huzarski-ucieka-na-7-etapie-giro” Jakiś cel w życiu osiągnąłem i jestem pełen podziwu dla ludzi którzy na takim wyścigu walczą o klasyfikację generalną”

“Po podpisaniu kontraktu z zawodową włoską grupą troszkę łudziłem się że może uda mi się wystartować w tym wspaniałym, przez wielu uważanym za najfajniejszy, wymagający a na pewno niesamowicie ważny wyścig w tym roku oznaczony w kalendarzu UCI jako historyczny. 21 etapów i tyle samo dni święta narodowego we Włoszech, wyścig który przyciąga kibiców z całego świata, którzy jadą za swoimi ulubieńcami ale dobrego słowa wsparcia nie tylko na ciężkich podjazdach nie szczędzą nikomu nawet w ostatnim grupetto. Zaczęło się od prezentacji ekip w Wenecji a na następny dzień TTT, etap jakże ważny który wymagał od nas maksimum poświecenia, koncentracji i uwagi. Tu wypadliśmy dobrze, później – hmm bywało różnie. Bez lidera na klasyfikację generalną i rasowego, pewnego sprintera nie pozostało nic innego jak próbować, próbować zawsze można lecz nie zawsze wychodzi. Ale kolarze to naród twardy, nie straszny nam deszcz, wiatr, podjazd i zjazd, czasem nawet sypnie śniegiem a są wyścigu takie jak tegoroczne Giro że na 21 etapów 18 jechałem bez potówki w temperaturze rzadko spadającej poniżej 30 stopni. Ukrop okropny ale zawsze lepsze a na pewno bezpieczniejsze to niż deszcz, wyścig ukończyło prawie 170 zawodników, czy to oznacza, że trasa była łatwa? Oj nie, z moich rozmów między innymi z Sylwkiem który Giro jechał kolejny, chyba ósmy raz pod rząd wynika, że trasa choć łatwa na papierze wcale do prostych nie należy. Etapy są bardzo nerwowe, zarówno te całkowicie płaskie jak i te bardzo górzyste. Wielu ludzi przed startem mówiło mi „teraz to będziesz już wiedział co to znaczy jechać wielki tour” – faktycznie jest to przeżycie niesamowite, ale również bardzo ciężka praca, wymagająca pełnej koncentracji, siły fizycznej i psychicznej przez trzy tygodnie. Pierwsze etapy nie były najtrudniejsze i nawet gdy na podjeździe szło mi dobrze starałem się nie „zaginać” na 100% gdyż przy kompletnym barku doświadczenia na takim wyścigu nie wiedziałem co się ze mną będzie działo w trzecim tygodniu. O starcie w wyścigu dowiedziałem się dwa tygodnie przed jego rozpoczęciem, owszem byłem w szerokim składzie ale stąd droga do startu daleka. Mimo wszystko starałem się tak dobrać treningi i wyścigi aby mimo wszystko w dniu rozpoczęcia wyścigu być w formie zadowalającej, bo aż nuż pojadę. Czy mógłbym pojechać lepiej gdybym wcześniej wiedział, że wyścig pojadę na 100%? myślę, że tak, na pewno bym się lepiej przygotował a lepsza forma mogła zaprocentować lepszymi wynikami. Tak czy inaczej wiedziałem, że dojdę do dobrej dyspozycji w trakcie trwania wyścigu, zawsze tak było więc nie widzę powodu dla którego teraz miało by być inaczej. Zastanawiałem się tylko jak przetrwać aż 21 etapów. Dzisiaj jestem w domu a mój udział w Giro na pewno nie będzie tylko wspomnieniem i kolejnym tematem do opowieści i wspomnień, jest to bardzo dobra lekcja pokory i szacunku. Przez kolejnych 21 etapów udało mi się zdobyć bardzo dużo doświadczenia którego może zabrakło do wygrania jednego z etapów, cel był ambitny, niestety nie udało się go zrealizować ale do końca się nie poddawałem dlatego z czystym sumieniem wróciłem do domu.

Do tej pory takie imprezy śledziłem w telewizorze, teraz byłem w środku czegoś co do tej pory było tylko czymś innym, nieznajomym ale również celem. Jakiś cel w życiu osiągnąłem i jestem pełen podziwu dla ludzi którzy na takim wyścigu walczą o klasyfikację generalną, przez cały wyścig trzeba być gotowym do odpierania ataków rywali, trzeba planować swoje ruchy, przewidywać, nie można sobie pozwolić na dzień słabości, trzeba dużo ryzykować między innymi na zjazdach ale również na ostatnich kilometrach każdego etapu żeby nie stracić gdzieś cennych sekund. Naprawdę do tej pory nie zdawałem sobie sprawy z tego jak strasznie ciężko jest walczyć o pierwszą 10 takiego wyścigu. Teraz już wiem bo sam do zwycięzcy straciłem ponad 3 godziny a wyścig ukończyłem na 102 miejscu. Wiem że od najlepszych dzieli mnie przepaść, ale wiem, że jeszcze na wiele mnie stać. Teraz gonię światową czołówkę, ścigając się z nimi bez wątpienia podnoszę swój poziom sportowy by być może za rok znów wystartować w Giro i bogatszy o doświadczenia tego roku, skuteczniej walczyć na etapach.

Organizacyjnie giro to naprawdę wielkie przedsięwzięcie i poza etapem Milano show który spokojnie mógł wyglądać całkiem inaczej wyścig zorganizowany jest bardzo dobrze. Pomimo tak wielu etapów nie było jakichś strasznych transferów w samochodach, oprawa startu i mety bardzo ładna, dostępność wyścigu dla kibiców również bardzo duża. Ale nasz Tour de Pologne też jest bardzo dobrze zorganizowany i chwalony pod tym względem przez kolarzy. Wracając do jednego z moich pierwszych wpisów dotyczących organizacji w grupie ISD, faktycznie sprzętu, ciuchów, samochodów jest tu pod dostatkiem ale jestem pewny że jakbyśmy w Intelu lub wcześniej mieli do dyspozycji takie środki finansowe jakie są tutaj to spokojnie można by wszystko zorganizować jeszcze lepiej. Widać sporo niedociągnięć i zaleciałości z grupy amatorskiej której szefostwo przewodniczyło przez kilka ostatnich lat. Na pewno jeśli chodzi o taktykę i podejście do zawodników jest jeszcze dużo do zrobienia.

Przy okazji chciałem wszystkim podziękować za słowa wsparcia, za wpisy do księgi gości, e-maile, smsy i słowa otuchy, nie było lekko ale po części dzięki waszej pomocy dałem radę, na pewno nie spełniłem oczekiwań sporej grupy kibiców ale niestety nie zawsze jest tak jak byśmy tego chcieli, trzeba zrozumieć to, że my (ja i w tym przypadku Sylwek) mamy w naszych grupach inne role do spełnienia i choć ja miałem więcej swobody niż on wiem, że dałem z siebie bardzo dużo”

Źródło: www.huzarski.pl

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments