Po pierwszych etapach w Holandii, Giro d`Italia wraca do Włoch. Kolarze w środę staną na starcie drużynowej jazdy na czas, na dystansie 32,5 km.

Dla wielu zawodników do wiekopomna chwila. Filigranowi górale mieli dość już holenderskich rantów, wysepek oraz barierek na drodze, od jutrzejszego etapu zacznie się prawdziwe włoskie ściganie.

Krótki dystans 32,5 kilometra raczej nie namiesza w klasyfikacji generalnej, jednak pretendenci do zwycięstwa, którzy dysponują słabszymi ekipami (Cadel Evans – BMC Racing, Stefano Garzelli – Acqua & Sapone) nie będą spać spokojnie.

Na trasie próżno szukać ostrych, technicznych zakrętów, ale za to droga cały czas lekko unosić będzie się pod górę. Start odbędzie się w Savigliano na wysokości 317 m n.p.m., a finiszują w Cuneo na wysokości 543 m n.p.m. Jedyny punkt pomiaru czasu na 18. kilometrze.

Astana jest bez wątpienia faworytem numer jeden do wygrania jutrzejszego etapu. Nie tylko dlatego, że Aleksander Vinokurow pojedzie w różowym trykocie. “Mieliśmy czterech zawodników w pierwszej 26 prologu, oprócz tego jesteśmy bardzo zgranym zespołem,” powiedział Enrico Gasparotto.

Kolejnym faworytem jest Liquigas “Mamy świetny zespół,” potwierdził Vincenzo Nibali, który stał się ważnym ogniwem zespołu po wykluczeniu Franco Pellizottiego.

Pretendentem do zwycięstwa jest również zwycięzca „drużynówki” z przed roku, ekipa HTC-Columbia. W amerykańskiej drużynie pojedzie znakomity czasowiec Marco Pinotti, którt w tym roku niestety nie ma do pomocy Michaela Rogersa, Edvalda Boasson Hagena oraz Thomasa Löfkvista, za to ma utalentowanego Adama Hansena oraz Frantiska Rabona.

Mapa 4 etapu > tutaj

Profil 4 etapu > tutaj

Plan transmisji TV > tutaj

Prezentacja Giro d’Italia 2010 > tutaj