W prasie pojawiły się pogłoski, mówiące o stosowaniu przez kolarzy małych silniczków ukrytych w ramach. Międzynarodowa Unia Kolarska twierdzi, że nie ma na to dowodów. Jednocześnie przyznała, że przygląda się metodom skanowania ram rowerów.

We wtorkowym wydaniu dziennika L’Avvenire ukazał się artykuł o silnikach ukrytych w ramach rowerów. Najprawdopodobniej takie urządzenie mogłoby być zamontowane w rurze podsiodłowej. Przypuszcza się, że motorek można włączać i wyłączać podczas jazdy. Dzięki temu kolarz mógłby na początku wyścigu zaoszczędzić nieco energii, aby w końcowej fazie rywalizacji być mniej zmęczonym, a przez to szybszym.

Włoski dziennik Il Giornale w swoim środowym wydaniu informuje, że podjęto już kroki wyjaśniające sprawę. Niektóre rowery z wyścigów Paryż-Roubaix i Wyścigu Dookoła Flandrii zostały poddane inspekcji. Istnieje niepewność, czy problem ten dotyczy dopiero przyszłości, a może już teraźniejszości. Plotki o niedozwolonym wspomaganiu sprzętowym pojawiły się w peletonie parę miesięcy temu.

Przedstawiciel UCI, Enrico Carpani, powiedział, że nie ma jasnych przesłanek, wskazujących na to, że kolarze już próbowali użyć silniczków podczas wyścigów.

– Nie mamy żadnej wiedzy, czy takie urządzenie jest w użytku w zawodowym peletonie. W tym momencie nie mamy żadnych dowodów, prowadzących do wniosku, że tego typu silniczki są już stosowane. Ale nasza komisja ds. sprzętu pilnie śledzi te sprawę, ponieważ jesteśmy oczywiście zainteresowani wszystkim, co może dotyczyć kolarstwa w przyszłości. UCI bada urządzenie, aby znaleźć metodę jego wykrywania.

Jeden z dyrektorów Giro d’Italia, Stefano Allocchio, również zdementował twierdzenie, jakoby w peletonie używano wspomnianych motorków. – Nie ma „stuningowanych” rowerów na Giro – powiedział Allocchio włoskiej agencji ANSA. – Na podstawie przeprowadzonych kontroli mogę powiedzieć, że wszystkie rowery są OK. Główny sędzia jest bardzo czujny – gdyby coś było niezwykłego z którymś rowerem, od razu by to zauważył. O ile wiem, tą sprawą UCI zajmuje się od zeszłego listopada, ale na poziomie amatorskim, nie zawodowym. U nas na Giro wszystko jest w porządku.

Jednakże Marco Bognetti, były członek komisji sprzętowej UCI,  przyznał, że przypuszczenia dzienników nie są bezpodstawne. – To wszystko prawda. Jest podejrzenie, że niektóre zespoły i zawodnicy używali wspomaganych rowerów – powiedział Bognetti dla L’Avvenire. – Po raz pierwszy dowiedzieliśmy się o tym w lipcu zeszłego roku, podczas Tour de France. Wiadomość przyszła z USA i włączyła nasz alarm.

Odkryliśmy, że takie urządzenie może zaoszczędzić kolarzowi od 60 do 100 watów, co jest ogromną przewagą w końcowych momentach wyścigu. Prowadzimy badania, kolejne są planowane. Nasi technicy pracują nad specjalnym skanerem, który pozwoli odkryć ukryte motorki wewnątrz ram. Wszystkie rowery na najważniejszych wyścigach będą wkrótce sprawdzane – zakończył Bognetti.

Aby wyobrazić sobie jak wygląda silniczek wspomagający, można zajrzeć na stronę niemieckiej firmy, produkującej Gruber Assist. Jest to urządzenie składające się z małego silnika, umieszczanego w rurze podsiodłowej, oraz z akumulatora i włącznika. Motorek połączony jest z napędem poprzez oś suportu. W modelu Grubera akumulator znajduje się w torbie podsiodłowej. Oczywiście w zawodowym peletonie takie rozwiązanie byłoby od razu zauważone, ale po drobnych modyfikacjach z pewnością możliwe byłoby ukrycie akumulatora gdzieś w ramie. Innym problemem pozostaje włącznik, który również musiałby być niewidoczny. Ale i to nie jest przeszkodą nie do przeskoczenia.

Masa całkowita miałaby wynosić około 1900 gramów, a silnik generowałby moc około 100 watów.

Rud