Dziś dla mnie najcięższy etap z dotychczasowych. Noga w ogóle nie kręciła. Pewnie trochę zmęczenia, gorąco, bardzo pokręcona trasa i alergia również się do tego przyczyniły.

Dwa dni temu przejeżdżaliśmy znów Lungomare gdzie mieszkałem przez 13lat. Dziś śmiałem się do Pety, że po raz kolejny miałem tam więcej napisów i transparentów od niego. Odpowiedział, że za dużo razy już wygrał i ludzie są nim zmęczeni… a na mnie wciąż czekają.

Widziałem też przy drodze mieszkającego tam Bocceliego który zresztą jest przyjacielem Petacchiego.

Jutro pierwsza meta pod górę ale jak uważni kibice pamiętają jest to szybki wjazd gdzie na mecie pojawia się zawsze około 20 zawodników. Słyszę, że wulkan znów stał się aktywny i lotnisko w Catani zostało zamknięte… tak wiec niedzielny etap staje pod znakiem zapytania.

Źródło: www.sylwesterszmyd.pl