Chris FroomeChris Froome “wyrósł spod ziemi” w końcówce czternastego etapu Vuelta a Espana, który kończył się na piekielnie ciężkim podjeździe pod La Camperonę.

Kolarze Sky Team dyktowali tempo dla swojego lidera już od samego podnóża blisko 9 kilometrowego podjazdu. Nagle, gdy asfalt zaczął mocniej się wznosić, Brytyjczyk spłynął na dalszą pozycję. Wydawało się już, że z grupki liderów, zostali tylko: Joaquim Rodrgiuez, Giampaolo Caruso (Katusha), Alberto Contador (Tinkoff-Saxo) oraz kręcący z małą stratą do nich Fabio Aru (Astana). Zwycięzca ubiegłorocznego Tour de France, na około 2 kilometry przed końcem “wrzucił dodatkowy bieg” i doścignął najgroźniejszych rywali. W samej końcówce, zdołał urwać ich na kilka sekund i awansował na trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej

“Ja po prostu jechałem swój wyścig”, wyjaśniał na mecie. “Wszyscy, którzy ruszyli do przodu i chcieli atakować, byli już ugotowani. Ja chciałem tego uniknąć i jechałem swoim tempem. Dzisiejszy wynik jest dla mnie dobry, ale nie wiem jak zareaguje mój organizm na następnych dwóch, ciężkich etapach. Prędzej czy później, zapłacę energią za to, co dziś wykonałem w końcówce. To co jest pocieszające, to moja bardzo silna drużyna”, zakończył Froome.

 

Foto: bettiniphoto.net

Andrzej Gucwa