Fot. Graham Watson

“Spartakus”  zdecydował się na zakończenie kariery będąc na szczycie. Formę na sezon 2016 przygotował idealnie – odniósł już trzy zwycięstwa. To jednak nie wszystko…

Szwajcar rozmawiał z L’Equipe po Strade Bianche, po którym rozpoczyna swoje ostatnie przygotowania do najważniejszego celu tego sezonu – wiosennych klasyków. Pierwszym akordem treningów był start w amatorskim wyścigu – Gran Fondo Strade Bianche, u boku Paolo Bettiniego i Andrei Tafi. Kolejnym zawodowym wyścigiem będzie Tirreno-Adriatico.

Na początku chciałem wygrywać. Potem chciałem wygrać konkretny wyścig, co było idealne. Udało mi się zwyciężać w różny sposób. Mam kłopot bogactwa: wygrałem zbyt wiele, by wybrać jeden konkretny. Nie oglądam się za siebie, nie płaczę nad zmarnowanymi szansami. Musimy pamiętać co się nam udało i czego się nauczyliśmy na przyszłość. Od dłuższego czasu wiem, że ten sezon jest ostatnim. I im więcej czasu mija, tym bardziej się w tym utwierdzam.

Po ostatnim sezonie naznaczonym kontuzjami Cancellara zdecydował się wyjawić, że to właśnie 2016 rok będzie jego ostatnim w zawodowym peletonie. Większość kibiców liczy jednak na to, że wygrane sprawią, że Fabian zdecyduje się na zmianę swojego zdania.

To właściwa decyzja. Nie chodzi o rodzinę, wyniki czy brak kontraktów. To mój wybór. Poza tym to wspaniały rok: setny Tour of Flanders, Tour de France przejeżdża przez Berno, mój dom. Do tego Igrzyska, ostatni rok z Trekiem, włoski sponsor w ekipie (który jest ważny, bo na Półwyspie Apenińskim zaczynałem i jestem przywiązany do tego kraju). Ta decyzja przyszła do mnie naturalnie, tak jak czas, w którym należy atakować. To instynkt, przychodzi do ciebie po prostu: bam, musisz jechać!

Sezon dopiero się zaczął, a Cancellara zdążył wygrać trzy wyścigi (Trofeo Serra de Tramuntana, czasówkę w Volta ao Algarve oraz Strade Bianche). Celami pozostają najważniejsze wyścigi klasyczne. Szwajcar nigdy nie startował w górskich monumentach – Liege-Bastogne-Liege oraz Il Lombardia. Kolarz wie, że ze swoją wagą nie ma szans z lżejszymi góralami i zdecydował się na specjalizację w płaskich wyścigach.

Kiedyś powiedziałem, że jestem w stanie wygrać wszystkie monumenty, ale rozmawiałem o tym z Michele Bartolim, który powiedział “Nigdy nie byłem mistrzem świata, a to nic nie zmieniło w moim zyciu…” Liege i Lombardia są niemożliwe z moją wagą, a nigdy nie chciałem na siłę się odchudzać, by tam walczyć. Znalazłem moje miejsce, które nie obejmuje Wielkich Tourów, Liege czy Lombardii.

W długiej rozmowie z L’Equipe Fabiana nie ominęły trudniejsze tematy, takie jak oskarżenia na temat EPO i dopingu mechanicznego. EPO-CERA jest historią z 2008 roku, kiedy belgijska gazeta Le Soir napisała, że nazwisko Cancellary znajduje się na liście 14 kolarzy, których próbki z Tour de France zostały ponownie przebadane po wpadce Stefana Schumachera i Bernarda Kohla.

Wszyscy byli w kiepskiej sytuacji przez historię ze Stefanem. Cała sprawa z 2008 roku zrobiła się bardzo głośna i bardzo mnie to zabolało. Przybrałem 10 kilogramów w trzy tygodnie. Nie trenowałem, tylko jadłem… Pojechałem na Malediwy z rodziną i napychałem się całymi dniami i nocami.

Zupełnie inne podejście “Spartakus” zaprezentował przy okazji oskarżeń Davide Cassaniego z 2010 roku. Były kolarz powiedział, że Szwajcar miał silnik wmontowany w ramę podczas wygranych Paryż-Roubaix i Ronde van Vlaanderen.

Zdecydowałem się patrzeć na pozytywną stronę. Zrozumiałem, że tysiące ludzi ogląda te filmiki i pomyślałem “Zrobiłem się zaskakująco popularny…”. To dla mnie komplement, że widzowie myśleli, że potrzebowałem silnika. Jedyny, jaki mam jest w moich nogach. Czasem, gdy nie idzie mi na wyścigu żartuję “Cholera, silnik mi się zepsuł”.

źródło: L’Equipe