2012, Tour de France, tappa 17 Bagneres de Luchon - Peyragudes, Team Sky 2012, Wiggins Bradley, Peyragudes

Bez wątpienia, 99 edycja Tour de France była najlepszą w historii brytyjskiego kolarstwa. Dwóch zawodników z wysp brytyjskich zajęło dwa pierwsze miejsca, nie dając rywalom żadnych szans. Jak jednak do tego doszło?

Chyba nikogo nie zaskoczył wynik rozpoczynającego rywalizację prologu w Liege. Po etap i żółtą koszulkę sięgnął Fabian Cancellara, który o 7 sekund wyprzedził jednego z głównych faworytów, Bradleya Wigginsa. Szanse na sukces Wiggo były o tyle większe, że na starcie wyścigu zabrakło Alberto Contadora, Andego Schlecka, a Frank Schleck nie prezentował zbyt wysokiego poziomu od czasu przejęcia ekipy Leopard – Trek przez Johana Bruynela.

Podobnie jak podczas poprzedniego wyścigu, organizatorzy przygotowali w pierwszym tygodniu kilka ciekawych końcówek, z których pierwsza miała miejsce w niedzielę 1 lipca w Seraing. Na lekkim podjeździe, po raz pierwszy rywalom odjechał Peter Sagan, tym samym otwierając serię irytujących rywali cieszynek.

Sagan

 

Po płaskiej, sprinterskiej przeprawie na 3 etapie, wygranej przez Marka Cavendisha, Na czwartym odcinku w końcówce usytuowane było kilka krótkich hopek, które miały nieco utrudnić życie kolarzom. Podjazdy bez wątpienia zdały swój egzamin, a blisko zwycięstwa był nawet Sylvain Chavanel, lecz i tym razem, w stylu Forresta Gumpa, jako pierwszy linię mety przekroczył Sagan.

sag2

Kolejne trzy odsłony rywalizacji były kompletnie płaskie. W terenie przeznaczonym tylko i wyłącznie dla sprinterów doskonale poradził sobie Andre Greipel, który dwukrotnie triumfował. Co ciekawe, na 7 etapie kończącym się w Metz, sprint całego peletonu wygrał… Sagan, udowadniając, że nie ma na niego silnych.

Prawdziwe ściganie rozpoczęło się jednak podczas wjazdu w Wogezy. Swój debiut na trasie wielkiej pętli zaliczyła bowiem wspinaczka pod La Planche Des Belles Filles. Ten dość krótki, ale trudny podjazd wprowadził sporo zamieszania, rozrywając grupę zasadniczą. Ostatecznie marsz po wielki triumf rozpoczęła grupa Sky, która przez cały dzień dyktowała warunki. W końcówce na atak zdecydował się (za pozwoleniem Wiggo) Chris Froome, który wygrał swój pierwszy etap Le Tour w karierze. Dwie sekundy za nim wjechał Evans i Wiggins co zwiastowało ogromną przewagę niebiańskich w całym wyścigu.

froome

Na zakończenie rywalizacji w pierwszym tygodniu wyścigu, kolarze mieli do pokonania kilka podjazdów, które miały doprowadzić peleton do szwajcarskiej miejscowości Porrentury. W związku z profilem wymarzonym dla specjalistów od długich ucieczek, faworyci postanowili przejechać trasę w raczej spokojnym tempie (choć selekcja od tyłu miała miejsce). Na zwycięski skok zdecydował się jedynie młodziutki Thibaut Pinot, który już podczas swojego pierwszego Tour de France zgarnął etap.

Po dniu przerwy przyszedł czas na pierwszą z dwóch długich czasówek. Jak można było się spodziewać, Wiggins i Froome zdeklasowali rywali, pokonując pierwszego z rywali w generalce Tejaya van Garderena o kolejno minutę i 6 sekund oraz 31 sekund.

Dzień później do walki ruszyli znów uciekinierzy. Przez cały, dość trudny etap swojej szansy szukali najwięksi specjaliści od odjazdów, tacy jak Jens Voigt i Thomas Voeckler. Ostatecznie jednak to ten drugi zdołał jako pierwszy przekroczyć linię mety, odnosząc kolejne piękne zwycięstwo. Co ciekawe, do grupy liderów, prawie 20 sekund stracił Van Garderen, którego dopadł pierwszy dzień słabości.

