Karol DomagalskiOkres świąteczny to zawsze dobry moment na chwilę refleksji. Sporo się działo przez ostatnie tygodnie i tak naprawdę dopiero teraz mogłem na spokojnie usiąść i podsumować jakoś ten czas, który spędziłem w Hiszpanii… a trochę go tam spędziłem:)

W sumie 6 lat, ale pamiętam jak dziś kiedy dostałem szanse od dyrektora amatorskiego zespołu Azysa i zacząłem się tam ścigać. Pierwsze przygotowania, pierwsze wyścigi. Od razu czułem ogromny przeskok w porównaniu z tym, do czego przywykłem w Polsce, ale później, z biegiem czasu i z wyścigu na wyścig, aklimatyzowałem się. 2 lata zleciały migiem, a odnotowane wtedy sukcesy pozwoliły mi zrobić kolejny krok w przód, którym było przejście do Caja Rural. Niby tylko amatorska filia, ale w porównaniu z tym, co znałem, wszystko wydawało się naprawdę profesjonalne. Przygotowywano nas na wejście do zawodowego peletonu, więc nic dziwnego. Uczyliśmy się pracy zespołowej, która w kolarstwie jest przecież kluczowa. Jako, że ekipa pochodzi z Navarry, większość wyścigów jeździliśmy właśnie na północy Hiszpanii. Wymagający, górzysty teren pasował mi idealnie i pod koniec roku okazało się, że był to mój najlepszy jak dotąd sezon. Nie zawsze było łatwo, ale za każdym razem kiedy wsiadałem na rower, miałem z tego ogromną satysfakcję.

Wszystko toczyło się w odpowiednim kierunku i po sezonie spędzonym w amatorskim Caja Rural dostałem propozycję przejścia do zawodowej grupy… no i poleciało. Myślę, że dopiero w Caja Rural Professional poznałem co to jest prawdziwe kolarstwo, a patrząc dziś, z perspektywy 3 lat spędzonych w tej grupie, myślę, że to nie był dobry dla mnie wybór niestety. Z jednej strony wyglądało to dobrze, ale z drugiej to jednak był hiszpański zespół i to Hiszpanie mieli tam pierwszeństwo, a nie Polak. Obietnice i ustalenia schodziły na dalszy plan, kiedy okazywało się, że ktoś nie ma tak dobrego dnia, jakby chciał. Niewiele miałem więc okazji jazdy na własne konto, a wiadomo, że im ich mniej, tym trudniej trafić, że akurat tego dnia uda się to dobrze wykorzystać… a przynajmniej ja nie potrafiłem, co widać z resztą po moich wynikach z minionych dwóch lat. Uznałem, że potrzebna mi zmiana i zaryzykowałem żegnając się z Hiszpanią.

Oczywiście nie jest tak, że opuszczam Caja z samymi negatywnymi wspomnieniami. Spędziłem w tym zespole 3 sezony i pamiętam też pełno fajnych momentów. Poza tym to tam nauczyłem się wszystkiego, co teraz mam w głowie. Startowałem w największych i najcięższych wyścigach. Zdobyłem cenne doświadczenie, poznałem świetnych ludzi. No i przede wszystkim spełniłem jedno ze swoich marzeń, jakim był udział w Vuelta a Espana.

Vuelta to była wielka sprawa, choć muszę przyznać, że najbardziej lubiłem ścigać się w Turcji. Szczęśliwie dla mnie mogłem startować tam trzykrotnie. Nie lubiłem za to do klasyków we Francji i w krajach Beneluksu. Może dlatego, że prawie zawsze było tam zimno i mokro, a może dlatego, że nie było większych gór. W każdym razie jak do tej pory nie udało mi się na nich odnaleźć, ale co się odwlecze… Będę musiał popracować jednak nad jazdą w takich wyścigach, bo w kalendarzu nowej ekip jest ich od groma:)

Z perspektywy czasu jak na dłoni widać popełniane błędy i nieodpowiednie decyzje. Zacząłem pracować nad moimi słabościami i wierzę, że uda mi się stopniowo je eliminować. Chcę się rozwijać, poprawiać swoje umiejętności i zacząć znów odnosić sukcesy. Nowy zespół, to nowe możliwości i mam nadzieję, że ta zmiana wyjdzie mi na dobre. W Team Raleigh będę jednym z liderów. Oczywiście nie oznacza to, że każdy wyścig będę jeździł na swoje konto, ale na pewno będę miał takich szans więcej, niż przez minione trzy lata łącznie. Wiem, że t nie jest duża ekipa, ale doceniam tradycje, jakie mają. Będziemy się ścigać głownie w Wielkiej Brytanii, Francji i Niemczech, ale może i do Polski zawitamy? Czas pokaże:)

Okazję do zapoznania się z całym zespołem będę miał zaraz po nowym roku – lecę wtedy do UK na pierwsze zgrupowanie, podczas którego przeprowadzone zostaną wszystkie testy wydolnościowe. Z kolei pierwszy obóz treningowy zaplanowany mamy na drugą połowę lutego w Hiszpanii, choć ja tam będę siedział już od 5 stycznia i powolutku będę robił bazę kilometrową. Sezon oficjalnie rozpocznę w marcu, co po ostatnich 3 latach w Caja jest dla mnie późnym startem, ale ma to swoje plusy. Mogę na spokojnie przygotowywać się do startów i mam nadzieję, że już na początku forma będzie odpowiednio dobra.

 

Źródło: fanpage zawodnika

Foto:Artur Machnik