Czterech kandydatów, jeden gabinet. Walczą o niego: Dariusz Banaszek, Andrzej Domin, Andrzej Kita i dotychczasowy prezes Wacław Skarul (kolejność alfabetyczna). Połączyliśmy siły redakcji Onetu, rowery.org, naszosie.pl, Kolarstwo w Eurosporcie i „Przeglądu Sportowego” i zadaliśmy kandydatom kilka pytań. Nie było miejsca na autoryzację i czasu na opracowywanie odpowiedzi, które mogłyby się wszystkim podobać. Pytanie – odpowiedź, tu i teraz. Część potrafiła przedstawić konkretne pomysły, część… oceńcie sami. Oto efekty:

Jakie jest pana doświadczenie związane z kolarstwem?

Andrzej Domin: Wiele lat ścigałem się w młodszych kategoriach wiekowych, następnie jeździłem m.in. w grupie Dariusza Banaszka – Lukullus. Zakończyłem ściganie w 2000 roku. Od 2004 do dziś prowadzę grupy kolarskie, głównie inwestując swoje prywatne środki. Jeździło u mnie wielu bardzo dobrych zawodników, wychowałem wielu mistrzów.

Poza Agatą Lang nie mamy nikogo we władzach światowego kolarstwa. Jak chciałby pan to zmienić i w jakim języku, poza polskim, jest pan w stanie się porozumieć?

Dobrze abyśmy kogoś mieli we władzach światowego kolarstwa, choćby z uwagi na to że tam kształtowane są przepisy międzynarodowe. PZKol nie jest w żaden sposób uzależniony od UCI, unia w niczym nam nie pomaga. Jedynie ustala przepisy. Związek w tych strukturach nie musi nikogo mieć. Potrafię się porozumieć w języku niemieckim.

Co nowego chce Pan wnieść do Związku?

Przede wszystkim chcę zmienić obecną sytuację w związku. Jaka by to zmiana nie była, będzie lepiej niż do tej pory. Cztery lata temu, Prezes Skarul obiecywał nam m.in. że zrobi wszystko aby spłacić dług do Mostostalu. Niestety ten dług dwukrotnie urósł, ze względu na odsetki. Związek wdał się w walkę prawną z Mostostalem. Nikt nie podchodził racjonalnie. We wtorek PZKol przegrał w Sądzie Apelacyjnym. Dla Panów ze związku ważny jest własny interes, nie interes naszego sportu. Trzeba robić wszystko aby zawrzeć porozumienie, tak aby nie naliczane były odsetki.

Na pewno zajął bym się finansami związku, ekonomią. Koniecznie musimy spojrzeć na wszystkie wydatki, umowy, na etaty, trzeba wydawać pieniądze adekwatnie do wniesionej pracy. Związek powinien działać jak firma, musimy patrzeć co się opłaca, a co nie.

Kolejna rzecz, to współpraca związku, grup i organizatorów największych wyścigów z mediami. Wyścigi muszą być pokazywane w telewizji. Bez tego nie ruszy kolarstwo. Musimy je promować.

Zatrudniłbym menadżera marketingu z prawdziwego zdarzenia, który zadbałby o wizerunek naszej dyscypliny w mediach. Jak pójdziemy rozmawiać z potencjalnymi sponsorami to mamy argument w ręku. Andrzej Piątek robi dobry PR, ale jedynie wokół swojej osoby.

Pana pomysły na rozwiązanie wciąż niezbyt dobrej sytuacji finansowej Związku i generowanie przychodu z toru w Pruszkowie?

Na torze powinny odbywać się inne imprezy, poza kolarskimi. Jeśli tor jest do tego nie przystosowany, trzeba to zmienić i przebudować go tak, aby mogły się na nim odbywać imprezy typu koncerty, wystawy, gale bokserskie czy inne. Tor powinien zarobić na swoje utrzymanie, w Polsce nie mamy wiele tak dobrych obiektów.

Mi to się w głowie nie mieści, że związek przez tyle lat ma jednego sponsora – CCC. Jak można wmawiać wszystkim, że nie można znaleźć sponsora i opierać się jedynie na pieniądzach ministerialnych. Najgorsze jest to że w związku nie mam z kim rozmawiać. Odpowiedź na wszystkie niewygodne pytania jest jedna – mamy 33 medale. Tylko że te medale, to nie jest zasługa Pana Skarula i Piątka, a samych zawodników i trenerów klubowych. Najgorsze jest to, że Ci którzy są najbliżej problemu nim się nie przejmują. Najważniejsze dla nich jest to aby zostać przy tych stanowiskach.

Jaki ma pan pomysł na przyciągnięcie sponsorów do kolarstwa?

Kolarstwo musi mieć umowy z mediami. Każdy sponsor przelicza wydane pieniądze na korzyści jakie ma z zainwestowanej złotówki. Uważam że grupy zawodowe, organizatorzy największych wyścigów powinni zapłacić telewizji za relacje. Zapewniam, że po roku całemu środowisku by się to zwróciło z nawiązką, w postaci nowych sponsorów.

Ponadto, aby przyciągnąć sponsorów, uważam że przy wszystkich imprezach kolarskich powinny odbywać się inne wydarzenia, jak festyny.

W jaki sposób chciałby pan podnosić kompetencje trenerów?

