Maćku, w poprzednią niedzielę (19.09) ukończyłeś swój pierwszy wielki Tour w karierze, Vuelta a Espana. Mało tego, triumfatorem wyścigu okazał się twój klubowy kolega z ekipy Liquigas-Doimo, Vincenzo Nibali. Z kolei Ty ukończyłeś wyścig na 77. miejscu. Jak oceniasz swój występ? Był to Twoim zdaniem udany debiut ?

Jestem bardzo zadowolony ze swojego debiutu oraz z tego, że mogłem się przyczynić do zwycięstwa Vincenzo. Moje miejsce w generalce na tym wyścigu nie miało znaczenia. Ja skupiałem się na pracy w danym momencie, którą przed każdym etapem omawialiśmy. Od początku wyścigu skupialiśmy się na jego wygraniu i na tym by wspomóc jak najbardziej Vincenzo. Myślę, że był to bardzo udany debiut i zdobyte bardzo duże doświadczenie.

Często oglądaliśmy Cię podczas ostatnich kilometrów płaskich etapów, pracującego na rzecz Daniele Benattiego. Czy odnajdujesz się w roli „nadawacza” tempa po płaskim, czy wolisz raczej robić to pod górę?

Na etapach płaskich i tych średnich górach dyrektorzy kazali mi jeździć blisko naszego lidera, by w miarę jeździł z przodu i był osłaniany od wiatru oraz by decydujące podjazdy zaczynał z przodu. Co do moich predyspozycji, czuje się dobrze na płaskim oraz w cięższym terenie.

Tegoroczna odsłona wyścigu dookoła Hiszpanii rozpoczynała się od nocnej drużynowej czasówki. Zajęliście 2. pozycję a Ty przez moment byłeś 13. w klasyfikacji generalnej. Mogliście pokusić się o wygraną? Popełniliście jakieś błędy, czy po prostu tego dnia HTC-Columbia była lepsza. Swoją drogą prologi w tym wyścigu są szczęśliwe dla Polaków. Maciek Bodnar w ubiegłym sezonie był 10.

Na prologu nie popełniliśmy żadnych błędów. Trzy dni przed startem robiliśmy próby jak to ma wyglądać i kto za kim jechać. Jeżeli chodzi o wynik 10 sek. to dużo. Można na pewno było nadrobić, gdyby cała drużyna pracowała, mieliśmy w składzie zawodników, którzy nie mają predyspozycji do jazdy na czas i ciężko było im utrzymać tempo. Mimo to zajęliśmy bardzo dobre drugie miejsce.

Jak oceniasz Bola del Mundo? Z telewizji wyglądało na to, że było gdzie podjeżdżać i niektórych kolarzy “zabolał” ten podjazd…

Końcówka podjazdu jest naprawdę ciężka, na ok. 4 km do mety, szczególnie gdy zaczyna się droga betonowa. Początek podjazdu jest w miarę łagodny przez 10 km. Z pewnością walczącym o generalkę ten podjazd sprawił ból. Pamiętam, że przed startem było dużo rozmów co do przełożenia jakiego ma użyć Nibali.

Zostawmy temat Vuelty i przejdźmy do mistrzostw świata. Nie wiem czy wiesz, ale wśród kibiców uchodzisz za bohatera, rezygnując ze startu w Australii, nie ukrywając przed Piotrem Wadeckim zmęczenia sezonem. W poprzednich latach niektórym brakowało takiej odwagi…Nie żałujesz swojej decyzji ? Po przejechaniu Vuelty wiele mogło zmienić się w twojej dyspozycji…

Jeżeli chodzi o MŚ to nie zrezygnowałem z powodu zmęczenia sezonem, którego tak na poważnie nie miałem za dużo i nie miałem tych wyścigów tak dużo żeby powiedzieć, że jestem zmęczony. Zrezygnowałem, ponieważ bardzo mało ścigałem się z klubem i postanowiłem wspomóc klub na wyścigach, które odbywają się podczas mistrzostw. Myślę, że teraz po Vuelcie powinna przyjść bardzo dobra dyspozycja i będę dobrze mógł sie pokazać na wszystkich najważniejszych klasykach do końca sezonu.

