Romandia nawet jeśli jest jednym z moich ulubionych wyścigów to jeżdżę go w kratkę. Nie ukrywam, że często wpływa na to ułożenie trasy albo pogoda.
Na trzecim etapie mały upadek w końcówce był do uniknięcia, ale jak idzie ciężko to wiadomo, że i koncentracje się traci szybciej.
Sobotni etap pominę, nie poszło jak powinno z wielu powodów, ale odpuszczę sobie gdybanie. Wszyscy mieliśmy takie same warunki i to może jest najsprawiedliwsze w kolarstwie.
W sobotę startuję w małym wyścigu Vuelta Madrid z metą pod górę. Od poniedziałku będę już na wysokości w Sierra Nevada aż do Dauphine Libere.
Źródło: www.sylwesterszmyd.pl









„Sobotni etap pominę” uwielbiam ten pełen szacunku do kibica dystans do własnej osoby Pana Szmyda. Pewnie mi to znowu skasujecie, ale powtórzę: te wpisy na blogu są tragiczne. Co szkodzi napisać co poszło nie tak? Przecież tego oczekuje się od kogoś, kto jest w samym środku zawodowego peletonu. Wyłożenia kawy na ławę. Może ktoś by to jednak Panu Szmydowi podpowiedział, bo wygląda na to, że chłop może i kręci (jak pisze: ciężko), ale kompletnie nie wie po co się siada do klawiatury komputera.