Przede wszystkim zaczął bym od spotkania całego środowiska kolarskiego, z trenerami kadry, klubowymi po to aby wysłuchać ich zdania na temat polskiego kolarstwa. Żaden z nas nie jest ekspertem w każdej dziedzinie. Trzeba poznać opinie wszystkich i dostosować odpowiedni cykl szkoleniowy do potrzeb jakie wystąpią.

Biorąc pod uwagę wpadki dopingowe już w kategorii juniorskiej, jakie działania podjąłby pan w tym zakresie? I jak, w związku z nowymi przepisami antydopingowymi, chciałby pan kształtować politykę informacyjną związku w tych kwestiach?

Związek powinien starać się aby w każdym klubie czy to amatorskim, czy zawodowym była odpowiednia polityka informacyjna. Większość zawodników to są młodzi ludzie, którzy wiedzę, nie zawsze dobrą, czerpią z internetu.

Ponadto, związek powinien edukować, aby zawodnicy byli świadomi jakie substancje są zakazane, gdzie mogą je spotkać i jak się uchronić przed przypadkowym ich przyjęciem.

Od nowego roku nie będzie komisji dyscyplinarnych przy związkach. Będzie ogólnopolska komisja zajmująca się wszystkimi dyscyplinami. To na pewno bardzo dobry krok.

Czy związek, jak zdarzało się to dotychczas, powinien ukrywać przed opinią publiczną wpadki dopingowe?

Każda przypadek ukarania zawodnika za stosowanie dopingu, powinien być podany opinii publicznej.

Dlaczego chce pan zostać prezesem, w czym jest Pan lepszy od pozostałych kandydatów?

Chciałbym zostać prezesem po to aby uratować związek przed dalszym nieekonomicznym zarządzaniem. PZKol jest źle kierowany, w sytuacji gdy ma tak dużo długów, nie robi nic aby je zmniejszyć. Gorzej już być nie może. Ja chcę pracować na rzecz kolarstwa. Najlepiej jak potrafię. Trzeba wspierać się ekspertami, którzy podpowiedzą jak rozwiązać palące problemy.

Jak chce pan pogodzić sterowanie odgórne przez Ministerstwo Sportu (jak zapowiada minister Witold Bańka) i statut oraz zapisy prawne UCI, które wyraźnie mówią o autonomii PZKol?

Na to pytanie nikt nie będzie w stanie odpowiedzieć. Mamy obecnie do czynienia z tak szybkimi zmianami ustawowymi, że nie możemy przewidzieć co będzie za tydzień czy dwa. Dziś są założenia takie, za miesiąc będą inne. Jeśli będzie konkretna ustawa, trzeba się będzie do niej dostosować.

Minister Bańka chce wprowadzić zakaz zarobkowania przez prezesów związków. Jak zamierza pan godzić kierowanie PZKol. z inną pracą?

Nie wyobrażam sobie aby prezes związku mógł zarabiać jakiekolwiek pieniądze. Do tej pory było to stanowisko nieodpłatne i dalej tak powinno być. Naszego związku na to nie stać. Nie oczekuję żadnych korzyści z tytułu sprawowania funkcji prezesa związku.

Zdaję sobie sprawę, że będę musiał zrezygnować z części zadań i pracy, którą wykonuję na co dzień. Jeśli miałbym pracować na rzecz związku, na pewno zaangażuję się w pełni.

Czy związek powinien starać się w równym stopniu kłaść nacisk na wszystkie dyscypliny, czy wybrać priorytetowe?

Każda odmiana kolarstwa powinna mieć możliwość swobodnego rozwijania się. Związek powinien wspomagać każdą dyscyplinę, która swoją postawą pokazuje że idzie w dobrym kierunku tj. ma wyniki, jest dobrze odbierana przez społeczeństwo. Nie wolno dyskryminować żadnej odmiany kolarstwa. Nie możemy się nastawiać tylko na dyscypliny olimpijskie. Na pewno one są ważne. Olimpiada jest raz na cztery lata, mistrzostwa świata w każdej odmianie mamy co roku.

Maratony mtb stały się bardzo popularne, jeżdżą w nich tysiące ludzi, a na mistrzostwach polski w xco, w elicie startuje garstka zawodników. Rola związku jest taka, aby doprowadzić do wspólnego porozumienia organizatorów wyścigów.

Kolejny przykład to przełaje. Dziwimy się czemu kolarstwo staje się mniej popularne, a niestety sami do tego doprowadzamy. Nie promujemy tej dyscypliny. W Czechach czy Belgii, aby obejrzeć wyścig przełajowy trzeba zapłacić za bilet. A u nas kibicami są jedynie trenerzy i rodzice zawodników.

Dwa lata temu mój zawodnik startował na mistrzostwach świata w przełajach. Musiałem zapewnić mu hotel i podróż, bo związek nie miał na to pieniędzy. Ale żeby wynająć firmę która załatwi bilety na wyjazd na szosowe mistrzostwa świata oraz zakwaterowanie i dostanie 30% prowizji od 500 tys złotych, to na to się znalazły pieniądze…

Który, jeśli nie pan, z pozostałych kandydatów, wydaje się panu najlepszy?

Widzę tylko Dariusza Banaszka, nie widzę innego kandydata który mógłby coś zmienić w związku. A zmiany są potrzebne. Związkiem nie może zarządzać dyrektor sportowy, musi być silny prezes, ze sprawnym, kompetentnym zarządem.

Rozmawiał Marek Bala – naszosie.pl