Myślę, że decydującym czynnikiem była przewaga liczebna innych ekip – powiedział dyrektor sportowy Bank BGŻ Team Zbigniew Szczepkowski – Ja miałem do dyspozycji 9 zawodników, a w pozostałych polskich drużynach było ich kilkunastu. Można to porównać do sytuacji na boisku, kiedy 8 czy 9 piłkarzy gra przeciwko pełnej 11. Jestem trochę zły, bo gdyby Janiaczykowi udało się wygrać ostatni etap, byłby na podium klasyfikacji generalnej. Taki jest jednak sport i stało się, jak się stało. Cieszę się z postawy moich zawodników w porannej czasówce na przełęcz Okraj. Paweł pojechał znakomicie, a duże wrażenie zrobiła na mnie forma Adama Stachowiaka, który jadąc na zwykłym rowerze szosowym zajął 6. miejsce. Myślę, że będzie mocnym punktem drużyny podczas wyścigu Dookoła Słowacji. Pawłowi Cieślikowi brakuje jeszcze trochę doświadczenia, by bronić pozycji lidera, ale widzę, że cały czas się uczy i niedługo będzie sobie dawał z tym radę.

Piątkowy etap był długi i nerwowy, peleton szalał, a nas było trochę za mało, żeby wszystko kontrolować – stwierdził na mecie w Karpaczu Paweł Cieślik – Dlatego czułem lekkie zmęczenie przed czasówką, ale rozgrzałem się, dostałem „kozę” i pojechałem najmocniej jak umiem. Nie przypuszczałem, że jestem w stanie pokonać Marka Rutkiewicza, ale udało się i jestem z tego bardzo zadowolony.
Do ostatniego etapu ruszyłem w koszulce lidera i w pierwszej części czułem, że dodaje mi ona skrzydeł. Później zrobiła się niekorzystna sytuacja. Kilku naszych chłopaków złapało gumy, a peleton się porwał i nie mieli jak dojść, żeby mi pomagać. W grupce, w której jechałem z Łukaszem Bodnarem i Adamem Stachowiakiem było wielu kolarzy CCC Polsat, którzy byli groźni w klasyfikacji generalnej. Kiedy startujemy w równych składach, sytuacja jest zwykle wyrównana, teraz jednak inne drużyny miały więcej zawodników i dlatego etap tak się potoczył. Co chwilę atakował ktoś z „pomarańczowych”, a my nie mogliśmy odpowiadać na każdy atak. Ja pilnowałem Marka Rutkiewicza, ale trzeba było uważać także na innych i na dwie rundy przed końcem Marek mi odjechał, wykorzystując przewagę liczebną swojej ekipy. Tym razem znów on był górą, ale do trzech razy sztuka!

Źródło: Team BGŻ