P1170537Zapraszamy na zapis konferencji prasowej mistrza świata – Michała Kwiatkowskiego, która odbyła się w ostatni weekend w Toruniu.

Początki mistrza

Urodziłem się w Chełmży, pochodzę z Działynia, tam chodziłem do szkoły podstawowej. Poszedłem śladami brata, który jeździł w klubie TKK Pacific Toruń. Uczyłem się w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Toruniu, tam mieszkałem przez sześć lat w internacie. Tu się wychowałem, stąd czuję się Torunianinem.

Brat

Radkowi bardzo wiele zawdzięczam, skończył się ścigać w 2010 roku, ja miałem osiem lat kiedy on zaczął trenować. Mój pierwszy trener – Wiesław Młodziankiewicz zachęcił go do uprawniania sportu, ja mu wtedy bardzo zazdrościłem, że ma rower, że ma kask i może trenować. Dość szybko po nim zacząłem swoją przygodę z kolarstwem, w wieku dziesięciu lat. Przez cały okres mojej kariery brat był ze mną, jest również do dziś. Bardzo mnie wspiera, mimo że już nie na rowerze, nie podczas treningów, za to mentalnie.

Taktyka Reprezentacji Polski

W trakcie wyścigu niewiele zmienialiśmy, cel mieliśmy jeden od początku aby przejąć kontrolę nad wyścigiem, nad peletonem. Jechać z przodu, tracić mniej sił, dzięki temu czuć się pewniej. Runda była bardzo techniczna, z przodu peletonu jechało się dużo łatwiej, dużo bezpieczniej. Udało mi się zaoszczędzić mnóstwo sił. Mało tego, jeśli twój zespół jedzie z przodu, cały czas cię wspiera, dużo mocniej wierzysz w siebie. Jak złapałem koło, cały czas czułem że mam ogromne wsparcie, właściwie nie było momentu zwątpienia.

Defekt miałem przy wjeździe na trzecią rundę, a więc w momencie kiedy niewiele się dzieje w wyścigu. Szybko wróciłem do peletonu.

Końcówka wyścigu w Ponferradzie

Nie planowałem tego ataku na przedostatnim zjeździe, oczywiście widziałem wyścig orlików i wiedziałem, że możliwe jest samotne dojechanie do mety. Było to trudne, bo wiadomo że grupka kolarzy na zjeździe może osiągnąć dużo większą prędkość niż samotny uciekinier. Ale u nas padało i wiedziałem, że jeżeli będę z przodu na przedostatnim zjeździe, to nie będą groziły mi kraksy, będzie mniej nerwowo i będę mógł zaatkować, jeśli będę miał tylko siły na ostatnim podjeździe. Wyszło tak, że byłem z przodu i nikt nie wytrzymał mojego tempa na zjeździe. Wiedziałem, że jak na górze będę miał choć kilka sekund przewagi, mogę dojechać samotnie do mety.

Od wielu ludzi słyszę, że ta końcówka była dramatyczna, mnóstwo osób się emocjonowało, płakało, chyba to jest fajne że w ten sposób zakończyłem wyścig. Z perspektywy kamery ta różnica między mną, a resztą kolarzy była dużo mniejsza, dlatego fajnie to wyszło (uśmiech).

Ostatnia prosta w Ponferradzie

Ciężko mi się opisuje te chwile, dla mnie to jest szok, to czego dokonaliśmy. Naprawdę nie wierzyłem, że w takim stylu, samotnie można dojechać do mety mistrzostw świata. Nie wiem jak opisywać te chwile, przez kilka dni po wyścigu, nie miałem apetytu, nie wiedziałem co myśleć, jak się zachować, to dla mnie nowa, nietypowa sytuacja…

Sława

Na pewno bardzo dużo się zmieniło, jest bardzo duże zainteresowanie moją osobą, ale to część mojej pracy. Zdaję sobie z tego sprawę, że spoczywa na mnie duża odpowiedzialność, bo reprezentuję światowe, polskie kolarstwo, moją rodzinę, siebie, mój klub i wszystkie mi znane osoby. Zdobyć sukces jest łatwo, ale muszę temu podołać, bo wtedy pokażę jakim jestem człowiekiem.

