BDC MarcPolKilka tygodni temu opublikowaliśmy pierwszą część wywiadu z dyrektorem sportowym BDC MarcPol – Dariuszem Banaszkiem (>tutaj). Dziś zapraszamy na jego drugą część.

Darku, jak idą przygotowania do nowego sezonu ekipy BDC MarcPol?

Zgodnie z planem, część trenuje indywidualnie, a są to zawodnicy z innymi zadaniami, wszyscy pozostali spokojnie. Grody Piastowskie nie są naszym głównym celem, jak ma to miejsce u konkurencji. Właśnie zaczynamy konsultację 10-cio dniową w Nowym Dworze, gdzie oprócz treningu podstawowego, będziemy grać w hokeja, w piłkę, pływać na basenie, a na koniec obozu zagramy w turnieju piłkarskim. Luty to już zgrupowanie w Hiszpanii, gdzie w ciepłym klimacie planujemy przejechać około 2500 kilometrów bazowych.

Czy skład na ten rok jest już zamknięty, czy prowadzicie jeszcze jakieś rozmowy z kolarzami ?

Skład dopięty na ostatni guzik z małym wyjątkiem … W tym sezonie będziemy jeździć podobnie jak w poprzednim dwoma składami i w Polsce oraz zagranicą. Myślę, że nasza młodzież, która w zeszłym sezonie się dużo ścigała za granicą, w tym roku już będzie dużo bardziej pewna siebie. Zaproponowaliśmy również kontrakt Tomkowi Marczyńskiemu na początku grudnia, ale do dziś konsensusu w tej sprawie nie ma.

W jakich wyścigach zobaczymy Was w sezonie 2014?

Zaczynamy sezon wyścigami marcowymi w Chorwacji – trzy klasyki plus etapówka (cztery etapy),  następnie Tour de Normandie we Francji i na koniec marca Tour de Sochi. W kwietniu również dużo startów zagranicznych. W sumie planujemy 16 startów poza granicami naszego kraju i wszystkie w Polsce.

Inwestujesz swoje prywatne, niemałe pieniądze w grupę, jaki masz cel długofalowy jeśli chodzi o BDC MarcPol?

Tak, inaczej to miało wyglądać trzy lata temu jak planowaliśmy rozwój teamu i cele jakie sobie wówczas stawialiśmy też miały inaczej wyglądać. Nie chodzi o wyniki sportowe, bo one są świetne i spełniają moje oczekiwania, ale głównie o to że właśnie w bieżącym roku mieliśmy być już drużyną drugiej dywizji gdzie mielibyśmy przepustkę do Tour de Pologne i innych dużych wyścigów. Niestety życie weryfikuje też ambicje. Z mojego PIT-u rocznego więcej na kolarstwo przeznaczyć nie mogę, a z moim partnerem firmą MarcPol oczywiście usiądę w lipcu, bo umowę mamy do końca roku i porozmawiam o przyszłości projektu. Być może dam sobie spokój na tym etapie prowadzenia ekipy, jak nie będę widział szansy rozwoju.

Prowadzicie rozmowy z dużym sponsorem. Na jakim jesteście etapie rozmów, jest szansa że w 2015 BDC MarcPol wskoczy do wyższej ligi?

Co do prowadzenia rozmów z potencjalnymi sponsorami grupy to różnie to wychodzi. Mamy swój dział marketingu, ale na 80 ofert które wysłaliśmy jesienią, na poważnie rozmawiała z nami tylko jedna firma, którą zainteresowaliśmy naszym kolarskim projektem. Rozmowy prowadzimy dalej. Takie ma w tej chwili przełożenie kolarstwo na marketing w dużych firmach. Ale mamy też kilka mniejszych sukcesów, chociażby zmieniamy flotę samochodową. Udało się nam dopiąć umowę z Peugeotem gdzie nasza grupa przesiądzie się na cztery nowe peugeoty 508 Combi. No i chyba najważniejsze dla zawodników, zmieniamy rowery, przesiądziemy się na nową markę bardzo dobrą i znaną. Nowy sponsor zapewni nam 30 rowerów przez trzy lata.

Poza tym, jakieś zmiany w teamie?

Tak, będziemy mieli trzech masażystów, a więc jednego więcej, dietetyka i trenera pomiaru mocy. I co najważniejsze nowy system przygotowań wprowadzony przez Grzegorza Gronkiewicza.Wierzę, że okaże się on hitem tego sezonu.

W grupie ściga się twój syn, Adrian. Jak ocenisz jego postępy? 

Adrian późno się zaczął ścigać, robi duże postępy i jest bardzo ambitny i pracowity. Ja w jego wieku taki nie byłem. Czuję, że przełamie się już w tym roku i jako orlik nie będzie “pękał” przed starszymi kolegami.

