PaisVasco_Kwiatkowski3rdinstage1_otherPo zakończeniu Vuelta Cyclista al Pais Vasco ogarnął mnie lekki smutek. Bo czy jeszcze podczas tego sezonu obejrzę tyle ładnych ataków, a na rozstrzygnięcie klasyfikacji generalnej będę czekała do przekroczenia linii mety przez ostatniego kolarza? Mam nadzieję, że tak.

Dobiegła końca 54. edycja wyścigu odbywającego się w Kraju Basków, położonym w północnej części ojczyzny Antonio Banderasa. Jego nazwy można wymienić przynajmniej w trzech obcych językach. Euskal Herriko txirrindulari itzulia to po baskijsku, Vuelta Cyclista al Pais Vasco po hiszpańsku, a Tour of the Basque Country po angielsku. Zaś po polsku to po prostu wyścig Dookoła Kraju Basków. Obok corridy, piłki nożnej czy typowych baskijskich sportów, jak na przykład koszenie trawy kosą czy wyścigów z głazami, równie popularne jest tam na szczęście kolarstwo.

Począwszy od pierwszego etapu, który odbył się w miniony poniedziałek, aż do dzisiejszej pełnej emocji jazdy indywidualnej na czas, oglądałam piękną kolarską rywalizację odbywającą się w malowniczo położonym regionie, jakim niewątpliwie jest Kraj Basków. Pogoda dopisała, kibice obecni zwłaszcza na podjazdach nie odstawali od tych, którzy przychodzą podziwiać zmagania w wielkich tourach, a kolarze mieli sporą ochotę do ścigania. To wszystko sprawiło, że zagościło we mnie dawno nie doświadczone uczucie– żal, że ten wyścig się już skończył.

Rywalizację w pięknym stylu otworzył Alberto Contador. Podjeżdżając pod Alto de Gaintza zdeklasował rywali pokazując, że można wstać z siodełka i nie kalkulując pognać do mety. Ale jest jeden warunek: trzeba mieć nogę, a „El Pistolero” ją miał. Kolejny atak, który mógłby posłużyć jako materiał szkoleniowy dla adeptów kolarskiego rzemiosła, był ten przypuszczony przez Tony Martina na drugim etapie. Niemiec z Omegi Pharma-Quick Step wykorzystał umiejętności czasowca i dopisał do swojego palmares drugi etap Pais Vasco 2014. Nie był to jednak koniec ładnych akcji ofensywnych. Wout Poels również schwytał dzień i dzięki zwycięstwie w Arrate, wzbogacił kolarski dorobek o naprawdę cenną zdobycz. Swoją chwilę mieli także zawodnicy szybcy, którzy przetrwali górskie przeszkody. Michael Matthews i Ben Swift okazali się najlepsi w finiszach z większej grupy. W jeździe na czas rządzili kolarze Omegi– niezawodny Tony Martin pokazał, że klątwa tęczowej koszulki nie obejmuje tej zdobytej w jeździe na czas, a Michał Kwiatkowski wywołał u brytyjskich komentatorów lawinę pochwał.

No właśnie. Michał Kwiatkowski. Mistrz Polski reprezentujący Omegę Pharma, wykonał na tym wyścigu fantastyczną pracę. Mimo że nie udało mu się odnieść zwycięstwa etapowego, cały czas był obecny w czołówce (pięć razy stawał na najniższym stopniu podium), a dzięki znakomitej walce stoczonej z czasem, awansował na drugie miejsce w końcowej klasyfikacji. Do zwycięzcy stracił tylko piętnaście sekund, ale chyba największą satysfakcję ma z tego, że z drugiego miejsca w GC przegonił, będącego przecież w tym sezonie w wysokiej formie, Alejandro Valverde. Z wielką przyjemnością patrzyłam, jak popularny „Kwiatek” nie opuszczał czołowych miejsc w peletonie. I naprawdę trudno mi uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Czym bowiem różni się Michał od takiego Tejaya van Garderena, Samuela Sancheza czy Bauke Mollemy? Tylko tym, że wyżej wymienieni zajęli miejsca za Polakiem. Tak, chcę przez to powiedzieć, że doczekaliśmy się kolarza, który dorównał do poziomu światowego peletonu, bo nawet jeżeli ma gorszy dzień, to nie jedzie w grupetto.

Nie zaskoczę. Na moim postawionym w wyobraźni podium staną: Alberto Contador za to, że nie zapomniał co to znaczy realna rywalizacja sportowa, drużyna Omega Pharma-Quick Step za waleczność, ofensywną jazdę i umiejętność zatrudniania wartościowych kolarzy oraz pomysłodawca trasy Vuelta Cyclista al Pais Vasco 2014 za dokonanie trafnych wyborów, które nie zapewniły mi ani jednej nudnej minuty, zarówno w pracy, jak i przed telewizorem.

Foto: © OPQS / Tim de Waele

Marta Wiśniewska @mwisniewska20