W czym tkwi istota kolarstwa szosowego? W czym tkwi istota rywalizacji sportowej? Czy rywalizować pośrednio czy bezpośrednio? Czyli jak amatorzy dokonują gwałtu na tradycji kolarstwa szosowego.

Rywalizację kolarzy można podzielić na dwie grupy. Pierwszą z nich jest rywalizacja pośrednia, czyli taką w której zawodnicy nie jadą bark w bark ze swoim przeciwnikiem a ostateczny wynik rywalizacji poznajemy po przejechaniu linii mety przez ostatniego zawodnika ze stawki startujących, a chodzi tu o jazdę indywidualną, parami lub drużynową na czas. Drugą grupą są wyścigi bezpośrednie – ze startu wspólnego – etapowe, klasyki, kryteria. Czym zaś są tak popularne w naszym kraju – maratony kolarskie? Czy można porównać je do przysłowiowej świnki morskiej? Bo ona ani świnka, ani morska! Maratony szosowe (poza incydentalnymi przypadkami), ani nie są  wyścigami ze startu wspólnego, czyli nie podchodzą pod rywalizację bezpośrednią, ani nie są jazdą drużynową, parami czy indywidualną na czas. Także czym one są tak właściwie?!

KWINTESENCJA

Kwintesencją kolarstwa od zawsze była jazda w peletonie, z którego raz po raz formują się ucieczki, a potem peleton goni za taką ucieczką. Kolarskie szachy, sprinty z grupy, pilnowanie wszystkich rywali, zmaganie „pociągów” poszczególnych team`ów – na to wszystko czekają kibice oglądający relację z wyścigów. A co mamy na podwórku imprez amatorskich? Grupy startowe, gdzie ma się do dyspozycji 10-15 kolarzy nierzadko z „łapanki” i tak właściwie wiele zależy od tego do jakiej grupy startowej się załapiemy. Pół biedy jeśli mamy do dyspozycji mocną grupę startową, wtedy jest szansa na dobry wynik. Ale czy to jest równe traktowanie zawodników? Czy taka forma rywalizacji pokrywa się z tym czym jest prawdziwe kolarstwo? Czy to tylko drogi substytut kolarstwa? Porównując do tematyki cukierniczej – produkt kolarsko podobny!

BEZPIECZEŃSTWO

Jak się ma sprawa bezpieczeństwa na trasie? Niejednokrotnie byłem świadkiem dantejskich scen na trasie maratonu, kiedy to rozpędzona grupa kolarzy wpadała na skrzyżowanie i w ferworze walki zapominała o reszcie świata – czytaj innych użytkownikach dróg. Mrożące krew w żyłach obrazki, które budzą tylko niepotrzebne emocje zarówno pośród kierowców jak i postronnych obserwatorów. To na pewno nie przyczynia się pozytywnie do budowania pozytywnego wizerunku kolarstwa, raczej przyczepia łatkę nieodpowiedzialności, szaleństwa, itp. Nie bez znaczenia jest aspekt prawny – jazda rojem, w grupie liczącej ponad 15 kolarzy, wymuszanie pierwszeństwa, stwarzanie niebezpieczeństwa w ruchu drogowym i wiele innych wykroczeń mają na sumieniu uczestnicy tych imprez. Ciekawe czy ktoś kiedyś pokusi się dla przykładu zliczyć ilość wykroczeń, zsumować punkty karne i kwoty potencjalnych mandatów dla kolarzy uczestniczących w takim wyścigu? Pewnie nie, bo wyniki takich obserwacji byłyby zatrważające i miażdżące dla organizatorów maratonów szosowych, którzy to w majestacie prawa stwarzają okazję do gwałcenia nie dość, że tradycji kolarskiej to i przepisów. Policja już zapowiedziała baczne przyglądanie się maratonom kolarskim i w razie zaistnienia przesłanek nie zawaha się zablokować organizację tego typu imprez! Czy właśnie o to chodzi? Czy niemożliwe jest zorganizowanie zawodów w ruchu ograniczonym? Możliwe jest tylko wymaga dużo więcej starań. Spełnienie wszelkiego typu wymogów formalnych to nie lada wyczyn, ale jest to do wykonania – wiem to z autopsji.

Jazda peletonem daje dużo więcej frajdy, ale co najważniejsze jest bezpieczniejsza, ponieważ w razie wypadku pomoc jest tuż pod ręką – z wozu medycznego zza peletonu. Taka forma pomocy jest niemożliwa w przypadku rozproszonej na ogromnym obszarze dużej ilości grup startowych.

