Sylwester SzmydNoga nie zawsze była extra, a i czasem wydawało mi się, że jestem niepotrzebny Alejandro, w sensie jak rozgrywaliśmy etapy, przez to mogłem się bardziej skoncentrować na próbowaniu odjazdów skoro nie było mnie stać na walkę w końcówkach.

Pierwszy Wielki Tour na którym było mało długich podjazdów, poza etapem do Francji. Również końcówki w większości krótkie, często sztywne podjazdy, wjeżdżane od dołu bardzo szybko, dynamicznie. Tym samym wyścig był szybki i nerwowy, ale przez to myślę ciekawy dla kibiców.

Kolejny Wielki Tour przejechałem szczęśliwie, chociaż… wracając z jednego z etapów samochodem, po stronie gdzie siedziałem, dosyć mocno uderzył w nas na skrzyżowaniu inny samochód i gdyby ekipa nie jeździła Volvo nie wiem jak by to się skończyło…a tak przesiedliśmy się do drugiego auta i w dalszą drogę.

Mam dwa tygodnie odpoczynku i regeneracji do Florencji. Cieszę się z powołania i faktu, że będą to MS w Italii.

Źródło: www.sylwesterszmyd.pl