Przedstawiamy wypowiedzi Cadela Evansa, zwycięzcy Walońskiej Strzały, oraz Joaquima Rodriguez, Alberto Contadora, Damiano Cunego, Vincenzo Nibalego, Alejandro Valverde i braci Schleków.

Po wspaniałej walce na ostatnich metrach podjazdu Mur de Huy, Cadel Evans, urzędujący mistrz świata, wygrał Fleche Wallonne. Australijczyk pokonał drugiego na mecie Joaqiuma Rodrigueza z Katjuszy i trzeciego Alberto Contadora z Astany.

Cadel Evans

Byłem już drugi, piąty, dziewiąty na Walońskiej Strzale, ale nigdy nie pierwszy, więc zwycięstwo jest fantastyczne. To pierwszy raz, kiedy przyjeżdżam tu przygotowując się do Giro d’Italia, więc periodyzacja mojego treningu jest w nieco innym porządku niż zwykle. Wygląda na to, że mam teraz dobre nogi. Z pewnością ten rezultat jest moim najlepszym. Byłem drugi parę lat temu, ale jestem niezmiernie szczęśliwy z tego, że udało mi się wygrać. Podniesie to morale całej drużyny. Byliśmy bardzo blisko zwycięstwa w tym sezonie, ale nie udawało się. Ta wygrana to najlepszy sposób na przerwanie złej passy. Lepiej późno niż wcale.

Doświadczenie z pewnością było atutem Evansa, który starował we Fleche Wallonne po raz siódmy. Wprawdzie atak Contadora przed metą był bardzo mocny, Evans wiedział, że Hiszpan ruszył zbyt wcześnie. – Contador był w dobrej formie i miał mocne nogi. 500 metrów przed metą myślałem, że już wygrał, ale to nie jest pierwszy raz, kiedy startuję w tym wyścigu, co wykorzystałem chwilę później.

Evans przypisał dużą rolę w zwycięstwie rekonesansowi, do którego zachęcił swoich kolarzy szef ekipy BMC, John Lelangue.

Uświadomiłem sobie, że zawsze ścigałem się źle taktycznie. Tym razem miałem dobrą pozycję zaraz od startu podjazdu, ale poczekałem do ostatnich 100 metrów. To był sposób na wygraną. Czy obecny mistrz świata dołączy do Fabiana Cancellary i wygra dwa klasyki w sezonie? – Czasami, kiedy wygrywa się jeden z klasyków, na następnym każdy patrzy na ciebie i pilnuje cię. Na Liege z pewnością mi to nie pomoże, ale poczekajmy do niedzieli – zakończył mistrz świata.

Alberto Contador

Trzeci w wyścigu Hiszpan z Astany był wyraźnie sfrustrowany, widząc jak tuż przed metą ucieka mu zwycięstwo, które już prawie miał w garści. Jednak tak wysoka lokata w wyścigu jednodniowym pokazała, że brylujący etapówkach Contador, będzie bardzo groźny w niedzielnym Liège-Bastogne-Liège.

To frustrujące być tak blisko, ale to i tak bardzo dobry rezultat. Nie jestem specjalistą od klasyków, ponieważ moją największą zaletą jest szybka regeneracja, ale mimo tego jestem szczęśliwy z tego, co dzisiaj osiągnąłem. Biorąc pod uwagę okoliczności podróży [Contador również dotarł z Hiszpanii do Belgii samochodem], to dobry wynik. Ale jest również prawdą, że kiedy jest się tak  blisko zwycięstwa, trzecie miejsce nie jest przyjemne. Cała drużyna jechała na mnie i świetnie wykonali swoje zadanie, szkoda że nie udało się wygrać. Ale nigdy nie byłem trzeci w żadnym klasyku na tym poziomie, więc jestem zadowolony. Zobaczymy co wydarzy się w niedzielę w na Liège-Bastogne-Liège.

Jednak Contador stara się nie przeceniać swoich szans w Liège-Bastogne-Liège.

Nie myślę o Liège i szczerze mówiąc nie wiem, co się wydarzy. Teraz jednak spróbuję się zregenerować i oczywiście będę chciał pojechać jak najlepiej, ale wiem, że to jest inny wyścig. Na Fleche przejeżdżaliśmy przez finisz parę razy, w Liège tak nie będzie. Nie wiem jak ułoży się wyścig. Jeśli odniosę zwycięstwo, będzie ono dla mnie porównywalne z wygraną na którymś z wielkich tourów.

Joaquim Rodriguez

Zawodnik rosyjskiej Katjuszy ustąpił na mecie jedynie Evansowi. Hiszpan był rozczarowany tym, że nie udało mu się wygrać, po tym jak jego ekipa agresywnie jechała przez cały wyścig.

– Nasza drużyna pojechała świetny wyścig, mamy mocny zespół, relacje między nami są naprawdę dobre. Szkoda że nie byłem wstanie wygrać. Myślę, że zabrakło mi trochę wiary w siebie spowodowanej problemami żołądkowymi w czasie Amstel Gold Race. Myślałem, że jestem słabszy niż zwykle, co okazało się błędem, ponieważ byłem w dobrej formie. Gratulacje dla Cadela.

