Etixx - Quick Step

Rozegrany we wtorek 4. etapu 99. edycji Giro d’Italia, pomimo intrygującego finału, raczej nie odciśnie swojego piętna na przebiegu dalszej części rywalizacji w wyścigu. Pozwolił jednak uzmysłowić sobie kilka rzeczy: pogoda w tym roku nas rozpieszcza. Trasa trudna do jednoznacznego sklasyfikowania to trasa dla Alejandro Valverde [i tych dotrzymujących mu towarzystwa]. Jeśli Tom Dumoulin celuje w Igrzyska Olimpijskie, to musi mieć na myśli Tokio. 

W środę poznawać będziemy uroki Kampanii, która podobnie jak odwiedzona wczoraj Kalabria, pełna jest archeologicznych cudów – rzucając bidon w dosłownie jakimkolwiek kierunku, trudno nie ustrzelić zabytku kultury antycznej.

Celem podróży przez tę słoneczną południową krainę jest zazwyczaj Neapol wraz z czuwającym nad nim Wezuwiuszem. Tym razem jednak, sukcesywnie przesuwając się w górę “włoskiego buta”, zamiast ku wybrzeżu skierujemy się wgłąb lądu, a celem będzie Benevento. Choć brzmi to nieźle – czytelnikom nieco bardziej osłuchanym z językami romańskimi może przywodzić skojarzenia z pomyślnymi wiatrami, trudno bardziej się mylić. W czasach antycznych to rzymskie miasto nosiło bowiem nazwę Maleventum (jeszcze wcześniej Maloenton), co miało oznaczać dosłownie “miejsce złych wydarzeń”.

Etap do miejsca niefortunnych zdarzeń z dużym potencjałem na sprint z peletonu? Cieszę się, że Nacer Bouhanni został w domu.

Co mieliśmy do powiedzenia na temat 5. etapu Giro d’Italia jeszcze przed rozpoczęciem imprezy?

Etap 5, 11 maja: Praia a Mare – Benevento (233, **)

Trudny do przewidzenia etap o klasycznym profilu i długości, który z pewnością w zakresie wizualnych atrakcji zaspokoi apetyt entuzjastów kultury antycznej. Dwa podjazdy 3. kategorii i liczne pomniejsze pagórki w drugiej części trasy mogą szybko ujawnić, któremu z faworytów nie udało się doszlifować formy na czas. Bo chyba przelotowe etapy rozgrywane w tempie piano odeszły już do historii?

Również i tym razem nie wyrzekam się własnych słów, choć z małymi sprostowaniami i doprecyzowaniami. Pierwszy z prawdziwie przelotowych etapów, długi i pagórkowaty, rzeczywiście mógłby ujawnić pierwsze słabości – szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że poprzedniego dnia faworyci nie oszczędzali nogi. Z tego właśnie powodu, jak również z uwagi na charakterystykę trasy, wspomnienie o dniach leniwego ścigania się w Giro nie wydaje się aż tak nierealne.

T13_Jesolo_plan

T15_MadonnaDC_2_alt

T05_Benevento_ukm-PRE

Podczas gdy liderzy i ich ekipy będą oszczędzać siły przed czwartkowym pojedynkiem w górach, na trasie dzisiejszego etapu najprawdopodobniej czeka nas jak zwykle nierówna walka pomiędzy ucieczką, a drużynami zainteresowanymi sprintem z peletonu.

Profil finałowych 10 kilometrów etapu sugeruje liczne atrakcje, jednak ani pave, ani podjazd do linii mety o średnim nachyleniu 3.4% nie powinny stanowić przeszkody dla najszybszych kolarzy tegorocznego Giro d’Italia. Czy też najszybszego kolarza – bo jak dotąd wykazać się miał szansę tylko jeden.

Marcel Kittel.

Czy trudy pagórkowatej trasy sprawią, że bardziej wytrzymali i lepiej wspinający się sprinterzy jak Giacomo Nizzolo (Trek – Segafredo), Elia Viviani (Team Sky), Arnaud Demare (FDJ) czy Sonny Colbrelli (Bardiani CSF) pokonają Niemca? Najprawdopodobniej nie. Dobrze, gdyby nawiązali jednak walkę.

W ucieczce dnia spodziewać się można dzielnych Włochów z Alessandro De Marchim (BMC Racing) na czele. Zawsze można liczyć również na Tima Wellensa (Lotto – Soudal).