Podczas trzeciego etapu Tour de Slovaquie, najwyżej sklasyfikowanym kolarzem Bank BGŻ Team był dwunasty Paweł Cieślik. O to, co działo się na tym odcinku w szeregach zawodników jeżdżących w żółtych barwach.

Czwartkowy etap był dla zawodników grupy Zbigniewa Szczepkowskiego kolejnym niezłym występem, bo kolarze w żółtych trykotach był i bardzo widoczni, ale niestety też pechowi. Ale taki jest sport – nieprzewidywalny. Jednak w końcu karta się musi odwrócić…

W ucieczkach tego dnia uczestniczył Paweł Cieślik, Adam Stachowiak i Błażej Janiaczyk, który był najbliżej szczęścia. – Około 13 kilometrów do mety uciekło nas 8 kolarzy – powiedział Błażej. W ucieczce byli przedstawiciele wszystkich ważniejszych grup a nas było dwóch. Świetne zmiany dawał Adam Stachowiak, który robił to pode mnie za co mu bardzo dziękuję, bo wykonał świetna robotę. Peleton jednak zebrał się i ruszył za nami mocno, kiedy nasza przewaga poważnie rosła. Kiedy nas dochodzili powiedziałem sobie – teraz, albo nigdy – i spróbowałem samotnego ataku. Udało się i odjechałem, wszystko wyglądało bardzo dobrze i myślałem, że dojadę do mety. Czułem, że jestem bardzo mocny, bo góry przejechałem bez problemów i wiedziałem doskonale, że peleton stracił bardzo dużo sił podczas pogoni za nami. Jednak nie udało się tym razem z czego nie jestem zadowolony. Doścignięto mnie na kilometr do mety. Uważam, że gdyby grupa zdecydowała się na pościg za mną jakieś 15 sekund później to wszystko by mogło się jeszcze wydarzyć. Wjechał bym wtedy do miasta i nie było by już tak łatwo… – relacjonuje kolarz z Torunia.

Wcześniej, praktycznie na samym początku uciekał Paweł Cieślik, który w klasyfikacji generalnej przesuwa się sukcesywnie do przodu. – Paweł miał pecha, bo uciekł na początku w płaskim terenie, a wiadomo, że w takich sytuacjach na początku zabrać się może każdy – opowiada dalej Janiaczyk. – Tak też było tym razem i Paweł nie miał dobrych towarzyszy do współpracy, nie dawali zmian, generalnie nie funkcjonowało to tak jak trzeba. A szkoda, bo wydawało nam się, że ta ucieczka ma szansę powodzenia – zakończył Błażej.

Słowa te potwierdza sam Paweł Cieślik. – Uciekliśmy praktycznie na zerowym kilometrze, było nas około piętnastu zawodników. Takim składem jechaliśmy aż do 1. górskiej premii, wtedy się porwało i zostało na siedmiu. Tak uciekaliśmy do ostatniej premii górskiej, po której doścignięto nas na zjeździe. Ja czułem nogę i nastawiałem się na walkę o zwycięstwo etapowe. Wydawało się, że dojedziemy, bo nasz skład osobowy mógł pasować liderom, ponieważ zdaje się, że nie było wśród nas nikogo zagrażającego im – powiedział Cieślik.

Po wchłonięciu uciekiniera z BGŻ Team wiadomo było, że dojdzie do finiszu z grupy. Ekipa BGŻ Team ma w swoich szeregach Tomasza Smolenia, który tego dnia czuł, że może odegrać ważną rolę w końcówce etapu. Jednak pech nie ominął także zwycięzcy Memoriału Andrzeja Trochanowskiego, który wywrócił się kilkaset metrów przed metą (na mecie zaliczono mu czas grupy, w której był przed finiszem). – Najechałem na piasek na jednym z końcowych zakrętów – powiedział Tomek Smoleń po mecie. – Szkoda, bo noga była dobra na finisz, a teraz pozostaje tylko gdybanie. Wprawdzie pościerałem się na każdej stronie, łącznie z plecami, ale najważniejsze, że nic nie złamałem. Czasem trzeba sobie przypomnieć jak się upada – zażartował na koniec Tomek.

– Pod koniec etapu, kiedy doścignięto Błażeja, wraz z Mariuszem Witeckim i Łukaszem Bodnarem rozprowadzaliśmy Tomka Smolenia – dodaje Cieślik. – Powiedział, że dziś ma dzień na dobry finisz. Przebijaliśmy się do przodu i mieliśmy całkiem dobra pozycję, kiedy Tomek się przewrócił. Najechał na piasek na zakręcie. W naszych szeregach nastąpiła lekka konsternacja, bo to przecież Tomek miał finiszować. Nie udało mi się zebrać już na lepszy finisz i byłem dwunasty – zakończył Paweł Cieślik.

Najwyżej z kolarzy Bank BGŻ Team na etapie był Paweł Cieślik, który zajął 12. miejsce i klasyfikacji generalnej jest 14. Miejsce wyżej plasuje się bohater poprzedniego etapu z szeregów Bank BGŻ Team – Łukasz Bodnar. W top 30 plasuje się jeszcze Mariusz Witecki, który zajmuje 24. lokatę.
Pierwsza trójka w “generalce” pozostała bez zmian, identyczna jak po 2. etapie. Prowadzi wciąż Włoch Enrico Rossi.

W drużynowej klasyfikacji generalnej warszawska ekipa Zbigniewa Szczepkowskiego jest 4., ale do trzeciej Whirlpool-Author traci tylko 22 sekundy. Przypomnijmy słowa Łukasz Bodnara z poprzedniego etapu, który powiedział, że w tej klasyfikacji grupę interesuje pierwsza trójka, która jest wciąż na przysłowiowe wyciągnięcie ręki.

W piątek 4., przedostatni etap wyścigu z miejscowości Dudince do pięknej Bratysławy. Będzie to najdłuższy odcinek tegorocznej edycji Tour of Slovakie, bo liczący aż prawie 232 km, ale całkowicie płaski. Liczymy na kolejne odważne ucieczki naszych zawodników!

Źródło: Bank BGŻ Team