Czasówka poszła nie najgorzej, była to moja pierwsza taka próba w tym roku i pierwszy raz w życiu na takim dystansie. Miałem tylko 2 dni żeby wypróbować rower, a mój trening pod czasówkę to jazda za ścigaczem do Torunia i z powrotem na 4dni przed startem. Oczywiście od zwycięzcy dzieli mnie ,ale na pewno w przyszłym roku jeszcze się poprawię.
Gorzej poszło ze wspólnego, do 150km czułem się nieźle ale już na ostatniej „górskiej” rundzie traciłem na mocy. Jak BGŻ-ty goniły odjazd to ja męczyłem się na kicie, ponoć Michał nawet podjechał do mnie w tym momencie i kazał mi przeskakiwać do czołówki, która była minutę przed nami, ale ja już nie kontaktowałem. Do mety się ledwo doczłapałem, wykończyły mnie kilometry, pogoda, hopki, szarpane tempo…., chyba to nie był mój dzień. Szkoda, że zawiodłem cały mój sztab szkoleniowy, który ze mną przyjechał na te mistrzostwa, za rok z Michałem w składzie będzie lepiej. Teraz zrobię sobie krótkie wakacje aby w pełnej świeżości rozpocząć drugą część sezonu.
Źródło: www.tomaszolejnik.blogspot.com






