Miałem 13 lat, gdy Lance Armstrong zwyciężał po raz siódmy z rzędu w Tour de France. Ale wygrał czy nie wygrał? Przecież dawał w żyłę, to nie wygrał!

Czy zwycięzcą w takim razie jest Ivan Basso? A kto uzupełnił podium? Jan Ullrich wykreślony, więc drugi Paco Mancebo, a trzeci byłby Alexander Vinokurow. Ci dwaj jednak też mają doping na sumieniu? No to nie, trzeba ich wykreślić. Komu więc to drugie miejsce w końcu? Leipheimer też wykreślony, a za nim Michael Rasmussen. „Kurczaka” też trzeba skreślić. No to udało się dotrzeć do 8 miejsca – Cadel Evans. Jemu się należy, przykład wzorowego zawodnika. Niech ma, drugie miejsce w Tour de France 2005. No okej, to jeszcze ostatnie miejsce na podium. Kto tam jest dalej? Landis, o matko….

Takich przypadków znajdziemy mnóstwo z minionych lat. Sprawa dopingu w kolarstwie przybrała rozmiary absurdalnie ogromne. Co w tej kwestii zrobił raport CIRC? Niewiele. Z perspektywy kibica ten raport nic nie zmienia. Ot, panowie w krawatach spisali to o czym każdy interesujący się tym sportem już wiedział. Że poprzedni szefowie byli „be”, ci wszyscy mistrzowie to tak do końca mistrzami nie byli, no i ten przebrzydły doktor Fuentes.

Czy miała nas zaszokować lista nazwisk? A kto tam jest? Ricco? Ten akurat szokuje nas swoją głupotą, który w imię dopingu omal nie stracił życia. Hamilton i Armstrong? Ci dwaj zmieniali zdanie w zależności od tego jak im się bardziej opłacało. Jak lepiej było mówić, że nie braliśmy, to mówimy że nie braliśmy. Jak już się okazało, że braliśmy, to się przyznamy, może tak będzie lepiej. Przypadek Vinokurowa jest o tyle zabawny, że lubił koks będąc zawodnikiem, a teraz, gdy jest szefem, nie potrafi przypilnować, żeby w jego teamie nie było koksu. Widnieje jeszcze nazwisko Joerga Jaksche, Michaela Boogerda, Adreia Tchmila…

Czy powiedzenie nam wprost, że łaskawiej patrzono na Armstronga i Contadora, że niezależna komórka antydopingowa nie była tak do końca niezależna ma pomóc kolarstwu? A przypadek właściciela Katushy, pana Makarova, który sponsorując kontynentalne związki zapewnia sobie dość szeroką grupę wpływów? Układy i układziki, pieniądze i pieniążki. Z całego raportu najbardziej „zabawne” są słowa „niektórych” świadków, którzy mówią, że kilka zespołów nadal kultywuje doping, kilka wcale, a reszta to nie wiadomo. Brzmi to tak jak tłumaczenia przedszkolaka: „Psze pani, bo ja też wziąłem, ale on wziął trzy razy więcej!”

Chciałbym się mylić, ale uważam, że kolarstwo jest kozłem ofiarnym całego zawodowego sportu. Ilość testów przeprowadzonych na kolarzach jest nieporównywalna w stosunku do np. piłkarzy czy tenisistów. Wątpię, aby sama publikacja raportu wniosła coś nowego do walki z dopingiem. Myślę, że najlepiej erę dopingu w kolarstwie oddzielić grubą kreską i o tym zapomnieć. Współczesne przypadki są (na tle wcześniejszych lat) znikome i wynikają raczej z głupoty pojedynczych zawodników niż z działania zorganizowanej grupy.

Kuba Szymański

Foto: UCI