Nie wiem jak zacząć, może tak, że głowa potrafi wiele, bardzo wiele. Od dwóch lat jak jestem pod górę z przodu i mogę zrobić coś “wielkiego” to często myślę o najbliższych, żonie, rodzicach, siostrze, ale i o kibicach. Dziesiątkach kibiców, którzy mi później mówią; dzięki za emocje, dzięki za walkę, byliśmy dumni, że Polak walczy i jest wśród najlepszych.

Tak samo było i dziś, chciałem pokazać charakter, wole walki… ale sam siebie zaskoczyłem. Atak od dołu był bezsensem, Astana ciągnęła za mocno więc się wycofałem. Później skok Alberto i pomyślałem, że nie stać mnie by odpowiedz więc jechałem swoje. Jak doszedłem to pomyślałem, że nie mam nic do stracenia, że może ciężko będzie wygrać, ale się zabawię i zrobię wszystko by wygrać.

W ten sposób walczyłem przez pół podjazdu aż do samej mety z najlepszym kolarzem świata pod najsłynniejszy podjazd świata. Fakt, że ewidentnie jechał przeciw mnie świadczy, że potraktował mnie jak równego.

Alberto jest bardziej dynamiczny, straciłem za dużo na ostatnim skoku ale wiem, że przed finiszem bym doszedł gdyby nie motor, tak bywa.

Może dogadał się z Brajkovicem, że wygra bo i tak Janez wygrywa wyścig, może nie był zadowolony, że jednak nie będę dla niego jeździć w przyszłym roku, o czym był przekonany. Fakt faktem, że dziś postawił na mnie krzyżyk.

Wracając do kibiców, tych lojalnych i wyrozumiałych, ciesze się, że mogłem im dziś również sprawić dużo radości.

Jutro dla mnie męka, krótki sztywny podjazd i interwałowa runda…

Źródło: www.sylwesterszmyd.blogspot.com

Foto: corvospro.com