Czterech kandydatów, jeden gabinet. Walczą o niego: Dariusz Banaszek, Andrzej Domin, Andrzej Kita i dotychczasowy prezes Wacław Skarul (kolejność alfabetyczna). Połączyliśmy siły redakcji Onetu, rowery.org, naszosie.pl, Kolarstwo w Eurosporcie i „Przeglądu Sportowego” i zadaliśmy kandydatom kilka pytań. Nie było miejsca na autoryzację i czasu na opracowywanie odpowiedzi, które mogłyby się wszystkim podobać. Pytanie – odpowiedź, tu i teraz. Część potrafiła przedstawić konkretne pomysły, część… oceńcie sami. Oto efekty:

Jakie jest pana doświadczenie związane z kolarstwem?

Andrzej Kita: Przez jedenaście lat byłem kolarzem. Od trzydziestu trzech lat jestem prezesem Lubelskiego Związku Kolarskiego. Dwanaście lat działem w zarządzie PZKol, w tym dwa razy jako wiceprezes. Myślę więc, że doświadczenie mam duże.

Poza Agatą Lang nie mamy nikogo we władzach światowego kolarstwa. Jak chciałby pan to zmienić i w jakim języku, poza polskim, jest pan w stanie się porozumieć?

Osobiście nie podejmę się funkcji delegata UCI, ponieważ nie znam w stopniu bardzo dobrym języka angielskiego, włoskiego czy francuskiego, czyli tych obowiązujących w kolarstwie. Ale przecież delegatem nie musi być prezes, to może być inna osoba. Na pewno powinniśmy zadbać o to, by mieć swojego przedstawiciela w międzynarodowych władzach.

Co nowego chce Pan wnieść do Związku?

Najważniejsza jest kasa. Obecny prezes i działacze przespali moment na przyciągnięcie sponsorów po złotym medalu Michała Kwiatkowskiego, czy teraz po medalach zdobytych przez Maję Włoszczowską i Rafała Majkę. Za tym nie poszły dodatkowe pieniądze i związek był zdołowany. Im lepsze mieliśmy wyniki, tym było gorzej, bo pieniądze ze szkolenia były zabierane na stypendia. Te wzrosły ze 100 tys. złotych do miliona. A na szkolenie juniora zostało 80 tys. Co można za to zrobić? Już nie mówię o długach. Przez siedem lat nie została spłacona nawet złotówka. Więc na pytanie, co nowego chciałbym wnieść odpowiadam: pieniądze.

Pana pomysły na rozwiązanie wciąż niezbyt dobrej sytuacji finansowej Związku i generowanie przychodu z toru w Pruszkowie?

Torem zajmowałem się dość blisko, mam to wszystko obliczone. Z własnych pieniędzy musiałem wyłożyć prawie 300 tys. złotych, by klepka nie odpadła. Oczywiście odzyskałem to, ale w newralgicznym momencie założyłem pieniądze. Miesięczne utrzymanie toru kosztuje 120 tys. złotych, a potrafiliśmy na nim zarobić 60-70 tys. Resztę musi wyłożyć sponsor. Przede wszystkim uważam, że związek nie powinien utrzymywać toru. Taki obiekt powinien być przekazany do Centralnego Ośrodka Sportu. Trzeba więc przekazać tor do COS, ale utrzymać tutaj dożywotnio siedzibę związku, bo my daliśmy działkę, więc jakiś wkład też mamy.

Jaki ma pan pomysł na przyciągnięcie sponsorów do kolarstwa?

To pytanie zawiera odpowiedź na wcześniejszą kwestię, czyli jak poprawić finanse związku. Musimy mieć mocnych sponsorów. Ministerstwo sportu nie ma możliwości przekazania nam środków na wszystkie potrzeby. Nie może spłacić długu PZKol. Tylko dobry sponsor spłaci dług, a przedwczoraj zapadł ostateczny wyrok, który nakazuje nam spłatę.

W jaki sposób chciałby pan podnosić kompetencje trenerów?

