Wymagająca końcówka 4. etapu Tour de Pologne okazała się szczęśliwa dla 29-letniego Mirco Lorenzetto (Lampre Farnese Vini). Włoch pełniący zwykle rolę gregario miał w środę swój dzień, sięgając w Cieszynie po pierwsze zwycięstwo w sezonie.

Brukowana nawierzchnia i droga prowadząca pod górę, tak wyglądały ostatnie metry 4. etapu Tour de Pologne. Wygrana rozgrywała się tym razem w stawce 50 zawodników, a górą byli kolarze włoskiego Lampre, którzy na rynku w Cieszynie ustrzelili dublet. Choć tym nominalnym zawodnikiem miał być drugi na mecie Grega Bole, ręce w geście triumfu uniósł Lorenzetto, który jak okazało się po zakończeniu etapu, pełnił rolę rozprowadzającego, przygotowując pozycję dla kolegi z ekipy.

Zacząłem finiszować bardzo wcześnie bo w zasadzie miałem rozprowadzać Grega Bole, który jechał za mną. Kiedy dojechaliśmy do zakrętu, okazało się, że niewielu zawodników jest w stanie podążyć moim tempem i wtedy pomyślałem, że mogę to wygrać. Czułem się naprawdę mocno i nie spodziewałem się, że stać mnie na tak długi finisz. To moje pierwsze zwycięstwo w sezonie, więc mam wiele powodów do radości – komentował swój sukces Lorenzetto.

Włoch przyznał także, że bardzo pasowała mu końcówka etapu z 500-metrowym podjazdem i brukiem na ziemi. – Lubię takie trudne finisze jak dziś. Mogę powiedzieć, że był to sprint pode mnie, kostka brukowa i lekko pod górę.

Jak smakuje zwycięstwo, kiedy zwykle pełni się rolę pomocnika i rzadko ma się okazję do jazdy na własną rękę nie trzeba wyjaśniać. Lorenzetto nie ukrywał radości ze swojego pierwszego zwycięstwa w sezonie, po tym jak przez cały Tour de France pracował na wynik wyłącznie ekipy i swego lidera Alessandro Petacchiego. – Po Tour de France mam wysoką formę. We Francji pracowałem na wynik drużyny, przede wszystkim na finiszach dla Alessandro Pettacchiego. Tu w Polsce sytuacja jest nieco odmienna i mam okazję ścigać się także i dla siebie. W pełni to wykorzystałem z czego jestem bardzo dumny.

(Biuro Prasowe LangTeam)