Tak, jak Ameryki mają swój kręgosłup w postaci imponujących Kordylierów i Andów, cholewkę włoskiego buta w pionie utrzymują Apeniny. Temu właśnie dziełu tektoniki zawdzięczamy fakt, że organizatorzy Giro d’Italia są w stanie wpleść w trasę górskie etapy w niemal dowolnym momencie – i podobnie jak ich przyjaciele z Hiszpanii, czynią to raczej wcześniej, niż później.

Jak na standardy włoskiego wielkiego touru, pierwsze dni rozgrywania imprezy były prawdziwym rajem dla sprinterów, jednak to już dziś po raz pierwszy rozważą oni skontaktowanie się ze swoim zaufanym biurem podróży. Po różowej paradzie w Holandii i malowniczej przeprawie przez przesiąknięte hellenistycznymi wpływami Kalabrii i Kampanii, zbliżamy się do serca tego, co niegdyś było Imperium Rzymskim. A jak nauczyły nas lekcje historii – próby jego podboju zazwyczaj wymagały pokonania kilku przełęczy.

Co mieliśmy do powiedzenia na temat 6. etapu Giro d’Italia jeszcze przed rozpoczęciem imprezy?

Etap 6, 12 maja: Ponte – Roccaraso (157km, ***)

Inaczej niż Tour de France, Giro d’Italia i Vuelta a Espana oferują liderom na klasyfikację generalną solidną porcję górskich przejażdżek już w otwierającym tygodniu imprezy. Nie inaczej będzie w tym roku. Etap z Ponte do Roccaraso jest krótki i zawiera relatywnie łatwe podjazdy, jednak nie daje wiele miejsca na ewentualną regenerację i następuje po długim przelotowym odcinku. To nie jest dzień, w którym tegoroczne Giro zostanie wygrane, jednak nietrudno wyobrazić sobie pierwszych przegranych…

Etap z Ponte do Roccaraso jest relatywnie krótki, jednak poza pierwszymi 20 kilometrami trasy pozbawiony płaskich odcinków. Dwa podjazdy 2. kategorii, z których pierwszy jest tym trudniejszym, nie powinny przerazić pretendentów do wysokich miejsc w klasyfikacji generalnej imprezy – nawet tych, którzy z formą trafią raczej na Tour de Suisse.

Finałowy podjazd dnia to górująca nad Roccaraso Aremogna, o długości 16.8 kilometra i średnim nachyleniu zaledwie 4.8%. Pierwsza część wzniesienia jest dość stroma (śr. 7.5%, max. 12%), jednak zawodnicy będą mieli szansę na nabranie oddechu podczas przejazdu przez Roccaraso, zanim zmierzą się z drugą jego częścią. Finałowe 4 kilometry to zaledwie 3.5% nachylenia, jednak stopień trudności wzrasta ponownie przed samą metą, co powinno zapewnić ekscytującą końcówkę.

T13_Jesolo_plan

Giro2016_stage6

T06_S01_BoccaSelva-PRE

T06_S02_Aremogna-PRE (1)

T06_Roccaraso_ukm-PRE

Długość trasy oraz brak poważniejszych przeszkód (z perspektywy specjalistów od górskich wspinaczek, a nie sprinterów) pozwala przypuszczać, że będziemy dziś świadkami kolejnego sprintu – tym razem pod górę. Finałowy podjazd najzwyczajniej wydaje się zbyt prosty, aby zyskać na nim realną przewagę.

A jeśli już rozważamy sprint na wzniesieniu i perspektywę zdobycia na mecie bonifikaty czasowej, brzmi to jak ulubione danie Alejandro Valverde (Movistar). Innym kandydatem do zwycięstwa jest Tom Dumoulin (Giant – Alpecin), który będzie dodatkowo zmotywowany chęcią utrzymania różowej koszulki. Holender cały czas utrzymuje, że jego celem na ten sezon są etapy jazdy indywidualnej na czas, jednak trudno nie dostrzec, że jest wycieniowany jak nigdy wcześniej. Warto także zwrócić uwagę na Diego Ulissiego (Lampre – Merida), który już podczas tegorocznego Giro błysnął formą, oraz Rigoberto Urana (Cannondale).