Pod koniec sierpnia startowałeś w Eneco Tour. Była to jedna z niewielu okazji by zobaczyć Ciebie oraz Maćka Bodnara w trochę innych rolach. Atakowaliście, cały czas jechaliście z przodu. Jak oceniasz ten start?

Myśle, że Eneco i klasyki w Belgi są idealne pod moje charakterystyki i na nich powinienem się w przyszłości skupić. Na Eneco ten kto miał ,,nogę” dostawał wolną rękę i można było się wykazać.

Niestety w pierwszej części sezonu zmagałeś się z plagą kontuzji, dwa miesiące byłeś wyłączony ze ścigania. Miałeś chwile zwątpienia ?

Początek sezonu to była dla mnie tragedia. Najpierw na wyścigu w Katarze wywróciłem sie na treningu i uderzyłem się w kolano, gdzie później stwierdzono pęknięcie rzepki, przez którą musiałem na 2 miesiące całkowicie odstawić rower. Zaraz po wyleczeniu kolana wziąłem udział w Tour of Turkey i tam kolejna kraksa zakończona złamanym obojczykiem. Wszystko to kosztowało mnie dużo nerwów i niepotrzebnego stresu.

Jak wiadomo jesteś dosyć uniwersalnym kolarzem. Potrafisz jeździć wyścigi klasyczne, etapowe udowadniając to w orlikach, a także podczas Tour de Pologne i teraz Vuelty. Po pierwszym sezonie w ProTour bliżej Ci już do jakiejś specjalizacji?

Jak wspomniałem wcześniej myślę, że wyścigi klasyczne w Belgi powinny być idealne dla mnie choć tych najważniejszych i najpiękniejszych typu Liegi, Amstel, Paris-Roubaix nie jechałem jeszcze. Wszystkie te wyścigi miałem w swoim planie i były one dla mnie najważniejsze na pierwszą część sezonu.

Będąc orlikiem zdecydowałeś się wyjechać z Polski do włoskiej ekipy U.C. Basso Piave. Zapewne nie żałujesz tej decyzji. Myślisz, że wyjazd na zachód jest jedynym słusznym rozwiązaniem, dla zawodników poważnie myślących o kolarskiej karierze?

Zdecydowałem się wyjechać jeszcze w ostatnim roku młodzieżowca. Musze powiedzieć, że miałem dużo szczęścia, bo zazwyczaj ciężko jest się dostać do klubu w ostatnim roku gdzie każdy chciałby młodszego kolarza. Jeżeli ktoś myśli poważnie o kolarstwie powinien spróbować. To tu są wyścigi gdzie można się pokazać by trafić do dobrej drużyny.

Jakie masz plany startowe na koniec sezonu? Vuelta była ostatnim wyścigiem, czy może któryś z klasyków: Paris-Tours czy Lombardia?

Od Vuelty przejechałem już dwa wyścigi Memorial Pantani oraz Giro di Toscana, obydwa wygraliśmy. Teraz w planach mam Circuito Franco-Belga (w piątek 30.09), Memorial VDB, Giro dell’Emilia, Trofeo Beghelli, Giro del Piemonte oraz Lombardia. Szczególnie jestem zadowolony z Emilli oraz Lombardi są to wyścigi, które chciałem zawsze pojechać.

Na przyszły sezon masz zagwarantowany kontakt z Liquigasem?

Kontrakt z Liquigasem mam jeszcze na przyszły rok i mam nadzieje, że następny sezon będzie szczęśliwszy dla mnie i bede mógł się zaprezentować przez cały sezon.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia.

Dziękuję

Rozmawiał Marek Bala

Foto: Robert Słupik (naszosie.pl)