Do jednego z najważniejszych rozstrzygnięć doszło na 12 etapie, prowadzącym z Albertville do La Toussuire. Bez wątpienia był to królewski odcinek całej imprezy, który już podczas drugiego tygodnia miał bardzo wiele wyjaśnić. Już na trzecim od końca podjeździe pod Col de la Croix de Fer na atak zdecydował się Cadel Evans, który zdawał sobie sprawę z tego, że tym razem jego umiejętność jazdy na czas nie da mu wygranej w całym wyścigu. Niestety Australijczyk nie był w stanie długo utrzymać wysokiego tempa, co skończyło się nie tylko kapitulacją, ale i sporą stratą. Na finałowym podjeździe do pracy ostro wziął się Froome, który pogubił wszystkich rywali… łącznie z liderem Wigginsem. Taki obrót spraw zmusił urodzonego w Kenii zawodnika do odwrotu i zaniechania próby wygrania kolejnego etapu. Ostatecznie wszyscy wielcy wyścigu (Wiggo, Froome, Nibali i Van den Broeck) dojechali do mety razem, a ręce w górę wzniósł Pierre Rolland.

pierer

Podobnie jak w latach poprzednich, spore pole do popisu mieli harcownicy. Również 13 lipca 2012 roku trasa bardzo im odpowiadała, czego nie mogli nie wykorzystać. Na mecie w Annonay pierwszy zameldował się David Millar, a peleton wpadł na kreskę prawie 8 minut później.

Przed wjazdem w Pireneje i na zakończenie drugiego tygodnia, swoją szansę dostali ponownie sprinterzy i… uciekinierzy. Wśród tych pierwszych najlepszy był ponownie Andre Greipel, a wśród tych drugich Luis Leon Sanchez. Etap do Foix wygrany przez Hiszpana zapadł jednak kibicom w pamięć z nieco innych względów. W okolicach szczytu Mur de Peguere rozsypane zostały gwoździe, które skutecznie uprzykrzyły życie kolarzom i mechanikom.

Ostatni tydzień walki rozpoczął się od… kolejnych harców zawodników posiadających spory balast minut w klasyfikacji generalnej. Na płaskim etapie do Pau wygrał Pierrick Fedrigo, który w końcowym sprincie pokonał Christiana Vande Velde.

Dzień później doszło do pierwszego pojedynku górali w Pirenejach. Na trudnym etapie do Luchon doszło do sporego podziału. W peletonie bardzo szybkie tempo rozkręciła grupa Sky, która już na 17 etapie chciała uciąć spekulacje co do ewentualnego triumfu Nibalego czy Van den Broecka. Niebiańscy nie dali jednak rady zgubić Rekina z Messyny, który na metę wpadł razem z dwójką Wiggins – Froome. Nikogo nie zaskoczyło także to, że liderzy przyjechali ponad 7 minut za czołówką. Tym samym kolejną victorię zanotował Thomas Voeckler. Uzupełniając, straty na 17 etapie ponieśli zarówno Van Garderen jak i Van den Broeck, przez co w grze zostały już tylko 3 nazwiska.

luchon

Ostatnią szansą dla Nibalego na zmianę pozycji w generalce był 18 etap kończący się w stacji narciarskiej Peyragudes. Niestety, skończyło się na zapowiedziach. Co prawda wygraną zgarnął wracający do formy Alejandro Valverde, jednak istotniejsze było to, iż kibice nawet przez chwile nie mięli możliwości emocjonowania się walką o wygraną w całym wyścigu. Jedynym ciekawym momentem była chwila, w której znacznie silniejszy w górach Froome poganiał słabnącego Wigginsa. Do dziś nie wiadomo jak zakończyłby się wyścig, gdyby obaj jechali przeciwko sobie. Co do Nibalego, stracił on kolejne 18 sekund, co było równoznaczne z porażką.

frum

Ostatnie trzy odsłony 99 edycji Grande Boucle prowadziły już po płaskich terenach. Na 19 etapie najlepszy był Mark Cavendish, a dzień później w finałowej czasówce, swój drugi triumf zanotował Wiggins, a w Paryżu znów najlepszy był Manxman. Tym samym w ten sposób zakończył się najnudniejszy Tour w ostatnich latach.

Dlaczego w 2012 roku zabrakło emocji? Przede wszystkim zabrakło na trasie kilku kolarzy, którzy podczas poprzednich edycji stanowili o sile peletonu. Niezbyt wymagająca była także trasa, przez co niektórzy górale (tacy jak Joaquim Rodriguez) postanowili nie wystartować w Wielkiej Pętli. To wszystko doprowadziło do tego, iż Bradley Wiggins i Chris Froome nie mieli żadnego równorzędnego rywala, który napsułby im krwi.

2012, Tour de France, tappa 20 Rambouillet - Paris, Team Sky 2012, Liquigas 2012, Wiggins Bradley, Froome Christopher, Nibali Vincenzo, Paris

Czołowa 10 Tour de France 2012

1. Bradley Wiggins

2. Chris Froome +3’21”

3. Vincenzo Nibali +6’19”

4. Jurgen Van den Broeck +10’15”

5. Tejay Van Garderen +11’04”

6. Haimar Zubeldia +15’41”

7. Cadel Evans +15’49”

8. Pierre Rolland +16’26”

9. Janez Brajković +16’33”

10. Thibaut Pinot +17’17”

 

Klasyfikacja punktowa – Peter Sagan

Klasyfikacja górska – Thomas Voeckler

Klasyfikacja młodzieżowa – Tejay Van Garderen

 

fot. telegraph.co.uk, velo101.com, roadcyclinguk.com, news.nationalpost.com,