesienia, lecz około 10 kilometrów przed metą organizatorzy przygotowali nieoznakowaną niespodziankę, która może być ciekawym kąskiem dla zawodników. Jednocześnie oznakowane podjazdy także do łatwych nie należą. Będą to bowiem Passo Durone (6,4%; 7%, maks 11%) i Monte Bondone (22,3 km; 6%, maks 11%). Ostatnie, nieoznakowane wzniesienie to Novaline (3 km; 7,3%).