Po trzynastu latach kariery Belg zdecydował się przejść na emeryturę. Głównym powodem były kraksy, w których uczestniczył wiosną.

Sprinter poprosił szefostwo Treka o przerwanie kontraktu z powodu kraks i kontuzji, jakie w nich odniósł. W dwóch wypadkach wziął udział w ciągu zaledwie trzech dni – podczas Trzech dni De Panne oraz Gandawa-Wevelgem.

Myśl o emeryturze chodziła za mną od kraksy podczas Trzech dni De Panne, kiedy drugi raz w ciągu trzech dni znalazłem się w karetce. Potem miałem tydzień przerwy i wystartowałem w Paryż-Roubaix, gdzie znowu leżałem.

Rok temu również myślałem o odejściu, ale z pomocą przyszedł Trek. Jestem bardzo wdzięczny Luce Guercilena za szansę, jaką od niego otrzymałem zeszłej zimy. Uratował mnie kiedy zostałem bez drużyny i odczuwałem głód ścigania.

Zostałem sprowadzony, żeby dodać sił i doświadczenia podczas wyścigów klasycznych oraz pomóc młodym zawodnikom. Byłem bardzo zmotywowany by udowodnić swoją wartość. Pierwsza część sezonu była jednak rozczarowaniem. Zaczęło się od złamania palca na Majorce w styczniu. Start w Tour of Qatar był złą decyzją, ale to ja nalegałem. Od tego czasu tak naprawdę przechodziłem od kontuzji do kontuzji. Nigdy nie byłem zdrowy.

Ten sport dał mi bardzo dużo. Postrzegam siebie jako szczęściarza, który doświadczył tak wiele wspaniałych chwil. Przez całą karierę bardzo dobrze się bawiłem i spotkałem wielu fantastycznych ludzi. Nie lubię oglądać się za siebie, wolę patrzeć naprzód.

Ostatnią ekipą, w jakiej jeździł był Trek Factory, ale większość swojej kariery Belg spędził w drużynach Lotto i Quickstep. Największymi sukcesami Steegmansa były dwa wygrane etapy Tour de France oraz dwa etapy Paryż-Nicea. W sumie Gert odniósł aż 22 zawodowe zwycięstwa.

Dla przypomnienia mocy, którą popisywał się Gert Steegmans – jego wygrana na Champs Elysees podczas Tour de France 2008.

fot. wielerzone.be