Przyszłość polskiego kolarstwa

Widzę po  Akademii [Copernicus – przyp. red.], jakie jest zainteresowanie, napływa do nas coraz więcej zgłoszeń i zapytań dotyczących możliwości i jazdy dla Akademii. To chyba dobrze rokuje, mam nadzieję że kibice bardziej zrozumieją kolarstwo. Poznają co to jest World Tour, co to są wyścigi pierwszej, drugiej kategorii, jak się zdobywa punkty do rankingów Europe Tour, World Tour, dlaczego żółta koszulka itd. To może być bardzo skomplikowane , ale wierzę, że to szybko poznają i będą wiedzieli, że nie można być przez cały sezon w szczytowej formie, a każdy z nas idzie swoją drogą. Rafał Majka swoją, Przemek Niemiec swoją, ja jeszcze inną. Jak kibice poznają ten sport, powinni zakochać się w tej dyscyplinie.

Przyszły rok. Klątwa tęczowej koszulki?

Zdobyć tytuł jest dużo łatwiej niż go wybronić. Sezon jest bardzo długi. Ale nie można zapominać o tym kim się jest, co się robi dobrze i co się lubi robić. Dlatego myślę, że dzięki ogromnemu doświadczeniu zdobytemu w tym roku, będę mógł się przygotować jeszcze lepiej do przyszłorocznych wyścigów. Wierzę, że kolejny rok będzie jeszcze lepszy, ale zdaję sobie sprawę z tego, że mając na sobie tęczową koszulkę, będzie dużo trudniej odjechać, chociażby w takim stylu jak podczas mistrzostw świata.

Plany, cele 

Zrobiłem duży krok do przodu, jeśli chodzi o wyścigi klasyczne. Bardzo lubię ardeńskie klasyki. Na pewno pojawię się na trasie tych wyścigów. W tym tygodniu mam pierwszą konsultacje z drużyną i podczas nich zapadną pierwsze decyzje dotyczące początku przyszłego sezonu. Ja mam odległy cel, każdy z nas powinien mieć taki cel w życiu. Ale powtórzę, chcę być lepszym kolarzem każdego dnia. A dzięki mniejszym sukcesom, małym krokom, można osiągnąć cel długoterminowy.

Akademia Copernicus

Będąc młodym kolarzem otrzymywałem wsparcie od starszych kolegów. Otrzymywałem od nich strój, buty, kask itd. Zawsze była pomoc od klubu, od trenerów, od działaczy jeżdżac w klubie TKK Pacific Toruń. A teraz otwierając Akademię Copernicus mogę jakby, w podziękowaniu za to co zrobili dla mnie wcześniej, ich wspierać. Mam nadzieję, że jestem dla nich wzorcem, muszę wszystko robić tak, jak powinien robić to wzorzec. Te dzieci biorą ze mnie przykład. Staram się im przekazywać informacje, jak wygląda życie kolarza, że nie jest to proste. Kariera każdego z nas potoczyła się inaczej. A droga od otrzymania pierwszego roweru do podpisania pierwszego zawodowego kolarza nie jest łatwa.

Chcę podkreślić, że bardzo dobrze układa nam się współpraca z władzami Torunia, które wspierają naszą Akademię.

30 tysięcy kilometrów

Pokonuję rocznie 30 tysięcy kilometrów na rowerze. Sportowcem jestem 24 godziny na dobę. Pomimo tego, że skończyłem sezon i spędzam czas na rowerze rekreacyjnie, to nie można o tym zapominać, że jest się sportowcem. Nie chcę w połowie listopada wsiąść na rower z ośmioma kilogramami więcej, dlatego cały czas trzeba mieć kontrolę. Oczywiście kolarze to też ludzie, należy mieć czas na odpoczynek, czas na zabawę, na rower.

Czasem ma się dosyć roweru. Na pewno po nieudanym starcie, po nieudanym treningu w którym powinno pójść dobrze, a tak się nie stało. Ale trzeba to analizować, co było przyczyną. Ja to robię ze swoim trenerem, ze swoją ekipą. Trzeba myśleć pozytywnie. Jeżeli robiłem wszystko tak jak należy, zgodnie z zaleceniami, to na pewno w przyszłości to zaprocentuje.

 

Wysłuchał – Marek Bala