Fabian Cancellara (Trek) nie ma jeszcze sprecyzowanych celów na ostatni sezon w karierze. Na razie wiadomo tylko, że priorytetem będą „klasyki”. O nadchodzącym końcu kariery i podejściu do kolarstwa w tym momencie życia, „Spartacus” rozmawiał w Londynie z dziennikarzem „The Daily Telegraph”.

Profesjonalną karierę Cancellara rozpoczął w 2001 roku. Prze te kilkanaście lat dał się poznać przede wszystkim jako wybitny specjalista od wyścigów klasycznych i jazdy na czas. Jest jedynym w historii kolarzem, który nie wygrał Tour de France, a spędził dwadzieścia dziewięć dni w żółtej koszulce. Teraz, nieuchronnie zbliża się czas zakończenia kariery.

Winę za to, że po sezonie 2016 zdecydowałem się zakończyć karierę, mógłbym zrzucić na kontuzje. Mógłbym po prostu powiedzieć, że miałem sporo kraks, jestem zmęczony i już. Ale to nie byłoby w pełni zgodne z prawdą. Mam też małe dzieci, ale też nie chodzi tylko o rodzinę. Na tę decyzję złożyło się wiele czynników – tłumaczył Cancellara.

A co potem?

Jestem gotowy rozpocząć drugie życie. Profesjonalnym sportowcem jestem ponad szesnaście lat. Podróżowanie, wszystkie poświęcenia itd. Kolarstwo wciąż jest moim życiem. To moja pasja. Ale czuję się dobrze z decyzją, jaką podjąłem i czekam na kolejny rozdział mojego życia – mówił.

W wywiadach udzielonych kilka tygodni temu Fabian Cancellara deklarował, że jest gotowy spróbować w przyszłym roku różnych wyzwań. Będzie to przecież rok olimpijski, jak zwykle będą mistrzostwa świata, a do tego dawniej wspominał także o próbie pobicia rekordu świata w jeździe godzinnej. Jednak obecnie, Szwajcar nie chce mówić o konkretach.

Priorytetem są dla mnie klasyki i to na nie czekam najbardziej. Co do innych rzeczy, to one są jeszcze dość odległe i nie jestem w stanie powiedzieć nic konkretnego. Tour de France zawita do mojego miasta, do Berna w Szwajcarii, ale powtarzam, teraz niczego nie obiecuję. Po grudniowym zgrupowaniu będę mógł powiedzieć więcej – zapewnia.

Cancellara został jednak zmuszony do tego, by bezpośrednio odnieść się do ewentualnego podjęcia próby pobicia rekordu w jeździe godzinnej. Przypomnijmy, obecny rekord należy do Bradleya Wigginsa, który w czerwcu br. na olimpijskim torze w Londynie przejechał 54,526 km. To wysoko zawieszona poprzeczka, zwłaszcza dla kolarza, który tak jak Cancellara, nie wywodzi się z toru.

Wszystko jest możliwe. W ostatnich latach technologie aerodynamiczne bardzo się rozwinęły. Przygotowanie fizyczne to jedno, ale trzeba mieć też znakomity sprzęt. Nie wiem, szczerze mówiąc na razie zbytnio o tym nie myślę – zakończył.

Fot.: Getty Images