MBodnarNiemieccy kontrolerzy antydopingowi przyjechali do domu Macieja Bodnara, kiedy kolarz był na cmentarzu odwiedzając groby bliskich. Gdyby szybko nie stawił się do kontroli, dalsza kariera stanęłaby pod znakiem zapytania. O antydopingowej paranoi w kolarstwie pisze dla eurosport.pl Adam Probosz.

Za nami Święto Zmarłych, dzień szczególny, pora refleksji nad ludzką kondycją i wspominania tych, których nie ma już między nami. Większość z nas stara się tego dnia wyciszyć, odgrodzić od codziennego zgiełku, zapomnieć o wszystkich „ważnych sprawach” zaprzątających, na co dzień nasze myśli. Zawsze wydawało mi się, że każdy z nas ma do tego prawo, ale… myliłem się.Kolarzom nie wolno!

Niemieccy kontrolerzy antydopingowi postanowili właśnie 1 listopada pojawić się w Chrząstawie i przebadać odpoczywającego w domu Macieja Bodnara.

Podjechali pod dom kolarza Liquigasu i zadzwonili z wezwaniem do kontroli. Tak się złożyło, że Maciek był akurat na cmentarzu, gdzie podobnie jak większość z nas tego dnia, odwiedzał groby swoich bliskich. Nauczony jednak kolarskim doświadczeniem nie wyłączył telefonu i… całe szczęście! Nieodebranie połączenia oznaczałoby unikanie kontroli antydopingowej, a tym samym poważne konsekwencje łącznie z dwuletnią dyskwalifikacją.

Maciej Bodnar przedłużył niedawno o dwa lata kontrakt z najlepszą włoską ekipą i takie zaniedbanie postawiłoby pod znakiem zapytania jego dalszą karierę. Polak nauczył się już jednak, że kolarzowi nie wolno wyłączać telefonu w żadnej sytuacji, kontrolerzy międzynarodowej agencji antydopingowej nie uznają tłumaczeń. Wystarczy wspomnieć niedawną sytuację jednego z belgijskich zawodników, który musiał poddać się kontroli przerywając przygotowania do pogrzebu swojego dziecka.

To oczywiście najbardziej drastyczne przypadki, ale na ich przykładzie widać, do jakiej paranoi posunięte są działania służb antydopingowych. Chcesz być kolarzem, to nie ma zmiłuj! Masz zgłaszać miejsce swojego pobytu z odpowiednim wyprzedzeniem i nie wyłączać telefonu. Siedząc w kinie, modląc się w kościele czy odbierając poród dziecka masz być do dyspozycji.

Kontrolerzy dzwonią i czekają godzinę, później pakują się w samochód i piszą raport, który może na dwa lata pozbawić Cię pracy i zrujnować reputację.

Dlaczego kolarze zgadzają się na takie upokorzenia? Bo nie mają wyjścia. To znaczy mają – mogą zmienić zawód. Tylko, że oni kochają to, co robią. To ich pasja, za którą płacą utratą praw oczywistych dla sportowców uprawiających wiele innych dyscyplin. Kolarstwo to naprawdę ciężki kawałek chleba, jak widać nie tylko ze względu na wysiłek fizyczny.

Źródło:www.eurosport.pl

Foto: Andrzej Dyszyński