Fot. Tour de France

Brytyjska bulwarówka „Daily Mail” zarzuca Bradleyowi Wigginsowi, że nie wywiązał się z obowiązku podania miejsca pobytu, który na sportowców narzuca Światowa Agencja Antydopingowa (WADA), aby w każdej chwili możliwe było przeprowadzenie kontroli dopingowej. Miało to mieć miejsce po powrocie Brytyjczyka z wyścigu Tour of California, czyli w maju, trzy miesiące przed tym, jak został mistrzem olimpijskim.

Według „Daily Mail” kontrolerzy dopingowi uważają, że Wiggins dostarczył niewystarczające informacje dotyczące miejsca swojego pobytu po powrocie z Kalifornii. Ponadto dziennik twierdzi, że podobne „pomyłki” przydarzyły się kolarzowi dwukrotnie – między 2005 i 2009 rokiem.

Bradley Wiggins zrzucił w tej sytuacji winę na daleki lot z innej strefy czasowej.

W świetle tej sprawy innego wymiaru nabierają słowa krytyki Bradleya Wigginsa wobec swojej rodaczki i byłej mistrzyni świata Lizzie Deignan (z domu Armitstead), która z powodu takich samych zaniedbań o mało nie pozbawiła siebie możliwości startu w igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro (tę sprawę także ujawnił „Daily Mail”). Wiggins powiedział wówczas, że zaniedbanie obowiązku podania miejsca pobytu jest „cholernie ciężkie”, a Lizzie Deignan nie powinna szukać żadnych wymówek.

Według reguł WADA sportowiec musi codziennie zdawać sprawozdanie z tego, gdzie przebywa. Trzykrotne zaniedbanie tego obowiązku w ciągu roku może grozić zawieszeniem do dwóch lat.

Taką samą pomyłkę ma także na swoim koncie trzykrotny zwycięzca Tour de France Chris Froome, który tłumaczył się nadgorliwą obsługą we włoskim hotelu.

guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
MGR
MGR

Trudno wierzyć, żeby torowiec mógł wygrać Tour de France bez koksu.