Drugi z twoich synów Norbert w tym roku będzie juniorem. W poprzednim sezonie tworzyli świetny duet z Alanem Banaszkiem (syn brata Dariusza Banaszka)…

Norbert i Alan super się uzupełniają. Jeden za drugiego potrafi się poświęcić maksymalnie. Zdobyli worek medali w tym roku mimo, że staramy się ich cały czas hamować, powtarzając że kolarstwo zaczyna się w seniorach. Ogólnie to mamy taki dom kolarskich wariatów i dzięki Ci żona, że to potrafisz akceptować.

Na polskim rynku kolarskim sporo przetasowań, nie ma BGŻ-tu, jest ActiveJet, jak oceniasz te zmiany?

Nie chciałbym przesadzić, ale dla mnie to właśnie Bank BGŻ był przez ostatnie lata ambasadorem polskiego kolarstwa. Bardzo wielka strata, którą ciężko będzie czymkolwiek zastąpić, nawet tą nową grupą. Bo przecież Bank wspierał nie tylko grupę zawodową, ale setki innych mniejszych grup amatorskich, ProLigę, a przez to organizatorów imprez na najwyższym poziomie. Niektórzy dzwonią do mnie z obawami o zapięcie swoich budżetów. No i telewizja, którą w pakiecie Bank nam oferował. Szkoda. A co do nowej drużyny to dobrze że powstała, szumne zapowiedzi tego co zrobią niech przełożą się w konkrety, a skorzystamy na tym wszyscy. Ja im też kibicuję, bo wiem jak kolarstwo się ciężko robi i jak dużo ludzi tej pracy nie docenia.

PZKol milczy, UCI milczy. Czy Ty masz jakieś informacje odnośnie sprawy Marcina Sapy? Winny, niewinny?

W sprawie Sapy stracił tylko Marcin. Przez brak decyzji UCI i polskiej komisji antydopingowej nie wystartował w mistrzostwach Polski, gdzie miał pewne miejsce w złotej drużynie. Później nie pojechał w Mistrzostwach Świata we Florencji, gdzie jestem pewien że wraz z nim bylibyśmy w dwudziestce. Sapa to motor każdej drużyny, to wiedzą wszyscy. Na wyścigu Dookoła Mazowsza był kontrolowany cztery razy, a po ostatnim etapie wykryto w jego organiźmie śladowe ilości leku na jaskrę oczną. Do dziś czekamy na jakiekolwiek orzeczenie z UCI i nic. Piszemy pisma, wyjaśniamy. Bez skutku… Marcin przez wiele lat nieskazitelnej kariery na to nie zasłużył. Cieszę się też, że nie zawiesiłem Marcina jak to zrobiono z Markiem Rutkiewiczem przed Tour de Pologne. Umówiliśmy się też, że wrócimy do rozmów z Marcinem o przyszłości, po wyjaśnieniu tej nieszczęsnej sytuacji .

Jak wspomnieliśmy o PZKol-u, jak oceniasz strategię rozwoju kolarstwa, projekt narodowy ogłoszony kilka tygodni temu?

Ta strategia rozwoju to dla mnie dziecinada.Wymyślił ją człowiek, który od niedawna działa w kolarstwie i Ci co nic nie robią a tylko mówią, temu projektowi przyklasnęli. Jak można nazwać Projektem Narodowym coś za dwa miliony złotych w 40-to milionowym, bardzo rozwijającym się kraju. Rozumiem że od czegoś trzeba zacząć, ale sądziłem że ten Zarząd będzie działał bardziej skutecznie, z większą ambicją i na szerszym polu. Na zachodzie grupy kontynentalne czyli trzeciej dywizji jak nie mają budżetu pięciu milionów, to nie działają. A tu projekt jeszcze nazwanym Narodowym. Nie wierzę aby to się u nas przyjęło. Nie wierzę również, że według pomysłodawców instruktor kolarstwa chciałby i zaangażowałby się być trenerem za 800 zł.To już nie te czasy. Może na Białorusi tak.

Od ponad roku jesteś we władzach związku. Jak oceniasz pracę swoją i związku przez ten czas?

Nie chciałbym oceniać czegoś po roku działania tego Zarządu. Przygotuję się na ocenę prac całego zarządu za trzy lata. Jestem jedynym członkiem niekoalicyjnym. Czuję, że przeszkadzam. A chciałem coś robić, zmieniać, działać.Prezes Skarul przypomina mi prezesa Kaczyńskiego w jego jednoosobowej decyzyjności zarządzania i wprowadzania swoich wizji w pogląd pozostałych członków zarządu. Wierzę, że mamy jeszcze dużo pracy i będzie czas na wykazanie się w pracy na rzecz rozwoju polskiego kolarstwa.

Dziękuję za rozmowę, powodzenia.

Rozmawiał Marek Bala