Od kilku lat optuję za tym, by stworzyć mocny dział szkolenia i lepiej wykorzystać Andrzeja Piątka. To człowiek, który trafia się raz na jakiś czas. Tak jak mieliśmy wielkie szkoły trenerskie w boksie czy lekkoatletyce, tak teraz trzeba stworzyć polską szkołę kolarstwa. Trzeba sięgnąć jeszcze głębiej, by Andrzej mógł stworzyć system, który zapewni nam sukcesy na następne dwadzieścia lat. Mocny dział szkolenia przełoży się na to, by ukierunkować trenerów w całej Polsce. Bez nich niczego by nie było.

Biorąc pod uwagę wpadki dopingowe już w kategorii juniorskiej, jakie działania podjąłby pan w tym zakresie? I jak, w związku z nowymi przepisami antydopingowymi, chciałby pan kształtować politykę informacyjną związku w tych kwestiach? Czy związek, jak zdarzało się to dotychczas, powinien ukrywać przed opinią publiczną wpadki dopingowe?

O wszystkich wpadkach dopingowych należy informować, powinna być pełna przejrzystość. Zresztą minister sportu zamierza się tym zająć. Sportowiec, który wpadnie na koksie, ma zwracać środki wydane na szkolenie. Ja bym poszedł jeszcze dalej. Junior złapany na dopingu powinien kończyć karierę. Nie ma, że po dwóch latach wróci do sportu. Zero tolerancji dla dopingu. Na szczęście moim zdaniem dziś kolarstwo w dużym stopniu się z niego oczyściło.

Dlaczego chce pan zostać prezesem, w czym jest Pan lepszy od pozostałych kandydatów?

Jestem w stanie dość mocno zaangażować się w rolę prezesa. Znam dobrze sytuację związku. Myślę, że dałbym sobie radę z problemami.

Jak chce pan pogodzić sterowanie odgórne przez Ministerstwo Sportu (jak zapowiada minister Witold Bańka) i statut oraz zapisy prawne UCI, które wyraźnie mówią o autonomii PZKol?

Nie uważam, by PZKol był odgórnie sterowany. Oczywiście ministerstwo ma prawo rozliczać te obszary, na które wykłada pieniądze. Ale nie ma wpływu na autonomiczne decyzje związku.

Minister Bańka chce wprowadzić zakaz zarobkowania przez prezesów związków. Jak zamierza pan godzić kierowanie PZKol z inną pracą?

Popieram ten pomysł pana ministra. Byłem oburzony na różne praktyki z przeszłości, że członkowie zarządu organizowali imprezy poprzez swoje firmy i brali za to pieniądze PZKol. Jestem sędzią i trenerem i proszę mi wierzyć, że nigdy nie wziąłem nawet złotówki za rozliczenie podróży służbowej. Jeśli chodzi o zaangażowanie, to jestem już w takim wieku, że moją firmę bardziej prowadzi córka. Jestem odciążony z działań w biznesie i mogę się poświęcić związkowi. Zresztą mam sto procent obecności na zebraniach zarządu, a są osoby, które pojawiły się raz przez cztery lata.

Czy związek powinien starać się w równym stopniu kłaść nacisk na wszystkie dyscypliny, czy wybrać priorytetowe?

Wszystko zależy od finansów. Na pewno musimy dbać o szosę, tor i MTB. Osobiście jest mi bliski także BMX, wybudowałem tor w Lublinie, na którym trzy razy odbyły się mistrzostwa Polski. Ale na BMX na razie nie dostajemy nawet złotówki z ministerstwa, więc trzeba zachować priorytety. Tak jak Węgrzy, którzy na igrzyskach skupili się na pływaniu, piłce wodnej, wiosłach. I mają z tego medale.

Który, jeśli nie pan, z pozostałych kandydatów, wydaje się panu najlepszy?

Prezesem powinna zostać osoba z Warszawy i wywodząca się z kolarstwa.

Rozmawiał Maciej Stolarczyk – onet.pl

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments