Napięcie stopniowo wzrasta ku pierwszemu z punktów kulminacyjnych tegorocznej edycji Giro d’Italia. Po piątkowym zaczerpnięciu oddechu, pretendenci do walki o klasyfikację generalną imprezy powrócą do walki w malowniczej Dolinie Tybru, na białych drogach dobrze znanych z ukochanego przez kibiców Strade Bianche.

Oto, co na temat 8. etapu Giro d’Italia napisaliśmy jeszcze przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 8, maj 14: Foligno – Arezzo (186km, ***)

Sobotni etap bez mety na podjeździe? Zgadza się. Zamiast tego organizatorzy Giro d’Italia oferują nam Dolinę Tybru, Asyż i trasy znane z umiłowanego przez wielu sympatyków kolarstwa Strade Bianche. Jeśli pogoda dopisze, czekają nas umiarkowane emocje i zapierające dech widoki. Jeśli jednak popada, na mokrym żwirze rozegra się niejeden dramat.

Profil etapu z Foligno do Arezzo na pierwszy rzut oka nie wygląda imponująco – ot, szybka przeprawa przez Umbrię do Toskanii, z przeszkodą umiejscowioną w decydującej fazie rywalizacji celem strząśnięcia miłośników jazdy przez równinne krajobrazy. Istnieje jednak bardzo wyczekiwane “ale”

Wspomniana przeszkoda – Alpe di Poti (8.6 km, 6.5%, max. 14%) nie tylko zawiera nachylenia nieprzyjazne sprinterom, ale częściowo pokryta jest żwirem doskonale znanym z wyścigu Strade Bianche, a jej szczyt przypada zaledwie 18.4 kilometra od Arezzo.

Ostatni kilometr etapu również niepozbawiony jest atrakcji. Zaraz po przejechaniu flamme rouge, kolarze do pokonania będą mieli dwa ronda, a następnie ostatnie krótkie wzniesienie o maksymalnym nachyleniu 11%. Jeśli Alpe di Poti nie rozstrzygnie losów rywalizacji – co w przypadku sukcesu ucieczki jest dość prawdopodobne – ten ostatni zryw powinien zadecydować, kto tym razem uniesie ręce [lub cały rower] w geście zwycięstwa.

T13_Jesolo_plan

T15_MadonnaDC_2_alt

T08_S01_Poti-PRE

T08_Arezzo_ukm-PRE

Etap zdecydowanie z kategorii tych, podczas których wyścigu jeszcze nie da się wygrać [choć w razie złej pogody można położyć solidne podwaliny], ale zdecydowanie można go przegrać. Jeśli mały Esteban Chaves (Orica – GreenEdge) stracił w piątek 9. sekund, łatwo sobie wyobrazić, że również na mokrych szutrach może nie poczuć się najlepiej.

Wynik rywalizacji o etapowe zwycięstwo będzie oczywiście zależał od nastawienia liderów na klasyfikację generalną, a tym samym taktyki obranej przez ich ekipy. Można się spodziewać, że wielu z nich wolałoby zachować jak najwięcej energii przed niedzielną jazdą indywidualną na czas. Jeśli zapanuje w tej sprawie konsensus, kolejny raz w tym tygodniu sukces odniesie kolarz z ucieczki – na myśl od razu przychodzą Daniel Oss i Alessandro De Marchi (BMC Racing), Tim Wellens (Lotto Soudal), Matteo Trentin i Gianluca Brambilla (Etixx – Quick-Step), Sonny Colbrelli (Bardiani CSF), Moreno Moser i Simon Clarke (Cannondale Garmin), czy nawet Przemysław Niemiec (Lampre – Merida).

Jeśli jednak pogoda nie będzie sprzyjać (szansa wystąpienia opadów kształtuje się na poziomie 50%), dobrze spisujący się w trudnych warunkach “faworyci” mogą poczuć krew i zechcieć szybko zadać pierwsze ciosy swoim rywalom.

Kombinacja deszczu i nietypowych nawierzchni brzmi jak woda na młyn Vincenzo Nibaliego (Astana), choć można było odnieść wrażenie, że jest on jeszcze daleki od optymalnej dyspozycji. Jeśli o losach etapu będzie miał zadecydować sprint ze zredukowanej grupy liderów, trudno nie wskazać w pierwszej kolejności Alejandro Valverde (Movistar) i dobrze dysponowanego Diego Ulissiego (Lampre Merida). I oczywiście Toma Dumoulina (Giant Alpecin), który choć wcale nie celuje w klasyfikację generalną Giro d’Italia, dumnie paraduje w różu i walczy o sekundy wszędzie, gdzie tylko pojawia się ku temu okazja.

Z górali, którzy radzą sobie w sprinterskich pojedynkach warto także zwrócić uwagę na Rigoberto Urana (Cannondale Garmin) i Stevena Kruijswijka (LottoNL – Jumbo). Ciekawe również, jak w tych warunkach pokażą się dotychczas imponujący postawą Ilnur Zakarin (Katusha) i Rafał Majka (Tinkoff).