Kontuzje odniesione w wypadku, w którym “Manxman” uderzył w zaparkowany samochód podczas Tour of Britain są poważniejsze niż początkowo uważano.

Na szóstym etapie domowego wyścigu Brytyjczyk nie zdołał ominąć zaparkowanego pojazdu i ze sporą prędkością uderzył w karoserię. Upadając wylądował na barku i był zmuszony wycofać się z rywalizacji. Pierwsze badania nie wykazały złamań, ale kolejne kilka dni nie przyniosło poprawy stanu zdrowia sprintera.

Okazuje się, że kontuzja nie będzie wymagała interwencji chirurgicznej, ale czas potrzebny na wyleczenie może być zbyt długi i nie pozwolić Cavendishowi na występ w Richmond.

Jestem trochę zmartwiony moim ramieniem. Nie jest tak źle, jak w zeszłorocznym Tour de France, ale jest gorzej niż początkowo myśleliśmy. W piątek wykonamy kolejne badania i zobaczymy czy jest poprawa. Aktualnie trenuję tylko na trenażerze w domu. Nie mogę wyjechać na ulicę, bo nie jestem w stanie obciążyć barku.

Jest problem ze ścięgnem. Nic nie jest złamane, ale było przemieszczenie. Na Tour de France miałem zwichnięcie czwartego stopnia, co oznaczało, że wszystkie więzadła pękły i potrzebna była operacja. Tym razem interwencja chirurga nie jest wymagana, to coś podobnego do tego, co Tom Boonen zaliczył w Paryż-Nicea.

Kiedy Mistrzostwa Świata odbywały się w Valkenburgu i Florencji, pracowałem dla drużyny, moja rola była ważna we wczesnej fazie. Nie będę czekał do końcówki na trasie, na której nie jestem w stanie wygrać, chociaż zawsze tego chcę.

Przy okazji wywiadu dla Cyclingnews Cavendish krótko wspomniał o planach na przyszły sezon.

Powiem prawdę – teraz nic nie wiem. Nie ma zbyt wiele spraw do omawiania, po prostu jest niewiele konkretów. Mam nadzieję, że coś się wyjaśni w najbliższych tygodniach. Obym miał pracę w przyszłym roku.