La Vuelta a España

Hiszpan, do spółki z Nairo Quintaną, zdecydował się na ryzykowny atak i zatrząsł klasyfikacją generalną Vuelta a Espana.

Lider Tinkoff przypuścił nietypowy atak, podobny do zwycięskiego odjazdu z 2012 roku. Wtedy na etapie do Fuente De El Pistolero zaskoczył Joaquima Rodrigueza (Katusha) i odebrał mu marzenia o zwycięstwie w Wielkim Tourze.

Jestem zadowolony z dzisiejszego etapu. Wczoraj, kiedy przekroczyłem metę, byłem zły, bo dobre nogi nie przyniosły rezultatu. Dziwnie się czułem i chciałem to zostawić za sobą i skupić się na niedzieli. Nie byłem zbyt optymistycznie nastawiony, bo podjazdy nie były ciężkie. Wczoraj wieczorem czytałem książkę wyścigu i myślałem co można zrobić. Wiedziałem, że sytuacja będzie skomplikowana, więc zdecydowałem się na start na pełny gaz.

Contador przyznał, że odjazd był swego rodzaju hazardem, ale klasyfikacja generalna układała się tak, że Alberto nie miał większego wyboru – pojawiła się szansa na odrobienie strat.

Zdawałem sobie sprawę, że robię niebezpieczny ruch, bo gdyby mnie dogonili, to z pewnością straciłbym do wszystkich faworytów. To był hazard i myślę, że się opłacił. Czasem nie wygrywasz, jak dzisiaj, ale myślę, że zrobiliśmy wspaniały pokaz i podobało się kibicom, niezależnie od wyniku. Jestem zadowolony z tego, co osiągnąłem, było lepiej niż wczoraj. Musiałem naciskać, bo gdybym tego nie zrobił, to ucieczka by zwolniła. W pierwszej godzinie może byłem zbyt hojny, ale uważam, że to dobra decyzja.

Dam z siebie wszystko w pozostałej części Vuelty. To jeszcze nie koniec!

Razem z Hiszpanem do czołówki załapał się Nairo Quintana (Movistar). Lider wyścigu zapowiadał, że przed jazdą indywidualną na czas chciałby mieć 3 minuty przewagi nad Christopherem Froomem (Team Sky) i dzisiejsza akcja była idealną okazją do spełnienia swoich słów.

Poszło lepiej niż się spodziewałem. Szczerze mówiąc bardziej myśleliśmy o ataku na ostatnim podjeździe, ale nigdy nie wiesz co się zdarzy. Okazało się, że to był wspaniały etap w zupełnie nieoczekiwany sposób. Zrobiliśmy większą różnicę niż wczoraj w wysokich górach. Na starcie przerwa między grupami utworzyła się w trudnej sekcji, z zakrętami i różnymi zboczami. Cierpieliśmy, ale utrzymaliśmy pełną koncentrację. Ruszyliśmy z Alberto, nasze drużyny wspaniale współpracowały.

Na dzisiejszym etapie kolejny raz objawił się fakt, że bardzo ważna w Wielkim Tourze jest drużyna. Pozostawiony sam sobie Christopher Froome został w drugiej grupie i był zdany na inne zespoły, a Nairo Quintana i Alberto Contador z przodu mieli swoich pomocników, którzy wykonali fantastyczną pracę.

Moja ekipa bardzo mi pomogła – ogromny szacunek dla Jonathana Castroviejo i Rubena Fernandeza. Krzyczałem do nich “Pełen gaz, pełen gaz, zostawiamy Froome’a!”. Pozostała część drużyny pilnowała sytuacji w drugiej grupie. Udało się odjechać, trzymaliśmy wysokie tempo, a na ostatniej wspinaczce dałem z siebie wszystko, żeby Chris się nie zbliżył. Na szczęście mam przewagę, którą potrzebowałem przed jazdą indywidualną na czas. Mam nadzieję, że ją utrzymam i forma pozostanie do samego Madrytu.

W grupie Froome’a jechał Alejandro Valverde (Movistar), który pośrednio pomagał swojemu liderowi – wzmagał presję na Brytyjczyku.

Odjazd zrobił Alberto i nasza drużyna, wspólna strategia obu ekip pozwoliła zrobić różnicę. Z tyłu, zwłaszcza na ostatnim podjeździe, ciągle trzymałem koło Froome’a, żeby go zdenerwować. Jak tylko jak schodził ze zmiany przyspieszałem, żeby nie mógł odpoczywać. Czego teraz chcę? Wygrać czerwoną koszulkę z Nairo.