Nie będę dzisiaj wspominać o Timie Wellensie, jako żelaznym kandydacie do znalezienia się w ucieczce dnia. Ani o Tomie Dumoulinie, plączącym się nieco w zeznaniach i wyglądającym w różu jak [nie takie znowu] okrągłe milion dolarów. Giro d’Italia przyzwyczaiło do bezpardonowego uderzania solidnym blokiem górskich etapów każdego weekendu, jednak tym razem napięcie będzie wzrastać stopniowo – ku bardzo decydującej, niedzielnej jeździe indywidualnej na czas.

I pisząc stopniowo, mam na myśli również ukształtowanie terenu. Po pierwszym z górskich etapów, który choć nie obfitował w akcję, pozwolił kilka razy unieść brew lub ironicznie się uśmiechnąć, pretendenci do sukcesu w klasyfikacji generalnej 99. edycji Giro d’Italia dostają dzień “przerwy”. Przyjemnie pofałdowana trasa prowadząca z Sulmony do Foligno wydaje się mieć optymalną długość, by mogli oni dokonać gruntownych przemyśleń i podsumowań wczorajszych wydarzeń.

Oto, co na temat piątkowego etapu mieliśmy do powiedzenia przed rozpoczęciem Giro:

Etap 7, 13 maja: Sulmona – Foligno (211km, **)

Ostatnia szansa dla tych sprinterów, którzy planują po cichu wycofać się z rywalizacji zanim trasa zacznie się częściej wznosić, niż opadać.

Trudno wiele dodać. Najtrudniejszy podjazd dnia, Le Svolte di Popoli (2. kat.), pokonywany jest na samym początku etapu, co pozwala mieć pewność, że w pierwszej ucieczce znajdą się zawodnicy zainteresowani walką o tytuł Króla Gór. Być może sam Mały Książę ponownie skradnie trochę czasu antenowego, ku uciesze swoich włoskich sponsorów. I napisałam pierwszej ucieczce, ponieważ jest całkiem prawdopodobne, że rywalizacja o punkty na górskiej premii wyczerpie pokłady zapału i agresji uczestników odjazdu. W kolejnej zobaczymy zapewne dzielnych Włochów i Rosjan [dzielni Rosjanie to jedna z niewielu innowacji zaimplementowanych w tej edycji Giro, jednak trudna do przeoczenia].

Prawdziwa akcja na 7. etapie Giro d’Italia najprawdopodobniej ograniczać się będzie do rywalizacji “pociągów” i krótkiego wybuchu mocy w końcówce. Zapowiadany jest jednak deszcz – i chociaż wszyscy lubimy dodatkowy dreszczyk, kombinacja piątku 13. z mokrym i dość technicznym finiszem może wróżyć emocje, których nie chcielibyśmy doświadczyć.

T13_Jesolo_plan

T15_MadonnaDC_2_alt

T07_Foligno_ARR

T07_Foligno_ukm-PRE

Dobra wiadomość jest taka, że techniczna i być może mokra końcówka wróży kłopoty dla Marcello il BelloNie mam absolutnie nic przeciwko temu, aby niemiecki Apollo w końcu przełamał się i odniósł zwycięstwo na ziemi włoskiej, jednak to może nie być jego dzień. Sprinter Etixxu preferuje raczej nieskomplikowane finisze w stylu ChampsÉlysées, a szybkość reakcji rozprowadzających go kolarzy na nagłe zmiany sytuacji nie powala. Ponadto można odnieść wrażenie, że Kittel powoli zaczyna tęsknić za oddawaniem się swoim ulubionym rozrywkom – stylizacji włosów i spotkaniom z przyjaciółmi.

Andre Greipel fantastycznie zaprezentował się podczas środowego etapu, jednak trzy zwycięstwa ekipy Lotto – Soudal z rzędu brzmią mało prawdopodobnie. Arnaud Demare (FDJ) niewątpliwie jest w równie wysokiej formie jak przed niespełna dwoma miesiącami, kiedy to w rekordowym tempie podjeżdżał pod Cipressę… Czy w końcu przełoży ją na sukces w Giro?

A może zatriumfuje któryś z dzielnych włoskich sprinterów? Giacomo Nizzolo (Trek – Segafredo) lepiej odnajduje się w tego typu od reszty swoich rodaków. Sasha Modolo (Lampre – Merida) jak dotąd więcej mówił, niż robił, jednak jest niewykluczone, że w końcu zdoła pozytywnie wykorzystać nadmiar energii generowany przez swoje życiowe frustracje. Zastanawiam się również, czy Elia Viviani (Team Sky) w końcu wyłoni się z niebytu..