2014 Tour de France - Stage 21“Tak się zastanawiam, jak odbierać mój udział w Tour de France? Czy start ten powinienem zaliczyć do udanych czy do oblanych?” – zastanawia się Bartosz Huzarski.

Lecz z perspektywy czasu ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Bywały dni lepsze i gorsze, co podczas trzech tygodni ścigania jest rzeczą normalną. Bywały dni gdy byłem widoczny i takie kiedy jechałem schowany w kołach peletonu. 

Jedno jest pewne, mam zaliczone (ukończone) wszystkie trzy grand toury, to już pozostanie moje i tylko moje a ilu jest kolarzy nawet w ekipach pro-tour którzy takiej możliwości póki co nie mieli. 

Ze sporą dawką niepokoju stawałem na starcie pierwszego etapu, nie wiedziałem czego się tak naprawdę spodziewać po największym i najcięższym wyścigu świata. Niepokój mój jak najbardziej był właściwy gdyż pierwsze dni były bardzo nerwowe. Ale jak już wjechaliśmy w góry zrobiło się troszkę spokojniej. Nie mniej jednak, mając w swoich szeregach człowieka na KG każdy etap był ważny i decydujący a więc i stres i napięcie powracały każdego dnia podczas odprawy. Każdy jeden etap trzeba było traktować jak wyścig klasyczny, codziennie słyszeliśmy coś w stylu: dzisiaj wyścigu nie wygramy ale możemy go dzisiaj przegrać. 

Podsumowując cały Tour, bez dwóch zdań mogę stwierdzić, że faktycznie jest to największy wyścig świata, wyścig o największe laury, największe pieniądze. Tu wygrać etap jest niesamowicie ciężko. Tu powalczyć na pierwsza trójkę to nie lada zadanie. Każdy dzień, nerwowy, każdy ważny, codziennie jakieś urozmaicenia, jak nie 10 rond na ostatnich 10 km to wiatr, deszcz, góry albo kostka brukowa. Wszystko, cała esencja kolarstwa skumulowana w jednym trzytygodniowym wyścigu.

Ale to już za mną, byłem, zobaczyłem, przeżyłem, doświadczyłem.

Czy chcę tam wrócić ? mówi się że przez pierwsze dni tego wyścigu się nienawidzi, ale jak już wjedziesz do Paryża, na Pola Elizejskie to wyścig ten kochasz. Trzy tygodnie potrafią aż tyle zmienić 🙂

Źródło: www.huzarski.pl