Czterokrotny Mistrz Olimpijski chce wrócić do swojej formy z 2008 roku, kiedy zdobywał dwa tytuły w Pekinie.

Większość torowców aktualnie jeździ po świecie i walczy w Pucharze Świata, by zdobywać punkty potrzebne do kwalifikacji olimpijskiej. Wiggins za to ciężko pracuje na siłowni w Manchesterze. Jego celem jest uzyskanie wagi 16kg wyższej od tej, jaką miał wygrywając Tour de France.

Walczyłem na dwóch Igrzyskach Olimpijskich, a potem przez siedem lat startowałem na szosie, więc powrót na tor jest jak druga młodość. To dużo łatwiejsze od Tour de France. Wysiłek trwa trzy minuty i koniec. Jest dużo mniej czynników z zewnątrz, jak kraksy czy wiatr. Walczysz z ułamkami sekund. Podoba mi się to, to jak rekord godzinny.

Przenosiny na szosę wymagały od Brytyjczyka ogromnej utraty wagi. Teraz musi odzyskać zgubione mięśnie, by podczas wyścigu drużynowego na dochodzenie utrzymać maksymalną moc.

Na siłowni próbujemy budować mięśnie. Zrobić masę. Zmieniamy się w hybrydy sprinetrów. Tak jak ważna była suplementacja podczas Tour de France, by stracić wagę, tak teraz działa to podobnie. Wtedy ważyłem 69kg, teraz 79kg. Po Mistrzostwach Europy poszedłem na siłownię na torze, by uzyskać 2-3kg masy. Do Igrzysk mam nadzieję ważyć 84 czy 85kg, a więc podobnie do tego, gdy jeździłem na torze olimpijskim w Pekinie w 2008 roku. Będę więc 16kg cięższy niż wygrywając Tour.

“Wiggo” przy okazji długiego wywiadu dla Sunday Times przyznał, że sukces go nie zmienił i nie korzysta ze sławy.

Jeżdżę vanem, a nie Ferrari. Wciąż mieszkam w tym samym domu. Nie mamy niani, ani nic takiego. Jeśli jestem w domu, to zabieram dzieci do szkoły o ósmej rano. Potem trenuję i je odbieram. Po prostu lubię być sobą. Takim bohaterem klasy robotniczej, jeśli chcecie tak to nazwać. Podoba mi się fakt, że ludzie spotykają mnie w Tesco i pytają “co ty tu robisz?”, a ja odpowiadam “to samo co ty, korzystam z promocji dwa za jeden”. Traktuję ludzi tak samo, obojętnie czy rozmawiam z Królową czy wolontariuszem na Igrzyskach.