TRASA WYŚCIGU

Jazda na orientację – może tak powinno się nazywać niejedna z imprez z rodzaju maratony szosowe? Niejednokrotnie zasłyszane opinie nt. oznakowania trasy mówią same za siebie, że obowiązkiem kolarza prócz sfery typowo sportowej jest także uważne pilnowanie oznakowania trasy by przypadkiem nie nadłożyć trasy, a co się z tym wiąże pogrzebać szans na satysfakcjonujący wynik. Można się bardziej postarać? Pewnie można, ale trzeba tylko chcieć. W przypadku jazdy peletonem grupa zasadnicza i ewentualne ucieczki są pilotowane – czy to przez policję czy służby porządkowe, co daje komfort rywalizacji.

Zdarza się, że organizatorzy maratonów wytyczają trasy maratonu po drogach na których obowiązuje ustawowy zakaz poruszania się dla rowerów! O zgrozo! Nierzadko spotkać można przypadki, że trasa wyścigu biegnie po niebezpiecznych odcinkach wiejskich lub leśnych dróżek – to są warunki do uprawiania wyścigu czy raczej cykloturystyki?

Głos ludu, czyli co sądzą ci, którzy aktywnie uczestniczą w życiu kolarskim.

MałgorzataGretenPawlaczek (współorganizatorka Trzebnickiego Maratonu Szosowego oraz moderator supermaraton.org) jest zdania, że organizatorzy maratonów dlatego decydują się na start w grupach, ponieważ jest to bezpieczniejsze, niż peleton składający się z kilkuset niekoniecznie objeżdżonych kolarzy. Poza tym maratony szosowe odbywają się w ruchu otwartym, więc wypuszczanie na trasę w grupach do 15 osób jest zwyczajnie zgodne z przepisami kodeksu drogowego.

Patyński Dawid (były kolarz Romet Weltour Dębica) uważa, że jazda w peletonie daje dużo więcej frajdy: „Jest fajnie, bo można porozmawiać jeśli się jedzie w spokojnym tempie, a poza tym w peletonie kolarzom jest lżej. Nie startowałem nigdy w żadnym z maratonów, ale nie wyobrażam sobie wyścigu kolarskiego w formie grup startowych, jeśli wyścig to tylko peleton” – podkreśla.

Michał Malejka (kolarz klubu Sokół Kęty) zapytany o to co mu się podoba w jeździe w peletonie odpowiada: „Moim zdaniem w peletonie zdecydowanie łatwiej o wyższe tempo wyścigu, ale pomimo to w peletonie można także odpocząć”. Po chwili jednak dodaje: „Jazda w peletonie ma swoje minusy, do których zaliczyłbym fakt, że przy dużych prędkościach w takiej grupie łatwiej o kraksę, często też zdarzają się przepychanki co utrudnia rywalizację, a chcąc coś osiągnąć w wyścigu trzeba jeździć agresywnie w czubie peletonu, co jest naprawdę trudne”.

Maciej Norek (kolarz amator i moderator forumszosowe.org) jest zdania, że lepszą formą jest start wspólny i jazda peletonem jednak dostrzega zagrożenia takiego rozwiązania: „W dużej grupie amatorów, którzy nie potrafią jeździć w takim peletonie, ryzyko ewentualnych wypadków jest stosunkowo spore – tłumaczy i dodaje – Jednak za organizacją w formie startu wspólnego i peletonu przemawiają argumenty bardziej wyrównanej rywalizacji oraz większej atrakcyjności dla kibiców i kolarzy”. Na pytanie o maratony szosowe Maciej Norek wymienia kilka wad takiej formy organizacyjnej: „Jako minus na pewno uznałbym otwarty ruch uliczny, który wypacza wyniki, ponadto jeśli ktoś trafi na mocną grupę startową to może wieźć się na kole, jeśli ktoś mocny trafi na słabszą grupę cały dystans jedzie sam, dodatkowo maraton rozciągnięty jest w czasie”.

Zgodnie z powiedzeniem „jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma” należałoby się cieszyć z tego, że w ogóle jeszcze jakoś funkcjonuje kolarstwo amatorskie w Polsce. Jednak osobiście odczuwam niesmak związany z pójściem na łatwiznę i zadawalaniem się półśrodkami. Za taką cenę można wymagać czegoś więcej, nie licząc już tego, że niektóre maratony są imprezami kilkudniowymi – co dodatkowo generuje koszty, co wielu osobom utrudnia bądź uniemożliwia pełne uczestnictwo w życiu całego cyklu. Może za kilka lat doczekamy się cyklu imprez amatorskich z prawdziwego zdarzenia. Może coś na wzór Tour de Pologne dla amatorów albo czeskich i słowackich wyścigów amatorskich?

Robert Słupik