Sześć dni w Polsce po Malezji i od razu wyjazd do Polkowic na zdjęcia, przymiarki nowych ciuchów itp. Potem 10 lutego wylot do Lloret de Mar gdzie zdążyliśmy jeszcze zrobić trzy treningi przed Volta ao Algarve. Treningi po 3, 4 i 5 godzin. Niestety na tym ostatnim treningu na zjeździe mnie ostro przewiało i od tamtego czasu zaczęły się moje problemy zdrowotne, które jak się później okazało przemieniło się w coś gorszego niż zwykłe przeziębienie.

Pierwszy etap Algarve to ZERO płaskiego. To znaczy 155 kilometrów w dół i w górę do tego zapchany nos, zawalone gardło i ból głowy, ale jakoś ukończyłem, chociaż naprawdę było mi ciężko. Oprócz faktu, że mogłem się ścigać z gwiazdami światowego kolarstwa to chciałbym jak najszybciej zapomnieć o tym etapie.

Drugi etap. Rano czułem się o’k, ale na wyścigu było już inaczej. Etap też bardzo ciężki. Myślałem, że przeziębienie już minęło, ale pod wieczór miałem już zapchane zatoki i doszła jeszcze temperatura 38,5 stopnia, więc po konsultacji z dyrektorem sportowym nie przystąpiłem do trzeciego etapu. Szkoda, bo chciałem ukończyć ten wyścig, ale w takich sytuacjach zdrowie jest ważniejsze.

Teraz czeka mnie kilka dni na antybiotykach, które powinny mnie szybko postawić na nogi.28 lutego startuje w Clasica Almeria (Hiszpania). Wiem, że będzie ciężko dojść do jakiejkolwiek formy, ale na pewno nie zapomnę o rowerze:)

Źródło: www.blazejjaniaczyk.blogspot.com