huzarskiBartosz Huzarski opowiada o 17 etapie Giro d’Italia.

“Po dniu przerwy przed godziną 15 z Chieti wyruszył barwny peleton by zakończyć zmagania siedemnastego etapu na podjeździe pod Blockhaus raptem 83 km które zleciały bardzo szybko. Choć od startu niespotykanie spokojne tempo, to po kilku kilometrach utworzyła się z przodu grupka śmiałków którą peleton prowadzony przez kolarzy LPR odpuścił raptem na 3 min. Przed samym finałowym podjazdem mocne tempo narzucili kolarze Cervelo doprowadzając Sastre do finałowego podjazdu w komfortowej sytuacji na czele peletonu bez żadnej nerwówki. Niestety dzisiaj Sastre nie był tak dobry jak ostatnio a może etap za krótki i rywale nie zdążyli się zmęczyć. Tak czy inaczej wreszcie wygrana Liquigas, dobra aktywna jazda Sylwka, lider bez zmian i awans Pelizotiego na trzecie miejsce w generalce. Ja dzisiaj czułem się dobrze, dzień przerwy dobrze mi zrobił, udało się w miarę wypocząć albo patrząc na to inaczej nie było za bardzo się gdzie zmęczyć. Finałowy podjazd zacząłem z przodu, najstromsze wzniesienie przejechałem z przodu ale ponieważ góra miała 15 km chciałem być ostrożny, poza tym w słuchawce ciągle słyszałem spokojnie, spokojnie. No więc jechałem w miarę spokojnie, tak powiedzmy na 80-90 %, gdy dogonił mnie Popo bez problemu sobie z nim jechałem i wtedy podjechał dyrektor i kazał mi zwolnić bo jutro etap i trzeba próbować. Dziwna i trochę denerwująca mnie taktyka, może gdybym jechał gdzieś bliżej, ale z drugiej strony jak mam później wysłuchiwać na kolacji że to nie potrzebne, walka o 15 miejsce a jutro etap dla uciekinierów ahh trudno. Po tym jak kazali mi jechać spokojnie, kompletnie nie chciało mi się już sprężać i przegoniło mnie kilka grupek. Generalnie, moralnie przyjechałem dzisiaj razem z Popo. A jak będzie jutro – właśnie tego nikt nie wie, przy moim szczęściu pewnie zostanę w peletonie bo nie trafię w odpowiedni odjazd. Czas pokaże w każdym bądź razie”.

Źródło:www.huzarski.pl