Come back… przynajmniej dziś, bo spokojnie wjechałem ostatni podjazd w pierwszej nielicznej grupce, a nie jak do wczoraj w ostatniej. Również powrót zwycięstwa do ekipy. Zwycięstwo na tym Giro długo wyczekiwane, na dodatek Cape który też nie jedzie jakby tego oczekiwał.

Miły wieczór ale myślimy już o kolejnych dwóch etapach. Mam nadzieję, że i ze mną będzie już lepiej. Wczoraj padła nawet decyzja o wycofaniu mnie z wyścigu, ale nie była jednoznaczna, tak więc samemu wolałem się nie wychylać. Wczoraj też zszedłem z wagą do prawie 58kg a to już dużo za mało… Przy kolacji rozmawialiśmy z Enzo o taktyce na kolejne dwa etapy a to znaczy, że wierzy w poprawę mojego stanu zdrowia.

Dzisiejszy etap był zapewne jednym z szybszych, odjazd poszedł po 90km i w tym momencie średnia była trochę poniżej 53km/h, później w dwie godziny mieliśmy już przejechane102km.

Źródło: www.sylwesterszmyd.pl