Alejandro Valverde

Hiszpan z Caisse d’Epargne był jednym z faworytów Flèche Wallonne, ale po wyścigu bez historii, zajął 8. miejsce tracąc 11 sekund do zwycięzcy Evansa. Na mecie Valverde powiedział:

– Nie byłem w dobrej formie, ale w złej też nie. Na początku wyścigu czułem się trochę dziwnie. Nie mam na to żadnego wyjaśnienia, ale nie winię naszej długiej podróży samochodem, ponieważ dobrze po niej odpocząłem [z powodu odwołanych lotów Valverde przyjechał do Belgii prywatnym samochodem]. W miarę jak mijały kilometry, czułem się coraz lepiej. Na ostatniej wspinaczce pod Mur, czułem się znacznie lepiej, ale nie na tyle, aby walczyć o zwycięstwo. Wyprzedzałem jednego kolarza za drugim i myślę, że gdybym bardziej wierzył w siebie, mógłbym walczyć o czwarte miejsce. Z pewnością zabrakło mi trochę rytmu pedałowania, który mogłem wypracować podczas Amstel Gold Race [na niedzielny wyścig Hiszpan nie zdążył dojechać]. Ale tak to już jest. Teraz muszę się skoncentrować na Liège, gdzie mam nadzieję być wysoko i dać z siebie wszystko.
Damiano Cunego

Kolarz ekipy Lampre-Farnese Vini zaraz po zakończeniu wyścigu był rozzłoszczony i nie krył rozczarowania z powodu piątego miejsca. Mały Książe w wywiadzie dla La Gazetta dello Sport powiedział: – Na 120 kilometrze byłem zamieszany w kraksę i wylądowałem na kilku innych kolarzach. Nie ucierpiałem z tego powodu, ale upadek miał wpływ ma mój wyścig. Najpierw musiałem gonić peleton, a potem było całe to napięcie. Drużyna pojechała naprawdę dobrze. Mieliśmy Loosliego w ucieczce, Righi też później zaatakował,  a reszta kolarzy była ze mną. Zdecydowaliśmy, że spróbujemy wygrać, więc czekaliśmy na ostatni podjazd pod Mur. To była dobra taktyka ponieważ na początku podjazdu byłem na odpowiedniej pozycji, piąty czy szósty, na kole Evansa. Niestety straciłem pięć, sześć metrów, których już nigdy nie odrobiłem. Piąte miejsce nie jest złe i dowodzi, że jestem w formie. Ale z takiego czy innego powodu, kłopotów z brzuchem albo kraksy, zawsze jest coś co staje na przeszkodzie do zwycięstwa. A ja zawsze chcę wygrywać.

Vincenzo Nibali

Liquigas-Doimo spróbował innej strategii niż Lampre, wysyłając swoich kolarzy w ucieczki przed ostatnim podjazdem Mur de Huy. Roman Kreuziger uciekał z Fränkiem Schleckiem, ale zostali doścignięci. Vincenzo Nibali był na dobrej pozycji przed ostatnim podjazdem pod Mur, ale młody Włoch opadł z sił tuż przed metą, zajmując 13. miejsce.

– Próbowaliśmy ruszyć jeszcze przed finałowym podjazdem. Atak Kreuzigera wyglądał obiecująco, ale nie wszyscy pracowali, a w peletonie pościg był dość dobrze zorganizowany pomimo blokowania mojego i Andy’ego Schlecka. Tuż przed Murem złapałem koło Contadora, ale nic to nie dało. 200 metrów przed metą „strzeliłem” i mogłem już tylko odliczać ostatnie metry do końca, tak bardzo cierpiałem. Myślałem, że to Contador wygrał wyścig, tak byłem zmęczony. Trochę szkoda, ale już w niedzielę jest Liege. To dobra szansa dla nas.

Bracia Schleckowie

Andy, mimo że był na świetnej pozycji u stóp Mur de Huy, paręset metrów przed metą stracił kontakt z Igorem Antonem (Euskaltel-Euskadi), Alberto Contadorem (Astana) i Cadelem Evansem. – Byłem w dobrej sytuacji, spróbowałem wykorzystać swoją szansę, ale się nie udało. Zdarza się.

Obaj bracia z Saxobanku byli widoczni w czasie wyścigu. Dodatkowym atutem luksemburskich kolarzy była wspaniała praca jaką wykonali ich klubowi koledzy Jens Voigt i Laurent Didier. Andy blokował pościg peletonu, kiedy na 30 kilometrów do mety Fränk był w trzyosobowej ucieczce razem, z Romanem Kreuzigerem (Liquigas-Doimo) i Davidem Looslim (Lampre-Farnese Vini). – Nasza drużyna ponownie pokazała swoją siłę – powiedział Frank Schleck, który na mecie był 42. ze stratą 47 sekund do Evansa. – Pokazaliśmy, że jesteśmy silni, i że więź między mną i moim bratem jest wciąż bardzo mocna. Myślę, że pojechaliśmy razem świetny wyścig.

W niedzielę na Liège-Bastogne-Liège Andy będzie bronił tytułu sprzed roku. Braterski tandem nie chce jednak ujawnić taktyki na ten wyścig. – Nie zamierzam zdradzać naszego sekretu, albo powiedzieć czegokolwiek o naszej taktyce na niedzielę – powiedział Frank z uśmiechem na ustach. – Ale nie jest żadną tajemnicą, że znów będziemy pracowali na siebie w Liege.