Łukasz BodnarBrązowy medalista szosowych MP 2013 i zwycięzca Małopolskiego Wyścigu Górskiego, Łukasz Bodnar (Bank BGŻ Team) podsumowuje swoje sukcesy, powrót do ścigania po kontuzji i przygotowania do Tour de Pologne, do którego zakwalifikował się z pierwszego miejsca i wystartuje w kadrze narodowej.

– Za tobą świetny okres – zwycięstwo w Małopolskim Wyścigu Górskim i medal na Mistrzostwach Polski ze startu wspólnego. Dałeś z siebie wszystko?

– Tak to prawda. Cieszę się bardzo, że forma przyszła w odpowiednim momencie. Zwycięstwo w bardzo ciężkim Małopolskim Wyścigu Górskim bardzo cieszy i napawało wielkim optymizmem przed MP, choć czasówka, w której mam już komplet medali nie wyszła mi. Wręcz zaliczyłem tam wielką porażkę, którą sobie nie bardzo mogę wytłumaczyć. Po prostu miałem kiepski dzień i kompletnie mi nie szło. Nie załamałem jednak rąk, gdyż dużo czasu spędziłem na zgrupowaniu w górach i wiedziałem, że forma nie mogła tak odejść. Czułem, że jest dobrze. Postawiłem wszystko na jedną kartę i powiedziałem sobie, że muszę wyjechać z Sobótki z medalem MP. Tym bardziej, że impreza odbywała się na moim terenie. Nie mogłem zawieźć swoich kibiców, którzy mnie bardzo wspierali i świetnie kibicowali mi na trasie. Dałem z siebie wszystko podczas niedzielnego wyścigu, znałem każdy podjazd, na co dzień tam trenuję i wiedziałem jak mam rozplanować siły, jak pojechać tak ciężki i ważny wyścig. No i się udało! Jest brąz, z czego się bardzo cieszę.

– Co ciekawe medal MP to twój pierwszy w karierze ze startu wspólnego. Jakie to uczucie, zdobyć coś, o czym ciągle się marzy?

– To jest dla mnie największy sukces, choć mam w swoim dorobku złote medale i wiele wygranych wyścigów etapowych. Ale to medal ze startu wspólnego był zawsze ciężkim krążkiem do osiągnięcia. Nie jestem sprinterem, a i po górach ciężko mi się jeździło. Od pięciu lat sukcesywnie w planach treningowych mam ciężkie treningi po górach, które teraz dopiero procentują. Trasa MP była bardzo ciężka, do tego wsparcie drużyny i w końcu wywalczyłem swój pierwszy krążek, co prawda brązowy, ale najważniejszy w karierze. Dla takich chwil warto ciężko pracować – jestem bardzo zadowolony.

– Wracając do samego wyścigu o mistrzostwo Polski – kiedy zbliżaliście się we trzech już do mety, co wtedy myślałeś? Kiedy poczułeś, że jeden z medali jest już twój?

– Po połowie dystansu czułem, że stać mnie na wysoką lokatę. Zaatakowałem cztery rundy przed końcem. Było jeszcze daleko do mety, ale wiedziałem, że ta trasa nie nadaje się do ciągnięcia i gonienia ucieczki, gdyż jest ciężka i selektywna. I tak się też stało. Doskoczyło do nas sześciu kolarzy i wiedziałem, że trzeba zaatakować w najcięższym momencie, by do mety nie dojechał komplet odjazdu. Tak też zrobiłem i zostało nas trzech mocnych ludzi, w tym Michał Kwiatkowski. Wszyscy byliśmy zmęczeni, a w dodatku ja uciekałem już dwa okrążenia wcześniej. Już wtedy wiedziałem, że będę walczył o złoto. Na finiszu przegrałem z najlepszym polskim kolarzem i ze świetnym góralem Adrianem Honkiszem. Walczyłem do końca i jestem zadowolony z brązu.

– Pokazałeś się z dobrej strony: odważna jazda, świetne przygotowanie i walka do samego końca. Taki medal na pewno smakuje wyjątkowo?

– Bardzo wyjątkowo. Medal ze wspólnego tuszuje wszystkie niepowodzenia w tym sezonie i ciągnie dalej, buduje tę złość sportową, ale i uczy. Warto ciężko pracować i mimo niepowodzeń nie wolno poddawać się, trzeba tylko w pokorze czekać na swoją kolej. Kiedyś musi to wypalić. Ten medal to efekt świetnej postawy całej drużyny Bank BGŻ Team, która już wielokrotnie w tym sezonie pokazała, że jest jednością. Mimo, że zdobyłem go ja, to jest to krążek całej ekipy i naszego dyrektora sportowego. Na to pracowaliśmy cały sezon. Tego oczekuje od nas szef i sponsorzy. Dlatego też w imieniu całej grupy Bank BGŻ Team i kierownictwa chciałbym ten medal zadedykować pani Małgosi Zdzienickiej-Grabarz, za to, że w nas wierzy i zawsze możemy na nią liczyć. Pani Małgosiu, dziękujemy za wsparcie!

– Chwilę po MP wystartowałeś w Wyścigu Solidarności i Olimpijczyków, ale kontuzja pokrzyżowała ci plany. Chciałeś tam walczyć o punkty do BGŻ ProLigi, w której zajmujesz 2. miejsce. Czy wszystko już w porządku?

– Nasz szef zawsze powtarza: „jak idzie, to trzeba iść za ciosem”. Tak też chcieliśmy zrobić. Jednak na pierwszym etapie „Solidarki”, na 10 km przed metą, na zjeździe przy prędkości ok. 70 km na godzinę złapałem gumę w przednim kole i zaliczyłem groźną wywrotkę. Na moje szczęście nic strasznego  się nie stało. Skończyło się na mocnym poobijaniu i naciągnięciu pachwiny oraz ścięgien w prawej nodze, a także na pęknięciu dwóch żeber. Mocno mi to dokuczało na drugim etapie i musiałem niestety zakończyć jazdę. Szkoda, bo forma była niezła i można było walczyć o punkty w BGŻ ProLide, na której nam bardzo zależy. Będziemy jednak dalej walczyć. Jest jeszcze sporo wyścigów do końca, a ja już trenuję po rehabilitacji i dochodzę do siebie.

– Zakwalifikowałeś się także do kadry na 70. Tour de Pologne i to z pierwszego miejsca. Jakie to uczucie? 

– Zakwalifikować się do TdP i to z pierwszego miejsca w klasyfikacji to rzadkość w moim wykonaniu i tym bardziej cieszy. Teraz tylko dobrze trzeba rozplanować przygotowania, by można było godnie zaprezentować się na tak ciężkim wyścigu.

– Teraz przed wami start w Czechach. Czy to dobry wyścig na przygotowanie do Tour de Pologne?

– Tak, już w środę jedziemy do Czech. Jest to bardzo dobry wyścig i na pewno treningowo świetne przetarcie przed TdP. Będzie to dla mnie jeden z etapów przygotowań, a później już tylko ciężkie treningi w górach.

– Na koniec. Jak odnosisz się do 6-osobowych składów na TdP?

– Myślę, że na taki ciężki wyścig, to nie jest to dobra opcja dla zespołów. Dla kibiców na pewno będzie ciekawszy wyścig i być może więcej ucieczek dojedzie do mety, co pokazał Wyścig Solidarności. Nie było chętnych, żeby gonić uciekinierów, wszyscy przeliczali. Na Tour de Pologne też może być ciekawie, ale dla nas lekko nie będzie.

 

Źródło: Bank BGŻ Team